sztuka
MAGAZYN KULTURALNY
13 kwietnia 2014

FOTOGRAF FIKCJI

W 1968 roku, podczas misji statków Soyuz II i III, zaginął w tajemniczych okolicznościach kosmonauta Ivan Istochnikov. Propaganda rosyjska, nie mogąc przyznać się do kolejnej porażki (misja Soyuz I była zupełnym fiaskiem), usunęła jego osobę z historii – wymazała postać z fotografii, żonę Irenę wysłała na Syberię i zadbała o to, żeby o całej sprawie szybko zapomniano…

Joan Fontcuberta Sputnik źródło: tumblr Digitalfaund

Do czasu, aż Fundacja Sputnik odnalazła i zgromadziła dokumenty oraz fotografie potwierdzające istnienie Istochnikova. W muzeach prezentowana była ekspozycja przedstawiająca całą biografię kosmonauty, wydano również książkę Sputnik, a niektórzy dziennikarze opisywali historię zaginionego Istochnikova w gazetach. Sama historia jest dość intrygująca, gdyby nie fakt, że to wszystko to… fikcja.

Joan Fontcuberta, kataloński profesor, artysta, fotograf, kurator, a przede wszystkim - prowokator, stworzył postać Ivana Istochnikova od zera. Istochnikov to po rosyjsku ukryta fontanna, to samo oznacza nazwisko Fontcuberta. W czasach fotografii analogowej, przed wszechobecnym już dziś Photoshopem, obraz fotograficzny był gwarantem tego, że coś wydarzyło się naprawdę. Dziś również robimy setki zdjęć, by potwierdzić swoją obecność w jakimś miejscu, a kiedy nie wierzymy znajomym w ich historię, prosimy o pokazanie fotografii. Tak jakby zdjęcie było ostatecznym i niekwestionowanym dowodem. Not being in a photo means not existing – mówi Fontcuberta.  Na pewno pamiętacie scenę z Harry'ego Pottera, gdy Hermiona przy wymazywaniu pamięci rodziców usuwa również swoją postać z każdego zdjęcia. Fotografia jest substytutem prawdziwego świata. Usunąć ze zdjęcia oznacza usunąć z historii. Być na zdjęciu – znaczy istnieć. A przecież to tylko złudzenie, w które bardzo chcemy wierzyć. Fontcuberta bawi się zaufaniem, jakim darzymy fotografie, w twórczy sposób miesza ze sobą fakty i fikcję. Udowadnia, że fotografia w wielu przypadkach nie pokazuje obiektywnej prawdy.

Przygotowania do projektu Sputnik: The Odyssey of the Soyuz II trwały 6 lat. W tym czasie Fontcuberta podróżował, docierał do źródeł, zbierał informacje na temat misji kosmicznych. Odwiedzał rosyjskie pchle targi w poszukiwaniu gazet z tamtego okresu, starych mundurów, gromadził jedzenie kosmonautów (z moskiewskiego sklepu z pamiątkami), korzystając z pomocy swoich studentów pożyczał od rosyjskich rodzin zdjęcia, które wykorzystywał potem w swoich montażach. Założył Fundację Sputnik, z adresem pocztowym w Moskwie. Wypożyczył kilka fotografii od NASA, robił też swoje zdjęcia, jak np. makrofotografię naleśnika na patelni, wyglądającego jak powierzchnia planety. Kiedy nałożymy na zdjęcia ramy wiarygodności, ludzie są w stanie uwierzyć we wszystko – i tym samym zdjęcie meteorytu, używane potem przez Fontcubertę, to tak naprawdę lecący ziemniak. Przedmiotom i fotografiom Ivana Istochnikova (na zdjęciach Fontcuberta) zaprezentowanym w muzeach początkowo towarzyszyło przemówienie prezesa Fundacji Sputnik. Artysta zatrudnił w tym celu studentkę języka rosyjskiego. Na wystawie nie widniało nigdzie jego nazwisko, aby ludzie nie mieli wątpliwości co do autentyczności zgromadzonych materiałów. W wakacje, gdy dziennikarze byli na urlopie i w redakcjach zostawali tylko niedoświadczeni stażyści, Fontcuberta rozsyłał notkę prasową na temat Istochnikova. Niektóre gazety drukowały ją bez żadnego krytycznego podejścia i sprawdzenia autentyczności tekstu. Z czasem oczywiście, gdy wystawa stała się bardziej popularna, wiedziano już, że to tylko mistrzowska prowokacja, ale nawet dziś w publicznych bibliotekach można trafić na książkę Sputnik leżącą w dziale Historii Rosji. W Google, po wpisaniu nazwiska Istochnikov, wyskakuje 427000 haseł dotyczących tej fikcyjnej postaci. Fontcuberta pokazuje, że w czasach fotografii analogowej prawda była obsesją. W czasach fotografii cyfrowej prawda jest tylko jedną z opcji. Warto więc zacząć nieco krytyczniej patrzeć na serwowane nam obrazy.

