sztuka
MAGAZYN KULTURALNY
10 kwietnia 2014

Sztuka śmiechu warta

Subiektywny wybór redakcji Działu Sztuka. A co Was bawi najbardziej w dawnym i współczesnym „artworldzie”?

Złota Madonna z Essen, ok. 980 r.

MADONNO, ZŁOTA MADONNO…

Nie ma dla mnie bardziej rozbrajającej rzeźby niż Złota Madonna z Essen. Zawsze, gdy patrzę głęboko w jej emaliowe (plastikowe dla dzisiejszego odbiorcy) oczy, nie mogę powstrzymać się od śmiechu. Datowana na ok. 980 rok figura Madonny z Dzieciątkiem nie jest, wbrew pozorom, marginalnym i jedynie zabawnym wybrykiem sztuki, jak słynny wizerunek Ecce Homo z Borji po spotkaniu z „konserwatorką” Cecilią Giménez, znany szerzej jako Jezus-ziemniak. Madonna z Essen to jeden z filarów sztuki wczesnego średniowiecza i z pełną powagą spogląda na studentów historii sztuki z kart podręczników lub, co gorsza, egzaminów. Jan Białostocki mówi o „przybyszu z innego świata”, wskazuje na „prawie przerażającą ekspresję”. Badaczowi trzeba przyznać rację, a Madonnie z Essen absolutne pierwszeństwo w rankingu najśmieszniejszych dzieł sztuki dawnej. (S.O.)

ŚMIERTELNIE POWAŻNY PISUAR

Zawsze trzeba liczyć się z tym, że nie wszystkich pewne rzeczy bawią w takim samym stopniu. Kwestia radości i śmiechu to sprawa subiektywna. Mnie sztuka w ogóle nie bawi, przynajmniej do XX wieku, do czasu pojawienia się dadaizmu. I nie chcę powiedzieć, żeby ten był z jakichś powodów zabawniejszy - choć wprowadza elementy pocieszne. Szczególnie rzeźba warta jest uwagi. Fontanna Marcela Duchampa - jej dosłowna wymowa, odwołania do fizjologii. To do sztuki nie pasuje, jednak tylko pozornie. Maslow w sztywnych ramach piramidy potrzeby fizjologiczne ulokował na samym dole. Mimo tej niechlubnej pozycji, owa rzeźba nie traci na wartości, wręcz zyskuje. Aby osiągnąć pełnię szczęścia - a to ułatwia śmiech - należy zaspokoić wszystkie potrzeby. Zatem realizacja Duchampa wydaje się funkcjonalna. Daje respondentowi możliwość zaspokojenia potrzeb najniższej rangi poprzez sztukę. Oferuje - jako obiekt muzealny - bidet. Co w tym zabawnego? Chyba funkcja, jaką pełni sztuka dla tych, którzy podejdą do tematu śmiertelnie poważnie.  (O.W.)

ERWITT, KOBIETY I PSY

Będę nieco monotonna, bo o tym twórcy wspominam na łamach Magazynu już nie pierwszy raz, ale co począć, jeśli na hasło "najśmieszniejsze dzieło sztuki" od razu pojawiają mi się przed oczami jego zdjęcia? Eliott Erwitt perfekcyjnie uwiecznia sytuacje, które na co dzień mijamy obojętnie. Okazuje się, że wystarczy spojrzeć z nieco innej perspektywy, zamrozić je w obiektywie, a zaczynają wyglądać naprawdę śmiesznie, czasem wręcz karykaturalnie. Uśmiechnęliście się na widok kobiety z drapiącym się psem (lub psa z drapiącą się kobietą)? Zajrzyjcie do mojego artykułu  o Eliocie Erwicie. (J.K.)

DAWICKI SPRZEDAJE BUJNOWSKIEGO

Urzekający urok osobisty Oskara Dawickiego to jeden z najjaśniejszych i nigdy nienudzących się punktów polskiej sztuki. Bez przerwy balansuje na granicy performensu i dziwacznego wygłupu, wychodzi z każdej sytuacji obronną ręką, z galanterią kłaniając się w cekinowej marynarce. W Telezakupach naśladuje znany wszystkim telewidzom format, nie unikając ordynarnie perswazyjnego języka w stylu Mango. Próbuje "wepchnąć" odbiorcom obraz Skóra, który wcześniej otrzymał od Rafała Bujnowskiego. Tak, jak z żartami sytuacyjnymi, streszczanie tej pracy nie ma głębszego sensu. Do obejrzenia tego wideo niech namawia więc mistrz perswazji i absurdu Dawicki: Dajmy na to przykład znakomitego malarza Malczewskiego (...). Podobał się wam, ale niestety, był po prostu za duży. Tymczasem Bujnowski jest malarzem, który z powodzeniem znaleźć się może w galerii sztuki, jak i w waszym salonie lub sypialni nad łóżkiem. (J.H.)

