literatura
MAGAZYN KULTURALNY
19 marca 2014

FILOZOFIA MUMINKÓW

W zeszłym roku ukazała się w Polsce biografia autorki Muminków, Tove Jansson, napisana przez długoletnią przyjaciółkę pisarki, Boel Westin. Obchodzona na całym świecie setna rocznica urodzin Tove przyczyniła się do przyjazdu jej biografki do Polski. Rozmawiamy o mamie Muminków i samych Muminkach. Zero infantylizmu.

Boel Westin, materiały prasowe Wydawnictwa Marginesy

MAGAZYN: W biografii napisanej przez Panią można odnaleźć ogromną sympatię i podziw dla Tove Jansson. Jak doszło do tego, że stała się ona bohaterką Pani książki?

Boel Westin: To długa historia. Jako dziecko oczywiście czytałam Tove Jansson i uwielbiałam książki o Muminkach, ale to nie była główna przyczyna moich poszukiwań. Napisałam doktorat o Tove Jansson i serii o Muminkach, a potem zajęłam się trochę innymi tematami, ponieważ chciałam zrobić karierę naukową. Chciałam jednak wrócić do Tove Jansson, ponieważ w trakcie prac nad doktoratem odkryłam wiele kwestii, których jeszcze dobrze nie znałam, na przykład jej obrazy czy pochodzące z wczesnego etapu kariery ilustracje czy satyry polityczne. Wtedy też zaczęłam poszukiwania do biografii. Dość wcześnie się poznałyśmy i zrozumiałyśmy. Dostałam pozwolenie na przeczytanie jej pamiętników z młodości. Właściwie dostęp do nich miałam już w trakcie prac nad doktoratem, a potem odwiedziłam ją kilka razy i rozmawiałyśmy. Ale nigdy nie czytała tego, co pisałam, aż do momentu, gdy ukończyłam pracę. Nie ingerowała w tworzony o niej tekst. Niestety, kiedy biografia została opublikowana, ona już nie żyła. Wiedziała jednak o wszystkim, co piszę.

Nie podsuwała więc żadnych pomysłów co do biografii?

Raczej nie, czasem może coś wspominała. Mogłam jej zadawać pytania: „Czy mogłabyś mi opowiedzieć coś o swoich przyjaciołach z lat czterdziestych, o swoich znajomych artystach?” i tak dalej. Oczywiście, pytałam także o jej lektury, co robiła w Paryżu, więc były to głównie pytania o fakty. Była niesamowicie systematyczną osobą, kochała fakty. Zawsze dużo mówiła o potrzebie posiadania materiału, to było jej słowo-klucz. Ale oczywiście mogła podsuwać pomysły, kiedy z nią dyskutowałam. Po jej śmierci zbliżyłam się do Tuulikki Pietilä [długoletniej partnerki Tove Jansson – przyp. red.], dużo rozmawiałyśmy o niej i o wszystkich tych rzeczach, które pamiętała. Obie opowiedziały mi historię ich pierwszego spotkania i jak się zakochały. Wspaniała, poetycka opowieść!

Opowiedziały w ten sam sposób?

Całkiem podobny. Choć myślę, że kiedy opowiada się tę samą historię kilka razy, zaczyna żyć ona własnym życiem. Wydaje mi się jednak, że była ona wiarygodna, ze spacerem w Helsinkach, z zimą… bardzo poetycka.

Przyjmuje Pani w książce obiektywny punkt widzenia literaturoznawcy, który przyjacielsko patrzy na autorkę. Ale jaka była na co dzień Tove Jansson?

