literatura
MAGAZYN KULTURALNY
01 września 2013

Czarny humor blokowiska

Szara ściana gierkowskiego bloku odrapana z tynku ujawnia swoje mroczne oblicze – relacjonuje reporter lokalnej wrocławskiej gazety. Na osiedlu Na Polance ludzie znikają, przybywają pielgrzymi, a bloki czernieją. Ten, kto wejdzie do środka budynków, nie wyjdzie z nich żywy.

© by Wojciech Hryszkiewicz

Reporterski lead właściwie podaje główną oś, wokół której zarysowuje się fabuła książki-horroru Łukasza Orbitowskiego Święty Wrocław. Jest to drugie wydanie powieści, co dość dziwi, biorąc pod uwagę cichy szum medialny (szmerek) wokół pierwszej edycji. Jest to horror, któremu w zupełności wystarczy jedno wydanie, a sprawnością językową autora będącą najprzyjemniejszym atutem tej książki można zachwycać się na blogu Orbitowskiego.

Drożdżami, na których rośnie Święty Wrocław, są absurdy. Czuje się, że Orbitowski miał niezłą zabawę, nakazując swoim bohaterom odrapywać ściany zwykłego wrocławskiego bloku aż do czarnej materii, niezidentyfikowanej do końca horroru. Zresztą, sam dobór wybrakowanych życiowo postaci przesądza o groteskowym podejściu do nienormalnych wydarzeń. Mamy tu głupiutkie maturzystki z klasy humanistycznej, zakochaną licealistkę i charakternego studenta historii, lekarza alkoholika i fałszywego proroka krzyczącego pod wrocławskim pręgierzem. Ta społeczność blokowiska, sama w sobie nonsensowna zbieranina postaci, będzie potrafiła przystosować się do życia w otoczeniu blokowiska, w którym znikają ludzie i wokół którego gromadzą się pielgrzymi, dziennikarze i policja.

Nie jest jasne, dlaczego przedmiotem kultu stają się bloki, nazwane wkrótce „świętym Wrocławiem”. Nikt nie wie, w jaki sposób powstał, co na samym początku zaznacza tajemniczy narrator. Postać, która z „urywków historii, wspomnień, słów swoich zwierząt” skleca opowieść, sama jest zagadką tej książki. Nie buduje ona jednak należytej grozy, a wprowadza dodatkową, zdaje się niepotrzebną tajemnicę, która wygląda jak ironiczny komentarz stwarzający dystans autora. Wygląda to tak, jakby Orbitowski dwa razy chciał podkreślić, że on się tylko bawi, pisząc książkę: raz w samym groteskowym językowo opisywaniu zdarzeń i wkładaniu w usta bohaterów gagów słownych, drugi raz poprzez postać narratora, mającego wprowadzić głębszy (albo jeszcze bardziej ironiczno-mroczny) wymiar powieści. To puszczanie oka do czytelnika przez całą powieść i dystansowanie się od opisywanych zdarzeń robi się wkrótce męczące.

Należy jednak podkreślić, jak wszyscy pozostali krytycy, że Orbitowski potrafi operować słowem, dzięki czemu czytelnik z przyjemnością znajduje w jego książkach niewymuszone porównania czy powiedzenia („dyskotekowy bit tłukł się jak Żyd po pustym sklepie”). Autor wychwytuje też, jak tabloidy, najbardziej stereotypowe polskie bolączki i zachowania, ubierają w horrorowy schemat fabularny. Szkoda tylko, że to ostatecznie udziwnienie bierze górę nad wszystkimi elementami powieści, pozbawiając nas przyjemności grozy.

Łukasz Orbitowski, Święty Wrocław

Wydawnictwo Literackie 2013

cena: 35,90 zł

następna
strona
poprzednia
strona

Zobacz także