peryferia
MAGAZYN KULTURALNY
15 lutego 2014

O Loosie

Co to za pacjentka, której chorobę wiedeński diagnostyk stwierdził ponad sto lat temu i która do tej pory nie dostała dobrej recepty?

© by Wojciech Hryszkiewicz

Nie, to nie histeryczka Sigmunda Freuda. Cierpiącą jest architektura, u której symptomy choroby stwierdził Adolf Loos i podjął próby jej leczenia – najpierw esejami szyderczo wskazującymi miejsca zainfekowane, a później przez ratowanie jej wiedeńskiego organu własnymi architektonicznymi rozwiązaniami. Dopiero połączenie tych dwóch działalności pozwoliło Loosowi odczuć, że wiedeńskie mieszczaństwo burzy się na nazywanie ich normalności chorobą.

Wielką szkodą dla polskiego czytelnika jest to, że dopiero teraz udostępniony zostaje mu zbiór ważnych dla modernizmu tekstów. Choć Loos jest przenikliwym obserwatorem i zauważa socjologicznie ważne detale, to część wątków się zdezaktualizowała i wygląda komicznie. Bardzo wątpliwy jest ewolucyjny sposób przedstawiania rozwoju społeczeństwa (co wynika pewnie z dominacji Spencera w XIX wieku w naukach społecznych), choć zabawne jest nieustanne zestawianie Niemców z Anglikami i podkreślanie wyższości ewolucyjnej tych drugich: „tylko ten naród, który zbliży się do Anglików pod względem zużycia wody, będzie w stanie dotrzymać im kroku w gospodarce”. W tym celu proponuje tanie rozwiązanie wstawienia do kuchni balii („łazienka jest nieco za droga”), na której położona pokrywa pełniłaby rolę stołu kuchennego. Zdanie „Niemcy powinni ruszyć do kąpieli” ma służyć podkreśleniu, że wszelka sztuka, także użytkowa, nie może istnieć bez stworzenia wcześniej wysokiej kultury. Loos rozumie przez to czystość, higieniczność – czyli to, co potem Norbert Elias uzna za kształtowanie się nowoczesnej cywilizacji – oraz użyteczność. Projektujący przedmiot Anglik tym się różni od niemieckiego rzemieślnika, że pierwszy myśli o rozwiązaniu problemu, a ten drugi o jego upiększeniu.

Właściwe w tym miejscu jest wspomnienie o najgłośniejszym eseju Loosa Ornament i zbrodnia, rozpowszechnionym przez komentatorów pod błędnym zaimkiem „to”. Choć powszechnie uważa się, że celem Loosa było oderwanie od fasad budynków zbędnych ozdób, to bynajmniej nie o tym autor pisze w swoim tekście. Dla niego „ornament” to właściwie kategoria moralna, którą obarcza winą za kapitalistyczne wypaczenia i w związku z tym za obniżenie poziomu kulturowego społeczeństwa. Loosowi w tym eseju chodzi głównie o ornament na przedmiocie użytkowym, którego wyprodukowanie pochłania rzemieślnikowi więcej czasu niż wyprodukowanie przedmiotu niezdobionego, przy czym niekiedy cena obu jest taka sama (wtedy po prostu mamy do czynienia ze zmarnowaną siłą roboczą). Innym razem cena przedmiotu ornamentowanego jest wyższa, co powoduje, że nabywcy początkowo w tej samej sytuacji finansowej, z których jeden obejdzie się bez przedmiotów ornamentowanych, a drugi nie, po jakimś czasie zróżnicują się na bogacza i biedaka (i znów porównanie: „Anglicy się bogacą, my biedniejemy”). Do tego ornament szybko wychodzi z mody, przez co miłośnicy zdobień (na ubraniach, na meblach) muszą częściej wymieniać swoje sprzęty, co w konsekwencji wzbogaca produkujących – Loos ironizuje: „Jaki to świetny sposób! Podpali się jakieś miasto, może nawet całe państwo i wszyscy będą się pławić w pieniądzach i dobrobycie”. Ze słuszną intuicją w innym eseju pyta zaczepnie, dlaczego do naszych czasów dotrwały tylko meble królów. I sam sobie odpowiada: bo były one całkowicie nieużytkowe, niewygodne, reprezentacyjne, więc nieużywane, a meble mieszczan służyły aż do całkowitego zepsucia się i spalenia w kominku. Ornament jest zresztą błazeńską formą odróżnienia się od innych, bo osobowość nowoczesnego człowieka stała się na tyle silna, że nie trzeba jej parafrazować poprzez ubranie czy wybór zdobionych talerzy (Loos był też doradcą, jak Szczepan Twardoch, w kwestiach stroju, napisał mały poradnik ‘Why a man should be well-dressed’). Ornament nie jest nowoczesny i to on zbiera winę za spowalnianie ewolucji monarchii austro-węgierskiej. I choć Loos nie podał wielu argumentów za wyborem właśnie ornamentu jako wypaczenia, to wynikające z tego konsekwencje przestawił na tyle sugestywnie, że nie sposób dać się w esej nie wciągnąć.

