literatura
MAGAZYN KULTURALNY
22 września 2013

Farbą po oczach

To nie jest reportaż czytany z przyjemnością. Nie ma chyba żadnej innej współczesnej polskiej prozy, która by tak jak „Wanna z kolumnadą” uderzała rzeczowością i bezkompromisowym drążeniem podjętego tematu. Jak Filip Springer zaznacza na wstępie, mierzy się z tematem powszechnie uznawanym za nieważny, choć codziennie każdy się z nim bezpośrednio styka.

© by Wojciech Hryszkiewicz

Kolorowe bloki, wielkoformatowe reklamy i billboardy, do tego brak ładu przestrzennego – to polska przestrzeń publiczna jest tematem książki Springera. Chwilami przypomina ona reportaż śledczy, bowiem wraz z docieraniem do osób odpowiedzialnych za miejski chaos estetyczny na jaw wychodzą wielkie pieniądze i mali obywatele. Przy okazji Springer na samym wstępie dobitnie podkreśla fakt, że to nieprawda, jakoby nikt przestrzenią się nie zajmował. Jest wręcz odwrotnie – istnieje mnóstwo stron na Facebooku, ogłaszane są konkursy na najokropniejszy budynek, najbrzydsze miejsce w Polsce, jednak wszystko to pozostaje w wirtualnej przestrzeni. Nie ma ludzi, pisze Springer, którzy by przeciętnemu obywatelowi wytłumaczyli, dlaczego pomalowanie bloku na żółto albo postawienie kolumny jońskiej przy restauracji jest kiczowate. Wannę z kolumnadą można czytać jako apel do tych udzielających się internautów, wyśmiewających prowincjonalne gusta Polaków, by wzięli się do roboty i miast "klikać lajki" przy Makabryłach, wyszli choćby z rozmową poza enklawę kilku warszawskich miejsc.

Z drugiej strony Springer pokazuje upolitycznienie przestrzeni publicznej przez nieudolne regulacje ustawowe i ewidentne maksymalizowanie zysków przez prywatnych inwestorów. Wątki pojawiające się w książce to tematy sprzed kilku lat, o których ludzie zdążyli już zapomnieć, choć problemy związane z opisywanymi miejscami nie zniknęły. Mowa jest o hotelu Gołębiewskim w Karpaczu, który postawiony został wbrew prawu, a zgodnie z potajemnymi ustaleniami. Pojawia się problem nielegalnego wykarczowania hektarów lasu w Sudetach pod postawienie wyciągu przez firmę Winterpol. Swojego studium przypadku doczekało się zjawisko nazwane przez Springera „pastelozą” (kolory bloków autentycznie wybierają panie sekretarki). Pojawiają się też fikcyjne prace budowlane umożliwiające zawieszenie wielkoformatowej reklamy w centrum miasta na budynku mieszkalnym. Doskonale dobrane przez Springera przykłady problemów rysują ponury obraz polskiej przestrzeni publicznej, którą można (za odpowiednie pieniądze) całkiem legalnie zgwałcić, będąc narażonym jedynie na internetowe szykany.

Springer duży nacisk kładzie na regulacje prawne, których w Polsce nie da się wyegzekwować. Ustawa o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym, która w teorii ma odpowiadać za ład przestrzenny, jest powszechnie krytykowana za ułatwienie deweloperom i koncernom budującym centra handlowe szybkie zabudowanie gruntów bez oglądania się na społeczny rozwój miasta. Tym samym ułatwione są procesy suburbanizacji – warszawski grodzony Ursus bez działających usług jest przecież efektem niekontrolowanego deweloperskiego budownictwa. Springer przytacza w książce fragment ustawy mówiącej o planie zagospodarowania przestrzennego, który powinien być narzędziem architektonicznego uspójniania obszaru gminy, a jest powodem do wypłacania deweloperom odszkodowań. W razie braku planu zagospodarowania, trzeba się posługiwać zasadą działki sąsiedniej, zgodnie z którą należy stawiać budynki pasujące do otoczenia. Springer zauważa, że ustawa nie precyzuje, co jest działką sąsiednią, co ułatwia prawne manipulacje. Warto też tu przypomnieć o rozporządzeniu ministra infrastruktury z 26-go sierpnia 2003 roku, w którym pojawia się pojęcie „obszaru analizowanego”. Sprawia ono, że można posłużyć się taką logiką: postawienie blaszaka hipermarketu w Sochaczewie jest legalne, skoro podobny budynek stoi w Gdańsku. Innymi słowy, regulacja ustawowa jest zwykłą wydmuszką, a Springer na przykładzie Lesznowoli, Piaseczna, Konstancina-Jeziornej ukazuje brak jakichkolwiek środków prawnych, które umożliwiałyby walkę z zaburzaniem ładu przestrzennego. Gorzej, jakikolwiek sprzeciw wobec deweloperskich zapędów jest w reportażu Springera aktem heroizmu, a dokonujący tego jest samotnikiem skazanym na porażkę (jak jeleniogórski konserwator zabytków, Kapałczyński, przegrany w historii Gołębiewski-Karpacz). Ustawa o ochronie krajobrazu, której inicjatorem jest prezydent Komorowski, wydaje się być kolejnym papierem, a nie sztywną regulacją zapewniającą egzekwowanie prawa – posługuje się ona znowu nieostrymi sformułowaniami, które przy odrobinie naciągnięcia można łatwo obejść.

W tym kontekście jedynymi sukcesami opisanymi przez Springera są ludzie z Grupy Pewnych Osób działających do niedawna na terenach Łodzi oraz park kulturowy w Krakowie i pojedyncze wygrane zwykłych obywateli, ludzi-spojrzeń odsłaniających spod wielkoformatowych szmat swoje okna. Jednak te zwycięstwa nad chaosem przestrzennym okazują się tymczasowe i doraźne, a problemy reklam, brudu i nielegalnego parkowania wciąż są nierozwiązane. Springer podchodzi do sprawy pozytywnie – mamy zdiagnozowany problem, więc rozwiązujmy go teraz edukacją plastyczną, której w Polsce jak na lekarstwo. Sprawa jednak wydaje się być z gatunku politycznych – to raczej kwestie łatwego zysku, urzędniczego lenistwa i niekompetencji oraz ewidetnego braku woli parlamentarzystów do radykalnych zmian ustaw (i dostosowania ich tym samym do prawa unijnego, do czego przecież jesteśmy zobowiązani) powodują chaos przestrzenny. I przyprawiają o łzawiące oczy.Farbą po oczach

Można też do sprawy podejść jak Andrzej Stasiuk. W posłowiu wyraża swój podziw dla polskiego królestwa kiczu, dla odrzucenia reguł stawianych przez architektów, dla groteski pomieszania wysokiego z niskim. Miast denerwować się i zmieniać otaczającą szkaradną estetyczną i polityczną rzeczywistość, można zachwycić się pięknem i melancholią upadającego państwa.

Filip Springer, Wanna z kolumnadą. Reportaże o polskiej przestrzeni
Wydawnictwo Czarne 2013
premiera: 25 września 2013 r.
następna
strona
poprzednia
strona
przejdź do strony: 12

Zobacz także