muzyka
MAGAZYN KULTURALNY
27 lutego 2014

Gdzie jest parkiet Italo disco?

‘You just need to drink the organic water and listen to Italo disco. And if you do it at the same time, you’ll be a better person’ – mówi Jason Williams, trener personalny.

Okładka albumu "We Love Italo Disco"

O ile można się zgodzić na żart utożsamiający ‘organic water’ z polską wódką, o tyle podanie w trakcie skeczu piosenki z Sanremo Felicita z 1982 roku jako przykładu Italo disco wydaje się już nieco podejrzane. Ten nurt muzyczny na początku lat osiemdziesiątych dopiero się krystalizował i jeszcze nie posiadał swoistych cech, które także teraz nie wydają się oczywiste. Na forach internetowych, skupiających prawdziwych znawców tematu, wciąż toczą się dyplomatyczne dyskusje o tym, jakich artystów można uznać za przedstawicieli Italo disco. Inspiracje tą muzyką były na tyle szerokie, że w gatunku tworzyli zarówno Włosi, jak i Hiszpanie, Grecy, czy wreszcie Polacy. Dość powiedzieć, że Italo disco było inspiracją dla twórców disco polo w początkach ostatniej dekady XX wieku, jak i jest obecnie źródłem kpin i podziwu ze strony młodych muzyków, grających dla muzycznie wyrobionej skromnej publiczności.

Początki Italo disco sięgają późnej końcówki lat siedemdziesiątych, kiedy to na włoskich parkietach tańczono do amerykańskich odmian disco i funk. Przyjmuje się, że to Fred J. Petrus i Mauro Malavasi byli tymi, którzy zdecydowali się nadać importowanej muzyce czegoś specyficznie włoskiego - łącząc amerykańskie rytmy z syntezatorowymi dźwiękami Eurodance’u, położyli nacisk na melodię. To ona miała wyróżniać włoskie produkcje spośród wielu importowanych z zagranicy. Petrus zaproponował także winylową 12-calową wersję nagrań, która znacznie ułatwiała didżejom miksowanie utworów na dyskotekach, i w tej edycji zwykle wydawano piosenki Italo disco. W ten sposób ukazał się winyl zespołu Easy Going z wokaliską Vivien Vee, który razem z albumem Giorgio Morodera From here to Eternity wydanym w 1977 roku, stał się niewyczerpaną inspiracją dla twórców Italo disco. Giorgio, posiadający teraz własne kasyno w Las Vegas, stworzył swoją własną unikalną linię melodyczną, znaną jako Four on the floor, która w całości została stworzona przez syntezator. Z całą pewnością do rozwoju Italo disco przyczynił się rozwój technologiczny i obniżenie cen elektronicznych sprzętów – umożliwiło to nawet przeciętnym klawiszowcom obrabianie muzyczne swoich utworów. Didżeje mogli tworzyć własne kompozycje, które potem sprzedawali do lokalnych dyskotek, rozgłośni radiowych i telewizyjnych, czy nawet klubów sportowych – klub piłkarski w Padwie wydał swoją własną płytę Italo disco.

Gdy w Chicago w 1979 roku na stadionie niszczono płyty z utworami disco, zaczynał się złoty okres we Włoszech dla ich odmiany tej muzyki. W Stanach Zjednoczonych disco przeniosło się do podziemia i nawet tam było trudno dostępne, do tego import płyt z Zachodu stawał się coraz droższy ze względu na wysoki kurs dolara. Producenci włoscy coraz przychylniej patrzyli na to, co się dzieje na włoskim muzycznym rynku – pojawiły się wytwórnie Fulltime, Discomagic, Il Discotto, których utwory także z innych europejskich dyskotek wypierały amerykańską muzykę.

Gdzie jest parkiet Italo disco?

