teatr
MAGAZYN KULTURALNY
22 września 2014

Gardzienice. Wyprawa w teatr.

Kiedy gardzieniccy aktorzy wyruszali w swoją pierwszą Wyprawę po wschodnich rubieżach Polski, nie byli pewni, jak zostaną przyjęci przez lokalnych mieszkańców. Ci drudzy zaś trochę nieufnie spoglądali na przybyłych dziwaków, którzy chcieli obdarować ich czymś dotąd nieznanym w tych stronach – teatrem.

fot. z zasobów Wikimedia Commons

Jest 1977 rok. Jesteśmy w punkcie, w którym Staniewski przenosi się do podlubelskiej wsi, aby poszukiwać „naturalnego środowiska teatru”, nowej, współgrającej z naturą przestrzeni teatralnej. Otwiera ośrodek teatralny „Gardzienice”. Jego inicjatywa to po części wyraz buntu wobec postępującego marszu cywilizacyjnego, który odbywa się kosztem stopniowego odcinania się od sacrum i kulturowych korzeni ludzkości. A także od, ogólnie rzecz biorąc, natury. Staniewski diagnozuje u współczesnego człowieka głębokie rozstrojenie miedzy antropocentryzmem i ekocentryzmem, między „dzikim” i cywilizowanym. Grupa „Gardzienice” odrzuca tę Zachodnią dychotomię, proponując w zamian odrodzenie harmonijnego funkcjonowania w ekosystemie. Program „Gardzienic” jest kompleksowym planem rewitalizacji teatru i człowieka poprzez teatr: odrodzenia głębokiego poczucia wspólnoty, kolektywnego przeżywania. To plan ponownego włączenia widowiska do codziennego doświadczenia ludzkiego.

Jedną z realizacji tego gardzienickiego „ekologicznego manifestu” był „Program wiejski” i – legendarne już – Wyprawy. Zrodziły się one ze spontanicznych spotkań z ludźmi żyjącymi we wsi. Wyprawy były charakterystycznym dla wczesnej działalności „Gardzienic” pomysłem wypadów trupy na rubieże Polski, do miejsc, w których teatr nigdy nie gościł. Docieranie do zapomnianych wiosek, próba przeszczepienia teatru na grunt wcześniej mu nieznany, badanie i poznawanie tradycji ludowych czy wreszcie ocalanie tych tradycji od zapomnienia – te założenia przyświecały Gardzieniczanom w trakcie Wypraw.

Odwiedzana społeczność w swoim przywiązaniu do ziemi i bogatym folklorze była nie tylko podmiotem fascynacji ośrodka. Była to także pożądana grupa odbiorców – nieskażona konwencjonalnym odbiorem sztuki. W konfrontacji z mieszkańcami liczono przede wszystkim na jej spontaniczne reakcje, tak by wywiązała się z tego relacja wzajemności – my dajemy wam coś od siebie, wy przekazujecie nam część swojego doświadczenia. W ten sposób miał zostać zainicjowany pewien wspólny krąg twórczy. Przez długie lata działalności „Gardzienic” ukształtował się zwyczaj regularnych kilkudniowych wypraw grupy aktorów w coraz to nowe okolice. Wyprawy grupy Staniewskiego nie były jednak spontanicznymi wędrówkami taboru aktorów od wsi do wsi. Było to przedsięwzięcie parateatralne, do którego każdorazowo się przygotowywano.

Porządek wypraw ustalił się w toku trwania pierwszych konfrontacji z lokalnymi mieszkańcami i ostatecznie posiadał kilka etapów. Najpierw wybierano się na rekonesans, który służył poznaniu przestrzeni i ludzi, wśród których będzie się występować. Gromadzono wszelkie informacje na temat wioski, spisywano pieśni i nagrywano muzykę. Wszystko to pomagało w późniejszym ustaleniu scenariusza, z którym przybędzie się do wsi. Po wstępnych rozeznaniach rozpoczynano właściwą wędrówkę trupy teatralnej, którą nazywano orszakiem. Sam pochód w stronę wioski cechował ascetyzm – środkiem lokomocji były własne nogi, a materiały do przedstawień i co cięższe rzeczy wożono na prostym dwukołowym wózku, ciągniętym przez uczestników wyprawy. Taki sposób podróżowania miał rozmyć skojarzenia „Gardzienic” z przedsięwzięciem komercyjnym – nasłanym odgórnie przez urzędników. Orszak budował także pewne wstępne napięcie dramatyczne.

