sztuka
MAGAZYN KULTURALNY
20 października 2013

Estetyka dotykania

„Zapomnijcie o architekturze jako o środku umożliwiającym wam zostanie sławnym czy bogatym” – mówił Juhani Pallasmaa. Warszawski SARP był miejscem wykładu fińskiego architekta, przyjaciela Petera Zumthora.

Juhani Pallasmaa - Creative Commons

Książki i eseje Pallasmy są wydawane w ponad dwudziestu pięciu językach (w tym nielegalnie w farsi w Teheranie), przy pisaniu współpracuje z filozofami, artystami oraz naukowcami. On sam nie jest w żadnym razie szkolnym rodzajem architekta – ci, którzy byli na wykładzie, mieli okazję się o tym przekonać, pozostali z pewnością w to uwierzą po przeczytaniu niniejszego wywiadu.

MAGAZYN: Dla polskich studentów architektury oraz jej miłośników Pana najlepiej znaną książką są Oczy skóry, w Polsce opublikowane w 2012 roku. Pisze Pan, że w ciągu ostatnich stuleci ludzka percepcja została oparta wyłącznie na postrzeganiu wzrokowym. Gdzie są początki tego procesu?

Juhani Pallasmaa: Teoretycznie zaczęło się to u starożytnych Greków. Obaj filozofowie, Platon i Arystoteles, dokonują podziału zmysłów i uznają, że to wzrok jest z nich najważniejszy, a najmniej znaczący dotyk.  Zdegradowanie dotyku bierze się z faktu uznawania przez filozofów, że także zwierzęta posiadają ten zmysł. Jednak traktując problem dosłownie, źródła pokazują, że do końca XVIII wieku i początku XIX  to inne zmysły brały górę nad wzrokiem. Na poziomie teoretycznym wzrok dominował przez dwa tysiące lat, ale w rzeczywistości zaledwie dwieście-dwieście pięćdziesiąt lat. Oczywiście dzisiejsze media i wszystkie rodzaje urządzeń wykorzystujące patrzenie sprawiają, że żyjemy w całkowicie wzrokowej kulturze.

Czy istnieje jakakolwiek szansa, żeby odwrócić tę tendencję?

Tak, jest. Niektórzy filozofowie, na przykład Forrest, uważają, że wynalazki  technologiczne zmierzające do wzmocnienia pozycji postrzegania wzrokowego mogą mieć jednocześnie wyzwalający skutek – wzrok niekoniecznie będzie wciąż zmysłem dominacji, a może stać się zmysłem partycypacji. Chciałbym poddać to w wątpliwość, ponieważ w mojej opinii wzrok czyni z nas osoby postronne. To w szczególności zmysł dotykowy stwarza intymne powiązania i dlatego jestem jego zwolennikiem. Jestem szczególnie zainteresowany  zmysłem taktylnym, który jest ukryty w zmyśle wzrokowym – kiedy na coś patrzymy, nieświadomie także dotykamy. Myślę, że w tym kontekście architektura stała się zbyt zubożała w nieświadome dotykanie poprzez wizję, choć dostrzegam przykłady architektury pobudzającej ten aspekt. To choćby Muzeum Historii Żydów Polskich, które widziałem piętnaście minut temu – myślę, że ten budynek jest taktylny, chociaż z zasady szklane budowle są zewnętrzne. To zachęca, by podejść bliżej i dotknąć powierzchni. Pojawia się również coraz więcej literatury dotyczącej innych niż wzrok zmysłów. Problem związany z ucieleśnieniem człowieka znajduje się w centrum wielu obszarów filozofii, zwłaszcza fenomenologicznej. Także badania neurobiologiczne pokazują, że jesteśmy ucieleśnionymi stworzeniami. Ucieleśnienie jako kluczowa cecha człowieka jest ugruntowane w pamięci, postrzeganiu, wyobraźni – żadne z tych trzech nie mogłoby bez niego istnieć.