Książka pełna jest chwytliwych aforyzmów, które już zainicjowały estetyczną stronę na Facebooku „Loos your mind”. Jednym z nich jest „Nie lubię, gdy nazywa się mnie architektem. Nazywam się po prostu Adolf Loos”. Nie bez przyczyny autor odżegnuje się od architektów – zarzuca im oderwanie od potrzeb społeczeństwa, nierozumienie sposobu mieszkania i łaszenie się na łatwą sławę. Krytykuje instytucję konkursów architektonicznych, w których wygrywają projekty najbardziej zbliżone do obowiązujących trendów, głównie trendów ludowych – „konkursy są właściwe w dziedzinie damskich fryzur i kapeluszy”, pisze mistrz. Do tego zlecenia dostają ci, którzy potrafią projekt ładnie narysować, dobrze przedstawić go graficznie, mówiąc współcześnie, zwizualizować, czyli wcisnąć naiwniakom. Nie dość na tym, architekci biorą się także za wnętrza, traktując je jak dzieła sztuki. Oznacza to całkowitą katastrofę dla użytkownika mieszkania, który będzie coraz więcej czasu spędzał poza swoim niewygodnym i pogarszającym nastrój domem (Loos pisze o tym w trochę kafkowskim opowiadaniu ze strasznym demiurgiem-architektem Biedny bogaty człowiek). Współzależność między architektami traktującymi siebie jak artystów a rzemieślnikami, którym dostarczane są wstępne szkice i grafiki towarów prowadzi Loosa do uwagi: „jeśli chcecie mieć przedmioty odpowiadające duchowi czasu – otrujcie architektów”. O Loosie

Eseje są napisane świetnym językiem, a intuicja Loosa w kwestiach społecznych jest do pozazdroszczenia przez współczesnych socjologów. Autor przykłada wagę do badania rozmiaru stopy, rzuca wiele uwag o pojmowaniu piękna – z tym zastrzeżeniem, że krókich form nie da się traktować jako spójnej teorii, zwłaszcza że sam Loos gdzieniegdzie sobie przeczy. Ostatecznie, wbrew wcześniejszej krytyce niemieckiego mieszczańskiego gustu, wygłasza także pean na cześć współczesności (ten fragment można nucić do utworu Świetlików Filandia): „Ale w żadnej epoce nie ubierano się tak pięknie, tak dobrze i praktycznie jak dzisiaj”. Pomimo pewnej dziewiętnastowiecznej patyny, Loos jest naprawdę aktualnym autorem, profetycznym w kwestiach konstrukcyjnych, zresztą higienicznych również. Być może to właśnie architekci, wiedzący o swoim fachu najwięcej, powinni częściej zabierać głos w kwestii architektury i, tak jak Loos, nie odpuszczać w orędowaniu za swoimi pomysłami.

następna
strona
poprzednia
strona
przejdź do strony: 12

Zobacz także