PREZYDENT BUSH MALARZEMSztuka śmiechu warta

Wybrać jedno jest trudno. Opowiem o fenomenie malarskim, który w ostatnim czasie wywołał niekłamany uśmiech na mojej twarzy. O czym mowa? Otóż George W. Bush, 43. prezydent Stanów Zjednoczonych podtrzymuje żywą, jak widać, tradycję, wedle której politycy, którzy odciskają piętno na obliczu świata, są gorszymi bądź też lepszymi malarzami, w każdym razie - niespełnionymi. Jeśli idzie o przykłady, to warto wspomnieć chociażby Winstona Churchilla i Adolfa Hitlera. George W. Bush jednak nie wygląda na niespełnionego.

Zaczęło się od nasyconych czułością portretów teriera szkockiego Barney'a. Nasz malarz tworzy w figuratywnej manierze, jakby hiperrealistycznej z wtrętem prymitywizmu, pewnej naiwności, lokując się gdzieś, jeśli szukać wielkiego odpowiednika w historii sztuki, obok Davida Hockneya, a może wręcz Luciana Freuda. Ostatnio natomiast oddał w ręce publiczności wystawę "The Art of Leadership: A President's Personal Diplomacy" zorganizowaną w George W. Bush Presidential Library and Museum, która dotyczy stosunków dyplomatycznych byłego prezydenta i jego przyjaźni z politykami pierwszego rzędu. Całość ilustrują portrety tychże wykonane przez naszego malarza. Jedni powiedzą, że oscyluje pomiędzy obrazami ze stoisk w centrach handlowych a płótnami sprzedawanymi na Starym Mieście w Warszawie - zero talentu, zero warsztatu, kicz, tandeta. Śmiem się jednak nie zgodzić z takimi opiniami. Z jego obrazów wyziera prawda, szczerość i radość tworzenia. Nawet warsztatowo całkiem dobrze radzi sobie z odtwarzaniem rzeczywistości (nie przy wszystkich obrazach - rzecz jasna). Szkoda, że za pomocą zdjęć. Pewnie za parę tygodni zapomnimy o takim malarzu jak George W. Bush, ale portret Putina wzbudza dzisiaj niejeden uśmiech. A tutaj nie najlepsze, świeże recenzje. (T.D.)

MoPA – NOWA MoMA

Sztuka to nie żart. Może wprawiać w osłupienie, zachwyt czy zażenowanie, ale nie przypominam sobie sytuacji, żeby mnie rozśmieszyła. Oczywiście zdarzają się momenty, kiedy oglądam „sztukę” i ogarnia mnie śmiech, ale jest on nacechowany pejoratywnie. Cóż począć, są „artyści”, którzy potrafią zaskoczyć i potem długo trzeba się zastanawiać, dlaczego to zrobili. W większości dla taniej sensacji czy kontrowersji, ale w dużej mierze wynika to niestety z braku talentu. Takich właśnie twórców „zrzesza” Museum of Poor Art, w skrócie MoPA, czyli najlepszy fanpage z zakresu sztuki. Niezrozumiała jest dla mnie ilość fanów, która wynosi raptem 38 tys., a jestem pewna, że znacznie więcej osób jest w stanie docenić „kunszt” tych domorosłych artystów. Rysunki i obrazy, jakie regularnie pojawiają się w MoPie, są tak tragiczne, że aż śmieszne. W większości to przedstawienia znanych aktorów (co zrozumiałe, Nicolas Cage ma swój osobny album), ale także wariacje na temat okładek płyt czy domowych zwierząt. Uprzedzam, że trudno jest się oderwać od przeglądania „dzieł”, ale gwarantuje to niezapomnianą rozrywkę. (K.D.)

następna
strona
poprzednia
strona
przejdź do strony: 12
Olbrycht Olbrycht
Redaktor działu "Sztuka"

Zobacz także