Co myśli Pan o współczesnych rozgorączkowanych miastach? Czy jest możliwe postrzeganie świata haptycznie, będąc ich mieszkańcem?Estetyka dotykania

To problematyczna kwestia. Budowanie w ogólności, a zwłaszcza budowanie unikające wielkich kosztów, coraz bardziej kieruje się w stronę dominacji wzroku, ignorując sferę taktylną. Powiedziałbym, że skoro wzrasta liczba osób zmartwionych brakiem taktylnego wymiaru, z pewnością coś się wydarzy. Bardzo pozytywny odbiór mojej książki na całym świecie utwierdza mnie w przekonaniu, że młodzi ludzie interesują się tymi sprawami.

Jeśli chodzi o współczesną nowoczesną architekturę, to jaki jest jej największy grzech?

Estetyzacja. Kiedy byłem młodym architektem, uważałem architekturę za część estetyki – teraz już tak nie myślę. Architektura jest sztuką egzystencjalną, a wszystkie sztuki podkreślają i wyrażają egzystencjalne troski człowieka. Estetyzacja ma wymiar zdecydowanie bardziej sztuczny niż egzystencjalny. Powiedziałbym, że to utrata wymiaru egzystencjalnego w doświadczaniu architektury jest jej największym grzechem.

W jakich miejscach woli Pan projektować – w miastach czy na wsi?

Cóż, swoje biuro zamknąłem rok temu. Nie podejmuję się już projektowania, tylko piszę, wykładam i nauczam. To nie dlatego, że straciłem zainteresowanie projektowaniem – wciąż sprawia mi to wielką przyjemność – ale w dzisiejszych czasach bycie architektem stało się zbyt nerwowe.

A w przeszłości?

W przeszłości znajdowałem upodobanie w pracy projektowej. Odpowiadając na pytanie, dla mnie rodzaj kontekstu nie ma wielkiego znaczenia. Kiedyś preferowałem, to może zaskakujące, małe projekty – im mniejsze, tym lepiej, ponieważ to konstruuje intymność. Jestem szczególnie poruszony projektowaniem obiektów na pogrzeby i grobów dla zmarłych. To dlatego, że w tym zleceniu klient zwyczajnie już nie jest obecny. Należy wejść w skórę tej osoby i stworzyć coś, co jej lub jemu spodobałoby się.

Jak ważną rolę w projektowaniu odgrywa własne doświadczenie architekta oraz jest dzieciństwo?

To kluczowe. Miałem wyjątkowe życie jeśli chodzi o możliwość ciągłego podróżowania oraz mieszkania w różnych krajach. Coraz częściej jednak myślę o moim wczesnym dzieciństwie i uświadamiam sobie, jak bardzo moje zachowanie i myśli odwołują się do najdawniejszych doświadczeń. Powiedziałbym, że niemal dla każdego dzieciństwo staje się coraz ważniejsze wraz ze starzeniem się. Początkowo człowiek chce odciąć się od najwcześniejszego okresu, ale kiedy osiąga pewien wiek, staje się bardzo zainteresowany swoją przeszłością. Tak samo, jak ja teraz.

Jest Pan w Warszawie od wczoraj, był Pan również w Krakowie. Podobają się Panu te miasta? Znajduje Pan w nich elementy haptyczne?

To była moja pierwsza wizyta w Krakowie. W ciągu jednego dnia można zobaczyć ograniczoną liczbę miejsc, a ja chodziłem głównie po historycznym centrum – było to zachwycające doświadczenie. Zwłaszcza główny rynek, który jest jedną z najciekawszych przestrzeni publicznych, jakie widziałem. To dlatego, że rozgałęzia się on w wiele ulic i łączy w sobie wiele sprzeczności. Warszawa oczywiście jest dla mnie bardziej zrozumiała – możliwe, że czasem aż nadto. Elementy taktylne z pewnością są wyraźniej obecne w Krakowie, a to przez całą średniowieczną okolicę, zbudowaną w czasach, kiedy wizualność nie narzucała człowiekowi sposobu budowania.

Mieszkałem i podróżowałem po Afryce dwa i pół roku i zaobserwowałem tam, że szczep Dogon w Mali, który ma swoje miejsce w historii antropologii, tworzy konstrukcje prawie wyłącznie haptycznie. To nie jest estetyka oka, a estetyka dłoni i dotykania. Zaczynają jednak używać szkła przy wstawianiu okien, element taktylny znika i cała budowla zamienia się w wizualny przekaz. To przykład tego, jak materiały, a nawet narzędzia, nie są niewinne – zmieniają bowiem nasze zachowanie. Stąd moje krytyczne podejście do komputerów, które również nie są niewinne. Już nas zmieniły.