Myślę, że młoda Tove Jansson była bardzo otwarta, lubiła artystów, miała mnóstwo przyjaciół, pisała masę listów. Ale z czasem, im bardziej rosła jej sława, tym bardziej stawała się wycofana i chciała być tylko dla siebie. W pewnym sensie była samotniczką, lubiła samotność. Zawsze istniała u niej pewna ambiwalencja: rozmawiania z ludźmi i nie robienie tego, ale zdecydowanie była bardzo przyjacielska. Kiedy się z nią rozmawiało, miało się poczucie, że jest się wybranym. Choć czasem zdarzało się jej powiedzieć, że tak naprawdę pewnej osoby nie lubiła. Myślę, że to bardzo naturalne, bardzo ludzkie. Zresztą sporo ludzi chciało się do niej zbliżyć. Ale na co dzień była bardzo pracowitą osobą. Pracowała cały czas.

Jej mottem było: „praca i miłość”.FILOZOFIA MUMINKÓW

Tak, to wczesne motto. Ważna jest tu kolejność! Najpierw praca, potem miłość. To były wartości, które były dla niej bardzo ważne. To one były fundamentami jej życia. Myślę, że nie potrafiłaby sobie wyobrazić życia bez pracy. Pracowała od wczesnej nastoletniości aż po schyłek życia. Była wtedy bardzo chora, ale to w niczym nie przeszkadzało. Opublikowała zbiór krótkich opowiadań w 1999 roku, czyli na 3 lata przed śmiercią. To była jej ostatnia praca, o której miała w zwyczaju mówić, że jest to jej łabędzi śpiew.

Czy irytują Panią pytania o związek Tove z kobietą?

Nie, ponieważ był on naturalną częścią jej życia. To też oczywiście wpłynęło na jej prace. Ale, co ważne, trzeba pamiętać, że miała w swoim życiu dużo związków, zarówno z mężczyznami, jak i z kobietami. Dla niej istotne było, by mieć kontakt z osobami, z którymi kiedyś utrzymywała bliskie relacje. Wydaje mi się ciekawe to, że wiele z jej wczesnych miłości zostawało jej przyjaciółmi. Być może nie były to zażyłe znajomości, ale jednak przyjacielskie. Najpierw miłość, potem przyjaźń. To bardzo znaczące.

Jakie odkrycie związane z Tove dokonane w trakcie pracy nad książką najbardziej Panią zaskoczyło?

Było mnóstwo rzeczy, ale jedna stała się dla mnie jasna: jej ambiwalencja wobec Muminków. Mówiła o radości i obowiązku, a to stanowiło dla niej swego rodzaju przeciwieństwa. Co więcej, Muminki stawały się coraz popularniejsze, Tove oczywiście również stała się sławna. Nie była może niewidzialna, ale to Muminki stały się ważniejsze. Pisze w swoich notatkach o „tych głupich Muminkach”. Jest wobec nich bardzo ironiczna, niektóre wywiady o nich falsyfikuje. Gdzieś chyba nawet pisze, że nienawidzi Muminków. Nie była to może niespodzianka, ale uderzający fakt ambiwalentności. Ważna była dla mnie możliwość przeczytania jej listów, z których częścią miałam już styczność w trakcie pisania doktoratu, jednak dopiero potem mogłam czytać ich znacznie, znacznie więcej. Wszystkie są bardzo literackie i ma się poczucie, że ona naprawdę mówi.

Co było tematem Pani doktoratu?

Był to świat Muminków. Zrobiłam analizę narracji oraz pomysły estetyczne, napisałam także rozdział o pracy Tove w politycznym czasopiśmie. Była to pierwsza naukowa rozprawa o tym temacie, wówczas, o dziwo, nie powstawały jeszcze książki naukowe o Muminkach.

Jak Pani myśli, dlaczego świat tak bardzo pokochał małe trolle?

