sztuka
MAGAZYN KULTURALNY
20 czerwca 2014

Łódź! Jesteś piękna – Fotofestiwal 2014

Łódź jest chyba jednym z najbrzydszych miast na świecie. Puste ulice, szare budynki, rozpadające się opuszczone obiekty, PRL-owskie molochy, wieczny remont na Piotrkowskiej, rozklekotane tramwaje, witryny sklepowe z szyldem „Rybex” czy „Studio Dziabanko”, w których zatrzymał się czas… I przez to wszystko jest fantastyczna.

Fotofestiwal w Łodzi, tot. materiały promocyjne

Wystarczy tylko trochę poszukać, żeby w rozpadających się obiektach znaleźć interesujące przestrzenie czekające na eksplorację, w witrynach sklepowych ciekawy temat do zdjęć, a w bocznych uliczkach Piotrkowskiej i innych ulic – postfabryczne przestrzenie, idealne do prezentacji fotografii. Jeśli więc usłyszycie gdzieś, że zbliża się FOTOFESTIWAL, jedźcie właśnie do Łodzi! W innym terminie – cóż, to już co kto lubi.

Tegoroczne centrum festiwalowe znajduje się na Tymienieckiego 3. Niestety, nie tylko według mnie, Art_Inkubator przegrywa z zeszłorocznym OFF Piotrkowska. Ma gorszy klimat. Miejsce niby jak stara fabryka, ale zbyt odnowione, czyste. Nie znajdziemy też już tłumów artystów w kawiarenkach przed budynkiem. To jednak jestem w stanie zrozumieć, ponieważ rok temu narzekałam na zapachy z kuchni restauracji znajdujących się pod galeriami. Coś za coś. A do OFF Piotrkowska można było wybrać się na orzeźwiający napój w przerwie między zwiedzaniem wystaw.

Na wstępie uprzedzam, że dużo uwagi poświęcę Rogerowi Ballenowi, fotografowi z Johannesburga. To od spotkania z nim zaczęłam w tym roku wizytę na Fotofestiwalu. Jego prace, tak zwaną „dokumentalną fikcję”, poznałam przy okazji zajęć z historii fotografii na studiach i, szczerze mówiąc, na początku mi się nie podobały. Potem zaczęły coraz bardziej intrygować. A po spotkaniu z Ballenem – polubiłam je. Oczywiście, inny to rodzaj „lubienia” niż w przypadku przyjemnych, bajkowych zdjęć z projektu Tiksi (Evgenia Arbugaeva, Leica Oskar Barnach Award 2013), ale jednak wciąż „lubienie”.

Warto chodzić na takie spotkania. Co prawda, trzeba się skupić, żeby zrozumieć w pełni angielski i przemóc, żeby wysiedzieć średnio dwie godziny w jednym miejscu, gdy na zewnątrz tyle jeszcze wystaw do obejrzenia, ale warto. Jest spora szansa, że dowiemy się naprawdę ciekawych rzeczy. Dla przykładu, ikoniczna fotografia Ballena: mężczyzna z imponującymi uszami, w mundurze. Co sprawiło, że akurat ten portret zyskał ogromną popularność? Ballen tłumaczy, że cały sekret tkwi w detalach – w przypadku tej fotografii, w zakręconym druciku na ścianie przy prawym uchu mężczyzny i fali, w jaką układa się kącik jego ust. W trakcie pokazu slajdów, Ballen prawie na każdym zdjęciu wypatruje elementów, które nadają obrazowi smaczek. Które tworzą zdjęcie. Rysy na ścianie, oko psa współgrające z okiem dziecka czy też – w przypadku zdjęcia ukrzyżowanej lalki i leżącego psa – hasło GOD czytane od tyłu…  A każdy szczegół, wchodzący w relację z bohaterem zdjęcia,  pokazuje widowni, dodając do tego osobliwe dźwięki: „baaang, bang, szu, szu”.

