sztuka
MAGAZYN KULTURALNY
02 stycznia 2014

KIEDY KATEDRY BĘDĄ Z BETONU

Rok 1935, Le Corbusier wyrusza w podróż do Stanów Zjednoczonych. Owładnięty przeczuciami wszechobecnej i wszechpotrzebnej zmiany jedzie odkryć świat, gdzie katedry znów mogą być białe.

Manhattan, Wikimedia Commons

Książka zaczyna się refleksją o nadchodzących nowych czasach. W tle całej opowieści obecna jest fascynacja technologią, maszyną, seryjnością, punkt wyjścia do całego wydarzenia, jakim jest architektura i urbanistyka w wydaniu Le Corbusiera. Tytułowe białe katedry obrazują idealną sytuację, która zdarzyła się paręset lat wcześniej, w trakcie budowy największych średniowiecznych katedr. Dla Corbusiera katedra jest efektem szlachetnej pracy zbiorowości, kolektywnego i wytrwałego poszerzania granic architektury, tworzenia nowych jakości, używania nowych technologii. W oczywisty sposób katedra musi być biała, czysta: dosłownie - ze „świeżego” kamienia i metaforycznie - jako wynalazek, rewolucja nieprzyćmiona i nieutemperowana.

Podróż Le Corbusiera do Stanów Zjednoczonych nie ogranicza się tylko do Nowego Jorku. Na całą trasę składa się dwadzieścia miast, w których architekt pojawia się z odczytami na uniwersytetach, spotkaniach, dyskusjach, na kolacjach i koktajlach. Taka sytuacja rozbudowuje narrację do kompleksowej diagnozy sytuacji Stanów w kwestii społeczeństwa, struktury rodziny, historii kraju i jego relacji ze starym kontynentem, tradycji nowoczesności, edukacji, oczywiście architektury i urbanistyki jak i czarnej społeczności z jej nowoczesną muzyką. Wszystkie odległe elementy składają się w całość, będąc powodem, wynikiem bądź komentarzem do sytuacji architektonicznej Ameryki.

„To coś zupełnie nowego, blask młodego świata; istnieją w świecie, na Manhattanie, nowe białe katedry. Są wzniosłe, naiwne, poruszające, idiotyczne. Uwielbiam entuzjazm, dzięki któremu wzbiły się w niebo.”

Architekt odwiedza Nowy Jork, a uczucia jego są zdecydowanie ambiwalentne, miota się pomiędzy skrajnościami. Z jednej strony pełen jest fascynacji i zachwytu dla młodości Amerykanów, ich świeżości, która objawia się w sposobie bycia, zdrowiu, sile, działaniu, prężności, wreszcie imponującym zjawisku Manhattanu zabudowanym wieżowcami, osadzonym na siatce, zbudowanym na pieniądzu. Z drugiej potrafi płynnie prześlizgnąć się do ostrej krytyki wszystkich rozwiązań, dość protekcjonalnie komentując je z perspektywy „Europy”, „Francji”, z perspektywy ukształtowanej i dojrzałej tradycji, z perspektywy „umiaru”, którym przecież tak gardzi, stawiając go razem z Ecole de Beaux-Arts jako źródło zła we współczesnej architekturze powielającej schematy i pozbawionej myśli nowoczesnej i rewolucyjnej.

Analiza miasta prowadzi do działania. Le Corbusier zachwycony ogromem postępu Amerykanów automatycznie musi odnieść się do ich dokonań. Analizuje miasto w szerokim kontekście. Elity pracujące w city docierają do miasta luksusowymi pociągami, biedota mieszkająca w norach tłoczy się w metrze, wszyscy tracą godziny na dojazdy do pracy. Siatka urbanistyczna zaprojektowana z myślą o powozach i pieszych nie sprawdza się przy ruchu samochodowym.