To interesujące pytanie. Składa się na to dużo rzeczy – książki o Muminkach można odczytywać na wiele, wiele różnych sposobów. Można je czytać, gdy jest się dzieckiem, ale również już będąc dorosłym i widzieć różne rzeczy w tych samych książkach. Są one bardzo egzystencjalne, opowiadają o ludzkim, czy Muminkowym, życiu. Tove pisze także o nas – co prawda opowiada o Dolinie Muminków, ale my w pewien sposób żyjemy przecież w Dolinie Muminków. Jeśli ktoś chce, może identyfikować się z różnymi bohaterami. Opisuje nasze potrzeby, emocje, uczucia, jednocześnie pisze także o sobie. Stworzyła swego rodzaju wymyśloną przestrzeń, jak to się stało w serii o Narni czy w Alicji w krainie czarów. To jej własna refleksja o sobie, ale również dotycząca naszego świata.

Jakie książki czytała Tove w dzieciństwie?

Lubiła zbiory szwedzkich i fińskich bajek, zwłaszcza z ilustracjami Bauera. Bardzo się one podobały Tove i jej matce. Czytała także mnóstwo powieści przygodowych. Na pewno kochała książki z jakimś rodzajem akcji. Kiedy była już dorosła, czytała zwykle zbiory opowiadań. Kiedy poznaje się jej twórczość, staje się oczywiste, że musiała sama dużo przeczytać i że przeniosła ze zmianami pewne elementy z innych książek, na przykład przygody w Lecie w Dolinie Muminków przypominają trochę szekspirowskie rozwiązania. Była bardzo oczytaną osobą, ale zazwyczaj przedstawiała się jako malarka. Malowała i pisała, co bardzo wpływa na nasz odbiór jej książek złożonych z obrazków i tekstów Tove.

Czy istnieją książki, które choć trochę przypominają Muminki?

Z pewnością, istnieją w literaturze wątki wymyślonego świata jak w Muminkach…

Justyna Czechowska: Ja myślę o książkach z zakończonej serii, takiej, która już nie będzie uzupełniania. To jest ciekawe, że Tove postanowiła w pewnym momencie, że to już koniec i nigdy więcej nie napisała książki o Muminkach.

Boel Westin: Mogła kontynuować, ale tego nie zrobiła. I to też jest jej wspaniałą cechą.

Dlaczego zdecydowała się zakończyć serię?

Chciała zająć się innymi rzeczami, pisać inny rodzaj tekstów. Kiedy opublikowała swoją ostatnią powieść, miała już za sobą książki dla dorosłych. Jej ostatnia praca to zbiór krótkich opowiadań, chciała więc opowiadać już o ludziach, a nie o Muminkach. Oczywiście, istnieją podobieństwa.

Czy książki, które publikowała Tove z myślą o dorosłych, cieszyły się tak samo dobrymi recenzjami jak Muminki?

To było dla niej początkowo trudne, bo była uznawana za…

Mamę Muminków.

Tak, i krytycy porównywali jej opowiadania do książek o Muminkach i znajdowali w nowszych pozycjach Wiercipiętka czy Filifionkę. Z czasem zyskała jednak szacunek dzięki zwłaszcza swoim opowiadaniom, ale również trzem powieściom. Istnieje chyba pięć lub sześć zbiorów jej opowiadań. Są różne od Muminków także pod względem objętości – z biegiem lat opowiadania stawały się coraz krótsze i krótsze. Ostatnie są bardzo cienkie. Kiedyś Tove mówiła mi, że jej metodą jest wygotowywanie aż zostanie tylko trochę wody. Trzeba nieustannie przerabiać swoje teksty aż do odnalezienia perfekcji.

Czy te ostatnie zbiory są przetłumaczone na polski?

Justyna Czechowska: Są dwie krótkie powieści: Kamienne pole, Lato, mamy także zbiory opowiadań. Te książki są bardzo stare, były opublikowane w latach osiemdziesiątych i są bardzo trudne do zdobycia. Pojawiają się pomysły, by wydać je po raz drugi.

Obecnie obchodzimy setną rocznicę urodzin Tove Jansson, mają one miejsce nawet w Krasnojarsku w Rosji. Czy w każdym kraju zainteresowanie Muminkami jest takie samo?