Didżeje głównie eksperymentowali z nowymi możliwościami technicznymi, co owocowało bardzo zróżnicowanymi pod względem jakościowym utworami. Jednym z lepszych przykładów utworów z czasów, gdy na ten nowy, iście włoski, gatunek muzyczny mówiło się ‘Spaghetti Dance’, jest piosenka Casco Cybernetic Love z 1983, do której nakręcono także oszołamiający klip. Takie określenie na włoską odmianę disco funkcjonowałoby nadal, gdyby nie właściciel niemieckiej wytwórni muzycznej ZXY Bernard Mikulski, który dostrzegając wzrastającą popularność syntezatorowej muzyki, wydał w 1983 roku składankę zatytułowaną The Best of Italo disco. W ciągu zaledwie 4 lat - 1984-1988 - ZYX wydał 13 części dwupłytowych kompilacji z tej serii. Na każdej składance znajdowało się logo, zawierające nałożone na siebie mapę i flagę Włoch. Wielką gwiazdą stał się Albert One czy Scotch, jednak tylko we Włoszech. Żeby szeroko podbijać Zachodnie parkiety muzyką Italo disco, należało zacząć tworzyć w języku angielskim, co można uznać za jedną z przyczyn upadku tego nurtu.

Przede wszystkim, duża część twórców Italo disco nie znała angielskiego. Artyści postępowali tak jak Adriano Celentano, który śpiewał piosenki w nieznanym sobie języku, ucząc się go fonetyczniei i zniekształcając słowa. Inni układali teksty zupełnie pozbawione sensu i znaczenia – znamienny jest tu przypadek Gazebo. W piosence Love in your eyes, będącej niejakim wyznaniem miłosnym, pojawia się fragment: ‘you were just a damn sequencer moving to the beat’. Inny hit tego artysty, I like Chopin, w polskich popularnych radiach nieustannie puszczany, był zainspirowany dziwną relacją między Chopinem a George Sand. W mniemaniu samego artysty, była ona ‘silną kobietą, ale słabą pisarką’.

Część tekstów pojawiających się w utworach Italo disco była zwyczajnie banalna. Przykładem może być piosenka Stargo Capsicum, w której refren składa się z wielokrotnie fantastycznie powtarzanego słowa „pieprzowiec”, czy piosenka włoskiej produkcji śpiewana przez Polkę Krystynę pod tytułem AA O EE. Do tego coraz popularniejsze stawały się teledyski, których włoscy artyści nie kręcili i przez to w telewizji niewiele pozostawało dla nich miejsca. Tworzący muzykę często mieli modulowane głosy przez syntezatory, co nie pozostawało bez wpływu na wykluczenie ich z występu na wizji. Muzyka Italo disco była głównie nagrywana na winylach, a wytwórnie nie zdecydowały się na przejście na nośniki CD, co z czasem utrudniało dotarcie i odtworzenie rodzimych disco produkcji. To o tej muzyce, zbanalizowanej, bezsensownej przez konieczność postawienia na angielski i pozbawionej smaku można wypowiadać się negatywnie. Warto pamiętać też o tych perełkach, które łatwo pomylić ze współczesnymi nagraniami. Wydawałoby się, że o Italo disco całkiem już zapomniano, jednak wraz z pojawieniem się internetu, zaczęły napływać do sieci stare nagrania, otwierać się fora internetowe, pojawiają się też blogi fanów śledzących kariery dawnych gwiazd czy odkrywających na nowo zapomniane utwory. W Holandii co roku organizowany jest festiwal muzyki Italo disco, a na mediolańskiej giełdzie płyt winyle z lat osiemdziesiątych osiągają zawrotne ceny. Nic dziwnego, pewne piosenki pozostają wspaniale optymistyczne, trochę zagadkowe, a przede wszystkim zawsze niemodne. Nawet ‘The Guardian’ zauważył renesans Italo disco; w 2012 roku ukazała się także książka Marcella d'Azzurro oraz Jeroena Peterinka opisująca historię Italo-Disco z lat 1978 – 2012. Być może teraz czas, aby to w modnych warszawskich klubach ironicznie puszczać włoską muzykę disco z lat osiemdziesiątych – muzykę z podobnymi motywami, którymi się część elektronicznych melomanów zachwyca i dziś.

następna
strona
poprzednia
strona
przejdź do strony: 12

Zobacz także