KIEDY KATEDRY BĘDĄ Z BETONU

Obserwacje prowadzą do „prostego wniosku”. Biorąc pod uwagę wieżowce, stal, beton i nieustanne powiększanie się miasta, Nowy Jork trzeba zburzyć i postawić od nowa, naprawiając wszystkie zaobserwowane problemy. Rem Koolhaas w fantastycznej książce Deliryczny Nowy Jork krytycznie streszcza perturbacje Le Corbusiera: pomimo swych gniewnych nawoływań, francuski architekt karmi się tym miastem - stanowi ono dlań rezerwuar punktów odniesienia i wzorów. Pomysł jest prosty: żeby uleczyć Nowy Jork, na jego miejscu trzeba postawić miasto promienne. Miasto gigantycznych (według Le Corbusiera wieżowce na Manhattanie są za niskie), „płaskich” wieżowców „Kartezjańskich” z przeszklonymi fasadami, uniesionych na słupach, osadzonych w terenie zielonym. Samochodowe autostrady puszczone mają być na wyższych kondygnacjach, ziemia przeznaczona dla pieszego, dla sportu, dla wypoczynku, dla słońca i powietrza.

Inną istotną kwestią, za którą bierze się „papież modernizmu” jest poszukiwanie amerykańskiej tożsamości. Wizyty na uniwersytetach, seminaria, kolacje z biznesmenami, muzea i spacery pozwalają mu zauważyć ducha nowoczesności. Widzi społeczeństwo mentalnie powiązane z Europą, na każdym kroku zauważa wpływy kultury francuskiej czy dogmaty architektoniczne powielające stylizacyjne schematy, ale zwraca też uwagę na fascynację Amerykanów sztuką awangardową, wystawy Legera, kubizmu czy Cezanne'a, wielkie - zarówno prywatne, jak i publiczne - kolekcje udostępniane zwiedzającym.

Le Corbusier rysuje nam dwa obrazy Nowego Jorku. Momentami widzimy małego chłopca z szeroko otwartymi ustami, postawionego pomiędzy wielkimi budynkami ze szkła i kamienia. Prowadzonego pomiędzy ludźmi czynu w rewolucję przemysłową i standaryzację.  Zachwyconego miastem jako zdarzeniem, jako spektaklem wydarzeń o ogromnej mocy. Porównuje je do czarnego jazzu z jego energią, improwizacją, wyczuciem, a zarazem niesamowitą muzyczną matematyką, oszałamiającą strukturą. Druga refleksja pokazuje architekta krytycznego. Obserwacje przechodzące w miażdżące, autorytarne, wnioski. Drastyczne rozwiązania mające, wykorzystując dotychczasowe doświadczenia, stworzyć Manhattan od nowa. 

Architekt odkrywa na Manhattanie białe katedry. Widzi w sytuacji młodego kraju, z młodymi ludźmi i młodą, świeżą kulturą sytuację analogiczną do archetypicznej średniowiecznej Europy. Dlatego właśnie tam próbuje wcielić w życie swoje koncepcje. Widzi w przedsiębiorczych, sprawnych amerykańskich inwestorach i inżynierach współczesnych budowniczych katedr. Zauważa też istotną różnicę: Manhattan nie powstał z wiary, ale stoi i rośnie dzięki pogoni za pieniądzem.

Zaangażowany tekst napisany jest w specyficznej manierze. Język oscyluje między rzeczowymi opisami a natchnionym, poetyckim stylem manifestów. Obserwacje są ciekawe, wnioski - do przemyślenia. Maniera czasem męczy. Powielanie myśli, momentami chaotyczna narracja i „wielkie” słowa potrafią zabrzmieć pretensjonalnie, książka jest jednak ważnym świadectwem rozwoju jednego z najważniejszych architektów ubiegłego wieku, dobrze wprowadzającym w  koncepcje, pokazującym atmosferę czasów, budującym kontekst.

Le Corbusier, Kiedy katedry były białe. Podróż do kraju ludzi nieśmiałych

Tłumaczenie: Tomasz Swoboda

Centrum Architektury 2013

cena: 48 zł

następna
strona
poprzednia
strona
przejdź do strony: 123

Zobacz także