Zanim usłyszałam Ballena na żywo, wydawało mi się dość okrutne, rejestrować ludzi w ten sposób. Myślałam, że przez swoje fotografie wyśmiewa się  z nich, obnaża ich wady. Na spotkaniu, zanim się odezwał, wydał mi się na dodatek człowiekiem z dość ponurym spojrzeniem. Szybko jednak zmieniłam zdanie co do jego osoby i podejścia do modeli. Okazuje się, że Ballen pomaga ludziom, których fotografuje. Wraz ze swoją asystentką Margaery, jeżdżą ulicami Johannesburga i prócz wykonywania pracy fotografa-artysty, starają się jakoś wpłynąć na nieszczęśliwy los biednych mieszkańców tego miasta.

Czasem miałam jednak wrażenie, że Ballen patrzy na nas nieco z góry. Z pobłażaniem słucha niektórych pytań dotyczących jego pracy, jakby chciał nam powiedzieć: „wy nic nie rozumiecie, to jest zupełnie inna rzeczywistość”. Denerwują go banalne, standardowe zdania, które wielokrotnie słyszał od dziennikarzy. „Czy pytasz ludzi o pozwolenie?” „Czy Cię lubią?” Dla niego odpowiedź jest oczywista: „Maybe, yes, no… Nie pracuje się w takich miejscach, jeśli Cię nie akceptują. To jest Południowa Afryka. Jeżeli Cię nie lubią – nie zostajesz tam. Ludzie są głodni, bez pieniędzy, a ja mam przy sobie wartościowy sprzęt. W przypadku, gdy ludzie Cię nie akceptują, uciekasz stamtąd jak najszybciej. I masz szczęście, jeśli uda Ci się to bez noża w plecach”.Łódź! Jesteś piękna – Fotofestiwal 2014

Patrząc na jego zdjęcia, czujemy różne rzeczy. Zaintrygowanie, obrzydzenie, zachwyt, wstręt – zależy od osoby. Kochamy je lub ich nienawidzimy. Ale jedno jest pewne. Coś czujemy. Nie przejdziemy obok tych zdjęć obojętnie. „I want to turn you upside down. This is my goal” – mówi Ballen. I udaje mu się to.

Jeden z najnowszych cykli, Asylum of the birds, powstał w dziwnym miejscu, w którym ptaki żyją z ludźmi na jednej przestrzeni. Ballen łączy zdjęcia z rysunkami, tworzy kolaże, dodaje swoim bohaterom maski. Same zdjęcia powstają jednak w większości spontanicznie, pod wpływem nieprzewidzianego zachowania zwierząt. Patrząc na nie, warto zdać sobie sprawę z tego, jak trudno jest uchwycić dziewięć ptaków na jednym zdjęciu i to aparatem analogowym 6x6.

Jak wybiera ludzi do zdjęć? Czym się kieruje? Mówi, że sam nie wie. „Tak po prostu jest, jak z kolorami.

–Lubisz różowy?

–Lubię?

–A Czemu?”

Trudno odpowiedzieć na to pytanie. Ballen nie myśli o pięknie czy o brzydocie. Nie myśli o niczym, po prostu robi zdjęcie. „Zdjęcie ma jakąś wartość, a wartości nie da się zwykle opisać w jednym słowie. Jeśli zaś się da, to zdjęcie to nie było warte zrobienia”.

Ale dość o Ballenie. Nawet jeśli nie podoba Wam się jego estetyka, sądzę, że powinno się znać jego prace. Kolejny punkt Fotofestiwalu to wystawa Volkera Hinza, fotografa pracującego od prawie czterdziestu lat w najważniejszym niemieckim tygodniku „Stern”. Portretuje on polityków, artystów, gwiazdy, tworząc „kronikę wizualną swojej epoki”Na wystawie większość prac jest w czerni i bieli, przez co nieliczne kolorowe fotografie dość wyraźnie wybijają się z całości i zwracają na siebie uwagę. Część z portretów w sposób mistrzowski opowiada o osobie na zdjęciu – aktorze, reżyserze, piosenkarzu, sportowcu czy też po prostu celebrycie – ale część przyciąga jedynie dlatego, że pokazuje osoby znane, a nie z powodu swoich walorów artystycznych.

