peryferia
MAGAZYN KULTURALNY
30 maja 2014

PRZYĆMIENIE ARCHITEKTURY

Pozycja Waltera Gropiusa, założyciela Bauhausu, to w dużej mierze wołanie o te aspekty architektury, które w polskich dyskusjach są najczęściej marginalizowane.

Gropius, Pełnia architektury, Wydawnictwo Karakter 2014; projekt książki: Przemek Dębowski

Prawie sześćdziesiąt lat dzieli pierwsze wydanie Pełni architektury od jej polskiego (bardzo dobrego) tłumaczenia. Choć niektóre nieśmiało wysuwane przez Gropiusa propozycje obecnie stały się elementem, do których się już wraca (jak choćby budowanie z prefabrykatów), to chropowate problemy lat 50. ubiegłego wieku wciąż dotyczą współczesnych debat o architekturze. Dla polskich dyskusji ważne wydają się przede wszystkim dwa splecione ze sobą wątki: szufladkowanie architektury (i szereg związanych z tym problemów) oraz niewykształcony język służący jej opisowi.

Akademicka kategoryzacja i etykietyzacja dobre są jako sposoby poznawcze w historii sztuki, jednak z zastrzeżeniem, by nie brała się ona za nazywanie procesów jeszcze niezakończonych. Wydaje się, że w polskiej debacie publicznej o architekturze najczęściej rozmawiają właśnie historycy i krytycy architektury, którzy często przyzwyczajeni są do sztywnych podziałów i niepogłębionych asocjacji, mimo posiadania dużej wiedzy. Gropius, pisząc o sprzeciwie wobec szybkich kategoryzacji, przyznaje, że powstanie określenia „stylu Bauhausu” to porażka i powrót do „duszącej inercji, do pogrążonego w stagnacji akademizmu”. Doprowadzając rzecz do absurdu, nie chciałby, żeby na drzewie jego imienia siedziały gatunki ptaków „o kwadratowo zakończonych ogonach, opływowych kształtach, cechach międzynarodowych czy z akcentami Bauhausu”. Właściwie nadanie etykiety kierunkowi, który ciągle się materializuje w przedmiotach czy budynkach, spowoduje jego obumarcie i bezrefleksyjne trzymanie się twórców charakterystycznych zasad. Wydziały architektury w Polsce również raczej kładą nacisk na historię dziedziny i rysunek niż na działanie własne studenta na różnych materiałach, co musi przesądzać o tendencji do szufladkowania.

Z tym wiąże się inny problem, który sygnalizuje Gropius  – języka komunikacji. Dziedzina historii architektury posługuje się własnym aparatem pojęciowym, dostosowanym do metodologii poznawania, który nie zawsze współgra z samą architekturą. Na pewno w języku historii architektury nie da się wypowiedzieć osobistego doświadczenia związanego z danym miejscem. Dyskusje często polegają na krytyce „kaszalotów” czy neoliberalnego systemu, w ramach którego architekci muszą wypracowywać kompromisy z deweloperami i mniejszymi klientami. Te problemy, zwłaszcza że powtarzane wielokrotnie bez wypracowania ich rozwiązania w rzeczywistości, stają się mniej ważne, gdy chodzi nie o krytykę, a o zwykły opis lub pochwałę architektury. Gropius postuluje unikanie mglistych sformułowań typu „nastrój budynku” czy „przytulność pokoju”, które wcale nie powodują zrozumienia wpływu światła, rozmiaru, koloru na przestrzeń.

Co ważne, polscy architekci nieczęsto podejmują się pisania o architekturze. Polska tradycja w tym zakresie nie jest zbyt rozbudowana, co również ma wpływ na trudności w opisywaniu architektury przez innych, a to ostatecznie doprowadza do biernego naśladowania mistrzów. Snobowanie się na modną zagraniczną architekturę nie byłoby złe, gdyby wynikało z zauważenia i zrozumienia warunków, w jakich oryginalne dzieło powstało. Przeglądając projekty z wystawy „Plany na przyszłość” w Bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego można odnieść wrażenie, że polscy architekci wzorują się na estetyce zachodnich mistrzów. Nasuwające się pytanie dotyczy kwestii, czy to inspirowanie się wynika tylko z czystej estetyki, czy również z przyjęcia stojącej za tym filozofii i podbudowy intelektualnej. Już przecież Arystoteles zauważał, że architekt dlatego jest lepszy od rzemieślnika, że rozumie przyczyny tego, co tworzy.

Pozycja Pełnia architektury żąda odklasyfikowania, co przydałoby się w każdej dziedzinie sztuki. Pełne spojrzenie na architekturę jest możliwe dopiero po połączeniu wielu różnych dziedzin, co ciągle nie jest brane pod uwagę. O ile włączamy aspekt ekonomiczny czy społeczny do analizy procesów dotyczących architektury, o tyle opisując ją samą i osobiste, związane z nią doświadczenia, język staje się śliski i niekomunikujący.

następna
strona
poprzednia
strona

Zobacz także