Inny projekt Fontcuberty, Holy Innocence, opowiada o kreowaniu fikcyjnych postaci w dobie Internetu. Artysta wykorzystuje do niego coś, czego każdy inny człowiek jak najszybciej pozbywa się ze swojej skrzynki mailowej – spam. Fontcuberta bowiem k o l e k c j o n u j e spam. Jego ulubionym rodzajem jest ten, za pomocą którego ludzie wyłudzają od innych pieniądze. „Jestem synem byłego prezydenta, mój ojciec został zamordowany, ale mam miliony dolarów i szukam kogoś, kto pomoże mi dobrze dysponować tymi pieniędzmi. Zostałeś mi polecony przez kogoś, kogo nazwiska nie mogę zdradzić, ale uważam, że mogę ci zaufać i dostaniesz dużo pieniędzy, jeśli mi pomożesz”. Fontcuberta dostał jeden z takich listów od kogoś o adresie Capitan Hook, z armii USA w Iraku (nawiasem mówiąc, jaki trzeba mieć tupet, żeby nazwać się Kapitan Hook). Zamiast zignorować wiadomość, postanowił wkręcić osobę, która chciała go oszukać. Poprosił o przybliżenie mu historii tych pieniędzy. „Żołnierz” napisał, że jest aktualnie w Bagdadzie i znalazł skrzynkę z dużą ilością banknotów. „Oferuję Ci część tych pieniędzy, jeśli mi pomożesz”. Fontcuberta udał zainteresowanie, ale poprosił o udowodnienie, że to, co mówi Hook jest prawdą. Ten w odpowiedzi wysłał zdjęcie dolarów leżących w rządku w małym pomieszczeniu. Joan poprosił jednak o kilka zbliżeń, na co Hook udostępnił mu parę obrazków z Google grafika. W końcu Joan wysłał mu swoje zdjęcie z informacją, że jest księdzem w Barcelonie i próbuje skończyć budowę katedry Sagrada Familia, ale brak im właśnie pieniędzy. Zaczął się długi dialog. Po 96 wiadomościach, w których Hook wysłał mu m.in. zdjęcie „siebie” oraz różne certyfikaty dotyczące pieniędzy, Joan przeprosił, mówiąc, że Watykan odkrył ich aferę i musi natychmiast zakończyć tę rozmowę. Następnie artysta zamieścił całą korespondencję w książkowej publikacji. Zdjęcia prezentowane są w czerwieni i zieleni, a po przyłożeniu odpowiedniego filtra dostrzegamy fikcję lub prawdę.FOTOGRAF FIKCJI

O innych pracach Fontcuberty można by pisać i pisać. W cyklu Fauna udawał niemieckiego zoologa, który odkrył nieznane nam wcześniej gatunki zwierząt – ogromną stonogę, małpo-konia. W projekcie Sirens wcielił się w postać fotografa przyrody, który otrzymał zlecenie na realizację materiału o skamienielinach, przy czym odkrył szkielet syreny. W publikacji The Photography of Nature & The Nature of Photography znajdziemy sześć najbardziej znanych cykli artysty, m.in. Herbarium (1984), Fauna (1987), Sputnik (1997) i Sirens (2000). Książka ukazała się przy okazji przyznania Fontcubercie nagrody Fundacji Hasselblada. Każdy z projektów dotyczy innej gałęzi nauki, ale ich celem, kwintesencją, jest poddanie w wątpliwość fotograficznej prawdy.

Skąd zainteresowanie właśnie taką tematyką? Foncuberta odpowiada na to pytanie w wywiadzie umieszczonym portalu Lensculture. Urodziłem się w 1955 roku w Barcelonie, przez pierwsze 20 lat znosiłem rządy dyktatora w moim kraju, brak informacji związany z propagandą i cenzurą. Być może to obudziło we mnie potrzebę walki z zasadami, podważania oficjalnych mediów i patrzenia sceptycznie na to, jakie informacje dystrybuuje władza. Myślę, że moje prace są pewnego rodzaju buntem przeciwko brakowi wolności, demokracji. Interesuję się kulturą mediów, komunikacją, semantyką, socjologią. Poprzez swoje cykle chcę wzbudzić dyskusję na temat prawdy, zastanowić się, co oznacza słowo „dokument” i czemu uznajemy fotografię za pewnik (…) Realizowanie projektów fotograficznych wciąż sprawia mi radość, ponieważ każdy projekt oznacza dla mnie „wskoczenie” w inne pole nauki – nagle muszę uczyć się na temat astronomii, botaniki czy historii astronomii. A ja z natury jestem ciekawy, żądny wiedzy.

Dla mnie prace Fontcuberty są czymś fantastycznym. Nie ze względu na ich walory artystyczne czy estetyczne, ale z powodu łatwości, z jaką autor potrafi wpłynąć na publikę, owinąć sobie nas wokół palca i najzwyczajniej na świecie „wykiwać”. Joan Fontcuberta był kuratorem zeszłorocznego Fotofestiwalu w Łodzi (polecam recenzję Magazynu), ale mimo wszystko jest wciąż stosunkowo nieznanym artystą w Polsce. Nie znalazłam żadnego obszernego artykułu po polsku na jego temat. Dlatego z przyjemnością prezentuję Wam jego postać. Może dzięki temu, gdy traficie gdzieś na publikacje Hansa von Kuberta czy Joany Fontana, zapali Wam się w głowie czerwona lampka i zastanowicie się chwilę dłużej, czy wierzyć ślepo we wszystko, co znajdujemy w Internecie.

Strona z pracami artysty: www.fontcuberta.com

następna
strona
poprzednia
strona
przejdź do strony: 12

Zobacz także