Trudno mi ubrać w słowa moje wrażenia z wystawy Darkroom studentów i absolwentów Szkoły Filmowej w Łodzi. Przyznaję, niemalże n i c z niej nie rozumiem. Nic nie łapię, nie wiem o co chodzi – ale jest świetna. Ciemna sala, prace wykorzystujące różne media. A wśród nich między innymi: studnia bez dna (z cyklu Narcyzm Łukasza Filaka), huśtawka naprzeciw ekranu (Huśtawka: Dalecy-Bliscy Moniki Masłoń), przerażające zdjęcia które odkrywasz w ciemnym kącie dopiero po zapaleniu latarki (Kolekcjoner tożsamości Martyny Strzelczyk). Dopiero po wyjściu czytam, że na wystawie „odwołując się do ciemni jako metafory, odwiedzającą publiczność ma możliwość uczestniczenia w swoistych procesach twórczych młodych artystów. Autorów prac łączy umiejętność przekraczania granic form i mediów. W relacji z poszczególnymi pracami odbiorca może wejść w interakcję, może też poddać się stanom w których uczestniczą autorzy. Multimedialna przestrzeń wystawy podzielona została na wzór półkul mózgowych, z których każda przetwarza informacje na swój odmienny sposób”. Jestem pod wielkim wrażeniem. Wystawa studentów, a poziom prezentacji i pomysł na bardzo wysokim poziomie.

I na koniec, stały punkt Fotofestiwalu: wystawy finalistów Grand Prix. W tym roku jest ich dziesięcioro. Tytuł zwycięzcy Grand Prix Fotofestiwal 2014 oraz 10 000 złotych otrzymał artysta ze Szwajcarii, David Favrod, za projekt Gaijin. „Gaijin” to japońskie słowo oznaczające ‘cudzoziemca’. Favrod urodził się w Kobe jako syn Japonki i Szwajcara. Kiedy miał 6 miesięcy, jego rodzice zdecydowali się przeprowadzić do Szwajcarii. Matka jednak wpoiła mu pewne zasady i zaznajomiła z kulturą Japonii. W wieku 18 lat zwrócił się do ambasady japońskiej o podwójne obywatelstwo, którego jednak mu odmówiono. To właśnie pragnienie udowodnienia, że jest tak samo Japończykiem, jak i Szwajcarem, było impulsem do powstania cyklu. Dużą rolę odgrywa prezentacja zdjęć. Na dużym formacie, położone blisko siebie, tworzą pewną historię, związaną z poczuciem tożsamości. Autor próbował odtworzyć swoje wspomnienia o Japonii w realiach szwajcarskiego krajobrazu. Gdy stanęłam pierwszy raz przy jego zdjęciach, obok stosunkowo młody mężczyzna opowiadał o pracach dwóm kobietom. Przyznaję się, podsłuchałam, i okazało się, że to sam autor. Zrobił na mnie tak pozytywne wrażenie, że zdjęciom stawiam dodatkowego plusa.

Część prac z projektu Stigma Adama Lacha, opowiadającego o sześćdziesięcioosobowej rodzinie rumuńskich Romów, mieszkających na koczowisku we Wrocławiu, pokazywano nam kilkakrotnie na uczelni. Miałam też okazję uczestniczyć w fantastycznym spotkaniu z Adamem Lachem i Katarzyną Dybowską w Barze Studio, prowadzonym przez Filipa Springera. Uważam, że zdjęcia są  ciekawe, mimo sytuacji Romów – piękne – i po prostu, choć to dość proste słowo, dobre. Ich historia, której wysłuchałam na spotkaniu, również. Ale jest pewien mankament – na Fotofestiwalu nie podobał mi się sposób ich prezentacji. O ile prace Farova były pokazywane w spójny sposób, o tyle fotografie Lacha miały różny format, teksturę i sposób prezentacji – raz małe, raz duże, raz przylepione na makietę, raz w ramie za szybą. Rozumiem, że to forma urozmaicenia, zapewne był w tym jakiś zamysł, ale do mnie nie przemówił.

