peryferia
MAGAZYN KULTURALNY
12 czerwca 2014

PARYSKI HANSEN

Z Warszawy do Paryża i Londynu – pierwsze doświadczenia z projektowaniem architektury Oskar Hansen nabywał nie u byle kogo, tylko u prawej ręki Le Corbusiera, Pierre’a Jenneareta.

fot. z archiwum Igora Hansena

MAGAZYN: Jak to się stało, że Oskar Hansen znalazł się w Paryżu?

Igor Hansen: Samego początku nie umiem dokładnie opowiedzieć. Musiałbym sięgnąć do pamiętnika, który ojciec napisał w tamtym czasie. Dostał stypendium francuskiego rządu na okres dwóch lat, a ogłoszenie znalazł na wydziałowej tablicy. Namówił go na to Jerzy Sołtan, który potem schronił ojca w ASP. Trzeba przyznać, że w tym okresie bardzo trudno było wyjeżdżać i to nie obyło się bez pomocy mamy przyjaciółki z okresu okupacji, która była córką Bieruta. Mama z Bierutówną studiowała, a bez tego wsparcia ojciec by chyba nie wyjechał.

W jakich latach było to stypendium?

Koniec lat 40., ostatnie dwa czy trzy lata.

Jakie były początki pracy Hansena u francuskich artystów?

Sołtan był od samego początku u Le Corbusiera. Powiedział mojemu ojcu, że u Corbusiera będzie zawiedziony, bo ten w ogóle nie zwracał uwagi na ludzi. Polecił mu, żeby poszedł do jego kuzyna, Pierre Jeannereta. Dzięki niemu byli razem u Picassa. W tym, jak mówił ojciec, Corbusier by mu nie pomógł. Później ktoś namówił ojca, żeby studiował też malarstwo. Dostał pozwolenie od Jenneareta na dwa dni wolnego, więc zaczął chodzić do studia Fernanda Légera.

Z przyjazdem mojego ojca do Paryża wiążę się pewna anegdota. Ojciec wysłał do polskiej ambasady telegram, a ponieważ żal mu było pieniędzy, napisał tylko „Przyjeżdżam wtorek 16:30, Oskar”. Kiedy przyjechał, na dworcu czekała na niego cała delegacja  z orkiestrą włącznie, bo myśleli, że przyjeżdża Oskar Lange. Musiał się wymknąć z tej sytuacji tylnymi drzwiami.

Podczas czytania notatek Oskara Hansena z Paryża co przykuło pana uwagę najbardziej albo pana najmocniej zaskoczyło?

Może odpowiem na to pytanie z drugiej strony. On zawsze zbierał się do napisania książki, która byłaby deklaracją jego wizji świata. Pisał ją przez 40 lat i za bardzo nie dokończył. Rozgrzał się do intensywnego pisania dopiero wtedy, gdy został zdiagnozowany. Zaczął od poskładania rodzinnego pamiętnika. Z rozpędu doszedł do punktu wyjazdu paryskiego i napisał drugi - „Pamiętnik Paryski”.

Czyli nie napisał go w trakcie pobytu w Paryżu?

Nie, napisał to w Szuminie. To jest taki beletrystyko-przewodnik, tak bym to nazwał. On po prostu opisuje, jak razem z łódzkim malarzem Leszkiem Kunką chodzili po wszystkich galeriach i muzeach, jak się cały czas kłócili na temat interpretacji. Znajdują się tam bardzo różne wspomnienia. Najpierw jest opis wrażeń z teatrzyku kukiełkowego, potem następuje komentarz na temat malarstwa Braque’a, a potem znowu są anegdoty ze spotkania towarzyskiego. Pamiętnik opisuje zetknięcie się młodego człowieka ze sztuką. To jest jego najcieplejsza książka, dobrze wybalansowana. Na razie nie mam planów, co z tym zrobić, ale wydaje mi się, że po prostu to opublikuję na stronie internetowej, którą tworzę.

Nie lepiej byłoby to opublikować w formie książkowej?PARYSKI HANSEN

Obydwie ksiązki ojca wyszły w tym okresie, kiedy on już umiera. Obie, zwłaszcza ta ostatnia, nad którą pracował tyle lat, zostały zniekształcone przez wydawcę, łącznie z ilustracjami. Wiem, jak bardzo starannie ojciec wybierał ilustracje, a ktoś uznał, że wstawi lepsze. Dla ojca duże znaczenie miała nie tylko treść, ale i forma książki, która była też jego sposobem wypowiedzi. Straciła ona w ten sposób na wielu rzeczach – brakuje choćby ciągłości wypowiedzi. Teraz trochę mi szkoda jego wysiłku. I mam lekki niesmak po tych publikacjach. Zresztą, z książki Filipa Springera też nie do końca jestem zadowolony.

W jakich galeriach i muzeach Oskar Hansen najchętniej spędzał czas?

Generalnie chyba lubił wszystkie, w nich po prostu rysował. Ale sam pisze, że najwięcej dało im Musee de l’Homme. Śladem tego są jego szkicowniki, których jest chyba z 50. Jest bardzo dużo materiału, który staram się systematycznie cyfryzować, żeby to ochronić.