W Polsce obecnie toczy się dyskusja o dorobku Oskara Hansena. Jego myśl jest kontynuowana w Szkole Architektury w Bergen. Co Pan myśli o jego twórczości?

Oskar Hansen to było wielkie nazwisko w środkowych i późnych latach 60-tych. Jego idee były głośno dyskutowane także w Finlandii. Osobiście nigdy nie miałem okazji go poznać, choć niektórzy z moich najbliższych przyjaciół znali Oskara Hansena. Także mój profesor i mentor, Aulis Blomstedt, podziwiał go. Zdaję sobie sprawę, że w Polsce nastąpiło odrodzenie zainteresowania Oskarem Hansenem. Był on ważnym myślicielem; możliwe, że jest ważniejszy jako teoretyk tworzący teorie niż projektujący budynki. Jego budowle były dla mnie osobiście zbyt brutalne, ale cieszy mnie, że uczy się o nim na nowo. Johannes van der Broek w Holandii, Kondylis, Oskar Hansen i Doxiadis byli znaczącymi myślicielami, obecnie całkowicie zapomnianymi. Tak zwany postęp jest bezlitosny wobec trzymania w pamięci ważnych twórców. Ja sam jestem zainteresowany naukowymi ideami romantycznej epoki XIX wieku. W moim odczuciu filozofowie i psycholodzy tamtego okresu znacznie bardziej wyprzedzali swój czas niż myśliciele obecnie.

Na politechnikach w Polsce obecnie dyskutuje się o tym, jak powinno przebiegać uczenie architekta. Jak powinna wyglądać jego edukacja według Pana?

Mam zdecydowany pogląd na ten problem. Jestem doradcą dwóch szkół architektury, jednej na Florydzie, drugiej w Sofii w Bułgarii, i w obu przypadkach bardzo popierałem edukację prowadzoną przez nieprofesjonalistów. Myślę, że główny nacisk w uczeniu wszystkich kreatywnych przedmiotów powinien być położony na osobowość i zmysłowe odczucie siebie samych studentów. W związku z tym mój program nauczania na pierwszy rok architektury to żadnych zadań architektonicznych, może oglądanie budynków i historia architekury, ale głównie czytanie powieści i poezji, słuchanie muzyki, rysowanie, dyskutowanie i rozwijanie świadomości studentów. Zdecydowanie żadnych komputerów. Te powinny zostać dopuszczone do korzystania dopiero wtedy, gdy student zda testy, w których pokaże, że już nauczył się używać wyobraźni. Dopiero kiedy człowiek to opanuje, komputer nie wyrządzi mu już żadnej krzywdy. Jeśli jednak zacznie korzystać z niego zanim będzie wiedział, jak się wyobraża, to katastrofa – wówczas pozwala komputerowi myśleć zamiast niego, co jest idiotyczne.

Pana książka Oczy skóry jest pierwszą opublikowaną w Polsce. Jaką książkę ze swojego dorobku poleciłby Pan w następnej kolejności do przeczytania?

- Napisałem i opublikowałem 46 książek. Oczy skóry to pierwsza książka z serii składającej się z jeszcze dwóch innych, które opublikowałem u Johna Wileya Londynie. Druga z nich to The Thinking Hand, trzecia – Embodied Image, a teraz pracuję nad książką o atmosferach, która pojawi się jako czwarta w tej serii. Nigdy nie planowałem projektów z dużym wyprzedzeniem, spontanicznie czymś zaczynam się interesować i podążam w tym kierunku. Obecnie współpracuję także przy książce Architecture and Neuroscience. Szukam jakiejś drogi, być może w przyszłości okaże się, co wyjdzie z połączenia filozofii i neurobiologii (ten obszar badań jest często nazywany neurofenomenologią). W chwili obecnej opisałbym swoje podejście neurofenomenologicznym, a sam zobaczę, co się z tego urodzi.

następna
strona
poprzednia
strona
przejdź do strony: 1234

Zobacz także