literatura
MAGAZYN KULTURALNY
19 maja 2014

DAJE SIĘ WE ZNAKI

„Znaki szczególne” miały wyciągnąć przed nawias cechy charakterystyczne dla pokolenia urodzonych około 1980 roku. Ostatecznie Paulina Wilk to, co w nawiasie, mnoży przez banał będący dalekim echem socjologii.

Paulina Wilk, Znaki Szczególne, Wyd. Literackie 2014

Znaczący jest fakt niejasnego statusu książki, która przypomina rozbudowany felieton pełen wewnętrznych sprzeczności. Pewne fragmenty to czysta i dość powierzchowna publicystyka, którą można przeczytać na łamach gazet zwalczających neoliberalizm w imię zwalczania neoliberalizmu. Inne wydają się temu przeczyć i kreują zwycięską gospodarczą „zieloną wyspę”. Gdzie indziej mamy do czynienia z próbą socjologicznego opisu społeczeństwa pod kątem moralnym, jednak wydawane w tej dziedzinie sądy Paulina Wilk opiera wyłącznie na własnym doświadczeniu. Warto wspomnieć, że ludzie mają tendencję do przypisywania innym takich poglądów i skłonności do zachowań, jakie mają sami przypisujący. Autorka, nie potrafiwszy się zdecydować na formę literacką o konsekwentnej  strukturze, częściowo opisała własne doświadczenie, a płynące z niego wnioski wyciągnęła w imieniu swoich rówieśników.

Paulina Wilk tłumaczy ambiwaletne przyjęcie Znaków szczególnych indywidualizmem krytyków. Jakie „my” proponuje autorka? Zgodnie z wątłą nitką logiki oplatającą książkę, zaimek „my” z czasem powinien obejmować stopniowo coraz mniej „transformersów”. Tak jednak nie jest. „My” jest kontekstowe – nie byłoby to nic dziwnego, gdyby nie miało służyć opisowi pokolenia. Zaczyna się od opowieści o dzieciach żołnierzy mieszkających w podwarszawskim miasteczku. To „my” zaczyna jednak kurczyć się już w trakcie PRLu, bo jest budowane w opozycji do rówieśników tych dzieci, tyle że chodzących do szkoły społecznej. „My” to też grupa znajomych autorki z europeistyki, która nagle zmienia się w narodową grupę entuzjastów wstąpienia Polski do Unii Europejskiej. „My” rozbite na jednostki, czyli nieistniejące, pojawia się od razu po reformach Balcerowicza. W jeszcze innym kształcie tworzy się chwilowa wspólnota po śmierci papieża.

Ten wielokrotnie pojawiający się zaimek „my” świadczy na pewno o jednej rzeczy – Wilk na oślep próbuje znaleźć choć jedną wspólnotę. Nałożone na siebie dwie perspektywy, historyczna i prywatna, prowadzą autorkę do wniosku, że w PRLu łatwiej było stworzyć równe braterskie „my”. Grupa dzieciaków z podwórka zainspirowała Wilk do napisania, że schyłkowy PRL był dla nich doświadczeniem, które „w kapitalizmie pomogło zachować wrażliwość i ludzkie odruchy”. Ten nieznośny sentyment za PRLem, którego czarny PR autorka postanowiła naprawić, irytuje infantylnością. Pojawiają się meble, które traktuje się jak członków rodziny. Swoje pięć minut mają niedoskonałe sprzęty. Dostaje się za to nowym komórkom zbyt szybko robiącym perfekcyjne zdjęcia, które można wstawić na Facebooka. To ten sam nastrój, który ogarniał melancholików podróżujących nie trzy tygodnie dyliżansem, a kilka dni pociągiem, tyle że u nich nie był połączony z próbą odczarowania dawnego systemu politycznego. Zresztą polska współczesna rzeczywistość również dostaje laurkę. Gospodarka Polski według Wilk jest na świetnym poziomie, którego zazdrości nawet „pani z Ameryki”. Autorka powtarza mit „zielonej wyspy”, legitymizując w ten sposób obecny system, który ponownie dla pewnych osób okazał się łaskawy. 

Wilk krytykuje wszelkie przejawy interesowania się przeszłością przez państwo – według niej powinno ono zająć się teraźniejszymi (nieskonkretyzowanymi) problemami. Z drugiej strony, to przecież od kategorii wydarzeń historycznych zaczyna opis pokolenia żyjącego w przełomie transformacyjnym. Jak więc ma być budowana wspólnota, jeśli zapomina się o wydarzeniach kształtujących pokolenia? Wygląda na to, że właśnie brak wydarzeń o masowym publicznym znaczeniu (lub wykluczenie z uczestnictwa w nich ludzi o odmiennych poglądach) połączony z promowaniem zaradnego hasła „zrób to sam” przesądza o braku solidarności pokoleniowej i międzypokoleniowej.DAJE SIĘ WE ZNAKI

Wilk poszukuje jakiegoś „my” po omacku, z przekonaniem o właściwym moralnym wzorcu w poprzednim systemie. Zgoda może zapanować tylko co do historycznych warunków (literacko opisanych przez autorkę), czyli do przedmiotów używanych w poprzednim ustroju. Jest to taka zgoda, jak w przypadku opowiadania sobie anegdot z życia gwiazd – nie da się tu pokłócić, ale i nie da się zbudować na tym trwałej zbiorowości. Spostrzeżenia pseudosocjologiczne dotyczące szybszego tempa współczesności i konieczności ciągłego pozostawania w kontakcie są komunałami, które można powtarzać na imieninach cioci. W dodatku pojawia się tu polityczna i dość neoliberalna perspektywa, wedle której Polska osiągnęła sukces, bo wracają tu emigranci (z jakich danych Wilk korzystała?). Nie przez prywatną perspektywę droga do pokolenia.

PRZECZYTAJ WYWIAD Z PAULINĄ WILK

Paulina Wilk, Znaki szczególne

Wydawnictwo Literackie 2014

cena: 34,90 zł

następna
strona
poprzednia
strona
przejdź do strony: 12

Zobacz także