Dokąd jeszcze wówczas się udawał?

Pojechał na przykład na kongres do Bergamo, na którym zaatakował Corbusiera, że komercjalizuje swoją wspaniałą architekturę tkaninami. Wtedy też poznał Jacqueline Tyrwhitt, która zaprosiła go na szkołę letnią do Londynu. Początkowo nie mógł dostać wizy brytyjskiej. Potem chcieli go aresztować – uważali, że na pewno jest szpiegiem, bo ma niemal tylko szczoteczkę do zębów w walizce. Przyjechał na tę szkołę spóźniony około tygodnia. Tam okazało się , że wygrał konkurs na osiedle mieszkaniowe, i wtedy wszyscy uznali to za komunistyczną propagandę – komuniści mieli wysłać dojrzałego architekta, który konkurował ze studentami. Na spotkaniu oskarżyli go, że nie używa angielskiego w ramach protestu, tymczasem ojciec wtedy ani słowa po angielsku nie znał. Zasugerował, by przeszli na esperanto, litewski lub rosyjski.

Jak wyglądała praca u Janneareta? Czy zachowały się jakieś projekty z tego czasu?

Tak, bardzo dużo, sporo robili. Jeżeli pytacie o wyliczanie, to robili osiedla, trochę prywatnych domów, też parę letnich domków.

I wszystkie są zrealizowane?

Niektóre tak, niektóre nie. Tutaj, w Szuminie, Muzeum Sztuki Nowoczesnej chciało postawić na drugiej części działki obiekt dla gości, którzy mogliby tam mieszkać. Pytali mnie, czy nie warto byłoby ogłosić konkursu, ale ja im odpowiedziałem, że może warto spróbować wziąć te stare projekty. Tam są domki studenckie, może warto zrealizować coś takiego.

A czy z tych realizacji francuskich są jakieś projekty, o których Oskar Hansen myślał, że miał w nie jakiś szczególny wkład?

Nie, ja bym tak głęboko nie kopał prawdę mówiąc. To jest zbyt dawno, żeby coś przypisywać komukolwiek. Ojciec wspominał, że robił projekt dla pewnej pani i na perspektywie projektu dorysował długowłosą dziewczynę. Uważał, że tak będzie lepiej się prezentowało, a ta kobieta się obraziła i zabrała im projekt. Nie wiem, z jakiego powodu, może uważała, że za ładna była ta dziewczyna.

Kto jeszcze z Polaków był wtedy w Paryżu?

Było bardzo dużo ludzi, Paryż w tym okresie był bardzo oblegany. Jeżeli chodzi o nazwiska, to są one w książce ojca, to choćby „muzycy – Skrowaczewski i Żmudziński, architekt Olek Kujawski, grafik Leszek Zahorski, malarze – Lutka Pink, Kaziel (Kazimierz Zielenkiewicz), Jerzy Kujawski, Kazik Ostrowski, piękna rzeźbiarka Alina Szapocznikow, jej <<kawaler>> Ryszard Stanisławski, fizyk Rydel i jego kolega i wreszcie hotelowi współmieszkańcy – skrzypaczka Warszawska, malarze – Tadzik Romanowski i Leszek Kunka. Byli tam też Eryka Lipiński, scenografka Teresa Roszkowska, oraz krytyk sztuki Mieczysław Porębski”[1].

Co ich ściągało do Paryża? Czy chodziło o Le Corbusiera?

Nie tylko, przecież był tam choćby Picasso czy Leger. Paryż w ogóle był wtedy centrum, poczynając od impresjonistów i idąc dalej w czasie. Cały Paryż był wtedy lewicowy. Picasso był w Polsce na Kongresie Pokoju. Wszyscy więc lewicowali, póki nie poznali prawdy o Stalinie. Zresztą podejrzewam, że w tamtym czasie niewiele się wybierało. Jakby ojciec dostał stypendium w Istambule, to pewnie też by tam pojechał. Miał akurat tyle szczęścia, żeby pojechać do Paryża.

Czy jego idee były już wtedy ukształtowane?

Nie, to był bardzo wyraźny okres poznania, chłonięcia tego, co inni tworzyli, szukania drogi. Ojciec wtedy bardzo dużo malował, a każdy z obrazów jest inny – meandry drogi poszukiwania.

Jak obecnie wygląda propagowanie prac okresu paryskiego Oskara Hansena w Polsce?

Nieporozumieniem była niedawna wystawa w Zachęcie – „Mapa. Migracje artystyczne a zimna wojna”. Przyszła do mnie kuratorka, która poprosiła o materiały z okresu paryskiego ojca, tylko że podała mi tytułu tej wystawy. Jak go zobaczyłem, to się przeraziłem - ojciec nie był żadnym migrantem artystycznym, a jego wyjazd nie miał nic wspólnego z zimną wojną. Ojciec po prostu dostał stypendium i w ogóle nie interesowało go zostawanie. Zupełnie więc nie pasował do wystawy, albo tytuł był trochę pomylony.


[1] Oskar Hansen, Pamiętnik paryski, tekst niepublikowany

następna
strona
poprzednia
strona
przejdź do strony: 123
To jest artykuł z serii Z SZUMINA

Zobacz także