Elena Chernyshova, tegoroczna laureatka World Press Photo, zaprezentowała swoją serię Days of Night – Night of Day,  poświęconą jednemu z najbardziej zanieczyszczonych miast na świecie, Norylskowi. W związku z nagrodą WPP widziałam te zdjęcia już wielokrotnie w ciągu ostatnich miesięcy, ale mimo tego przyjemnie było na nie znów popatrzeć. W końcu do dobrych zdjęć można wracać wiele razy i nadal się nie nudzą.

Marlous van der SlootLe corps vecu. Prawdopodobnie gdybym zobaczyła zdjęcia z tej serii pojedynczo w Internecie, nie zrobiłyby na mnie takiego wrażenia. Jednak w przestrzeni galerii przyciągnęły mój wzrok na dłużej. W szczególności zdjęcie z dłonią i bąblem wody. Mała dziewczynka, która przyszła z ojcem na wystawę, skomentowała je słowami: „Tato, tato, ta ręka złapała powietrze!”. Rzeczywiście, takie robi wrażenie. Autorka „skupia się na przywróceniu fizyczności naszym zbyt racjonalnym umysłom, kontaktuje nas na powrót z naszym ciałem i otaczającym nas światem zmysłowym”. To, że skontaktowała mnie na powrót z moim ciałem, jest chyba za dużo powiedziane, ale niewątpliwie zwróciła moją uwagę, zaintrygowała i sprawiła, że zapamiętam ten cykl na długo. Autorka skończyła w 2011 Royal Academy of Arts, gdzie rozwijała swą pracę w kierunku percepcji zmysłów.

Oczywiście, wśród serii zdjęć znalazły się i takie, które – moim zdaniem – nie są warte uwagi, a przy organizacji samych wystaw można zauważyć drobne błędy. To, co najbardziej mi przeszkadzało, zarówno w tym roku, jak i poprzednim, to sposób prezentacji niektórych prac. Być może zdjęcia oprawione w ramę, za szybą, wyglądają elegancko, ale niestety źle ogląda się prace, w których wciąż widzimy swoje odbicie. Zresztą nie tylko swoje – wszystkich elementów z sali znajdującej się za nami. Także szklane szyby były zły pomysłem.

Fotofestiwal to przecież nie tylko wystawy i spotkania z autorami, lecz także warsztaty, pokazy slajdów, fotospacery, aukcja fotografii czy przeglądy portfolio. Panele dyskusyjne i spotkania autorskie poświęcone były tematowi „przyszłości”. „Czy fotografia może stworzyć wizje przyszłości czy raczej jej przeznaczeniem jest opowiadać o przeszłości i zostawiać ślad teraźniejszości? Czy jest miejsce dla fotografów-wizjonerów?” Tym, którzy nie mieli okazji się sami przekonać, chciałabym uświadomić też, jak prestiżowy jest Fotofestiwal. Po MoMa w Nowym Jorku i Centre Pompidou w Paryżu prace Rogera Ballena przyjechały właśnie do Łodzi. Przebojowy Brian Griffin, w niebieskiej marynarce, otworzył swoją wystawę, dokumentując przybyłą publikę telefonem i chwaląc się nią na Facebooku. W galeriach słychać było różne języki, tak więc wydarzenie przyciągnęło międzynarodowych gości. A warsztaty fotograficzne poprowadziła czołowa postać legendarnej agencji Magnum Photos – Alex Webb. Ta edycja była trzynastą, a ja już jestem ciekawa, co przyniesie nam następna. I Wam również polecam.

następna
strona
poprzednia
strona
przejdź do strony: 1234

Zobacz także