Już po wejściu grupa starała się jak najbardziej odformalizować kontakt z mieszkańcami – chodzono od domu do domu i nawiązywano pierwsze kontakty, zapraszano na widowisko. Wieczorem dochodziło do kulminacyjnego momentu Wyprawy. Niech tę atmosferę opiszą słowa Ireneusza Guszpita, jednego z towarzyszów „Gardzienic” podczas Wyprawy do wiosek nadbużańskich w 1978 roku: „Nareszcie wszystko gotowe. […] Atmosfera wyczekiwania: jak zaczną?, co będą robić? Zaczynają zwyczajnie – śpiewaniem, graniem na prostych instrumentach (flet, gitara, harmonia, bębenki). Śpiewają piosenki ludowe z pogranicza kultur: ruskiej, polskiej, ukraińskiej. Niektóre kobiety podchwytują słowa i melodię, przypominają kolejne, nieznane zespołowi strofy pieśni. Strzępy rozmów: «u nas to było tak… skąd to znacie… to są moje młode lata… któż pamięta dzisiaj, jak się kiedyś śpiewało, i kto tak śpiewa teraz…». Nie dzieje się przecież nic niezwykłego, a jednak odczuwam intensywne rzeczywiste nici porozumienia […] W sali jest jeszcze dużo obojętnych. Oczekują, komentują, czekają, co będzie dalej. Włodek wyczuwa to, niepostrzeżenie zaczyna się spektakl […]”.Gardzienice. Wyprawa w teatr.

Podczas Wypraw odgrywano „Spektakl wieczorny”– widowisko oparte na motywach Gargantui i Pantagruela Rabelais’go. Nie miało ono sztywnej fabuły, była to raczej garstka etiud ze zbiorem podstawowych motywów: śmierci, miłości, cierpienia, sprytu, przyjaźni itp. Na prostego widza oddziaływano wymownymi, zapisanymi w kulturze gestami, niezwykłą ekspresją oraz intensywnością działań aktorów. Zarówno przedstawienie, jak i to, co działo się później, było ogromnym przeżyciem dla aktorów i publiczności. Między uczestnikami a performerami zawiązywała się więź, pewien wspólny krąg przeżywania. Po widowisku zostawano dłużej – śpiewano wspólne pieśni, przeplatano pokaz umiejętności aktorów i zgromadzonych. Wytwarzała się specyficzna przestrzeń święta, która trwała jeszcze długo po odegraniu widowiska. Zatopieni w tej przestrzeni uczestnicy nierzadko spontanicznie włączali się do twórczej aktywności artystycznej, inicjowali działania (para)teatralne lub po prostu wspominali dawne czasy; opowiadali, ulegali wzruszeniom i ekscytacji. Spotkania-święta kreowały przestrzeń, w której rzeczywistość codzienna mieszała się z elementami ceremoniału. Następnego ranka trupa udawała się w dalszą wędrówkę. Do kolejnej miejscowości.

W latach 1977–1984 zorganizowano ponad czterdzieści wypraw, głównie na wschodnie granice Polski. Na drodze grupy z Gardzienic pojawiali się Ukraińcy, Cyganie, Łemkowie, Huculi. Z biegiem lat zainteresowanie folklorem rodzimym i sąsiednim zaczęło się rozszerzać na bardziej odległe krainy, a kilkudniowe wędrówki ewoluować w kilkutygodniowe wyprawy zagraniczne. W 1985 roku grupa aktorów „Gardzienic” zwiedziona mistyką dalekiej Północy wyrusza do Laponii, by obcować z nieokiełznaną naturą oraz poszukiwać joika – utajnionej dla obcych lapońskiej pieśni życia. W październiku 1987 roku Staniewski wyruszył w podróż śladami Antonina Artauda – do plemienia Indian Tarahumara w Sierra Madre. Odwiedzono Macedończyków, Indian Zuni i Taos, Gruzinów, Toksańczyków oraz wyznawców santerii i candomle z Brazylii.

Wyprawy i związane z nimi działania były niezbędne dla teatralnej działalności „Gardzienic”. Podczas rekonesansu pozyskiwano materiały (muzyczne i słowne), którymi wielokrotnie posiłkowano się później przy tworzeniu przedstawień. Tradycyjnymi pieśniami Łemków poprzeplatano Żywot protopopa Awwakuma (premiera 1984), natomiast do spektaklu Carmina Burana (premiera 1990) włączono pieśni gruzińskie. Nawet jeśli były przedsięwzięciami o charakterze nie tylko teatralnym, to ostatecznie podporządkowane były teatrowi.

następna
strona
poprzednia
strona
przejdź do strony: 12
To jest artykuł z serii ZAWÓD: DEMIURG

Zobacz także