Myślę, że zainteresowanie jest ogromne, ale nie jestem od tego ekspertem. Książki Tove przetłumaczono na bodaj pięćdziesiąt języków. Na pewno jest bardzo popularna w Japonii, zainteresowanie zaczyna rodzić się także w Chinach. Jest jedna ciekawa rzecz – cieszy się ogromnym powodzeniem w Szwecji, Norwegii, Finlandii, ale nie w Danii. Duńczycy nie żywią uczuć do Muminków, ale nie do końca wiem dlaczego. Na samym początku Muminki miały bardzo złą prasę i być może to dlatego.

Jakie były dla Pani najbardziej zaskakujące pomysły związane z obchodami urodzin Tove?

Dzieje się dużo rzeczy. Niedługo będzie można oglądać film oparty na komiksie Moomins on the Riviera. W Londynie wystawiana będzie sztuka oparta na pracy Tove, będzie także koncert London Moomin Music, czyli mnóstwo różnych sztuk. I oczywiście będzie wystawa malarstwa Tove w Helsinkach. Odbywa się również kilka seminariów, a także będzie opublikowana nowa książka. Razem z jej finlandzkim wydawcą tej jesieni będziemy publikować kolekcję jej listów – Letters from Tove Jansson. [Mamy nadzieję, że w Polsce zostanie opublikowana – przyp. red.].

Czy istnieje coś takiego jak „kultura Muminków”?

Tak, zdecydowanie. W latach pięćdziesiątych, kiedy stawała się coraz popularniejsza, pojawiła się jakaś histeria wokół książek Tove Jansson w Szwecji i Norwegii. Pojechała wtedy na swego rodzaju wycieczkę po uniwersytetach, ponieważ studenci byli ogromnymi fanami Muminków. Istniała „filozofia Muminków”, która mówiła, w jaki sposób żyć i jak patrzeć na rzeczywistość – można przecież odwoływać się do Muminków, kiedy opowiada się o życiu. Stają się więc one częścią naszych doświadczeń już poza książkami. Istnieje więc kultura Muminków, ale chodzi pewnie też o całą otoczkę wokół Muminków.

Tak, na przykład o popkulturę.

Istnieje mnóstwo rzeczy powiązanych z Muminkami. Zaczęło się to nawet dość wcześnie, już na początku lat pięćdziesiątych mówiła o robieniu Muminkowych przedmiotów czy figurek. Zarówno ona, jak i jej matka, robiły figurki Muminków z ceramiki. Są bardzo ładne, są artystycznie wysmakowane. Teraz istnieje sporo różnych rzeczy… Cóż, każdy może mieć o nich swoją opinię. Istnieje zresztą przemysł Muminkowy. Ja sama mam Muminkową tacę. 

Pani ulubiona postać z Muminków?

Cóż, to zależy…

To teraz w Warszawie.

Wciąż nie jestem pewna. Dużo ludzi chce być jak Mała Mi, ale w rzeczywistości niewiele ludzi ma takie cechy jak ona. Pewnie jest się trochę wszystkimi bohaterami po trochu. Kiedy byłam dzieckiem, lubiłam Muminka i to z nim się identyfikowałam. Nie miało dla mnie znaczenia, że to „on”, przecież to mogła być też „ona”, bo mieli te same kształty. Ale naprawdę nie wiem, co odpowiedzieć. Jest jedna postać, którą lubię szczególnie – to Paszczak, filozof zajmujący się czytaniem Der Untergang des Abendlandes, który jest dla mnie figurą akademika.

Co myśli pani o Buce?

To bardzo ciekawa postać. Można powiedzieć, że wszyscy mają w swoim sąsiedztwie jakąś Bukę. Do tego ta postać się przez książki zmienia. Jest symbolem i może mieć wiele, wiele znaczeń.

MOOMIN BUSINESS I CAŁA RESZTA – recenzja biografii Tove Jansson

następna
strona
poprzednia
strona
przejdź do strony: 1234

Zobacz także