teatr
MAGAZYN KULTURALNY
13 października 2014

Nie musimy być na ty

Tak brzmi hasło 13. edycji Międzynarodowego Festiwalu Tańca Współczesnego Ciało/Umysł, która odbywała się w tym roku w dniach 18-28 września. Magazyn miał zaszczyt patronować temu wydarzeniu i napisać kilka słów…

The Illiad, fot. K. Chmura-Cegiełkowska

The Illiad

Agata Kruk: „The Illiad” w reżyserii Felixa Mathiasa Otta była niewątpliwie jedną z najbardziej zaskakujących i nietuzinkowych propozycji Festiwalu. Dwóch aktorów, pozornie niezależnie, ale jednak współpracując, tworzy na oczach widzów nową rzeczywistość, nadając przestrzeni wokół siebie zupełnie inny wymiar. Nie jest to spektakl w stylu powszechnie rozumianego teatru tańca, w którym grupa aktorów za pomocą choreografii i muzyki opowiada nam nową historię. Tutaj wydaje się, że ani muzyki, ani tańca w ogóle nie ma. Jest za to niesamowita harmonia, spójność i symetria, a przede wszystkim spokój, dzięki któremu widzowie mogą stać się świadkami niezwykłego procesu twórczego aktorów. Tu taniec, jak możemy wyczytać z opisu spektaklu, powstaje mimochodem.

Na początku widzimy jedynie konstrukcję, która, jak można by było oczekiwać, będzie jedynie tłem do tego, co będzie działo się na scenie. Skupiamy się na aktorach i ich kilkuminutowej sekwencji... cięcia drewna. Wkrótce potem jednak owa „dekoracja” przyciąga naszą szczególną uwagę, gdyż to ona staje się główną osią wydarzeń. Aktorzy ze stoickim spokojem zaczynają rozmontowywać konstrukcję i rozkładać ją na części pierwsze, ażeby następnie z jej elementów zbudować nową, a potem kolejną i jeszcze następną. Nasuwa się zatem pytanie - o czym w zasadzie jest ten spektakl? Według mnie – o tworzeniu. To opowieść o konstruowaniu i dekonstruowaniu, o tworzeniu czegoś z niczego. O tym, w jak niespodziewany sposób, dodając, odejmując czy po prostu przestawiając elementy, można stworzyć zupełnie nowe okoliczności i w zaskakujący sposób zmienić otaczającą nas tu i teraz rzeczywistość.

Są w spektaklu momenty trzymające w napięciu, chwile zarówno nużące, jak i poruszające, ale czy nie na tym wszystkim właśnie opiera się proces twórczy? Efekt procesu twórczego artystów w sztuce „The Illiad”, mnie osobiście, wprawił na kilka minut w stan hipnotycznego oczarowania, w którym przez te kilka minut, przy subtelnie przenikających dźwiękach, można było poczuć się właśnie jak w takiej innej, nowej, wyjątkowej rzeczywistości.

Holiday on stage

Natalia Łajszczak: Pośród społeczno-politycznych manifestów i rozważań na temat roli, w których obsadza nas społeczeństwo, na tegorocznym festiwali C/U znalazło się też miejsce dla iście postmodernistycznej, dowcipnej zabawy w wykonaniu Martina Schicka i Damira Todorovica.

„Holiday on stage” to kolaż, którego komponentami są głównie cytaty z kultury masowej. Autorzy swobodnie poruszają się w rzeczywistości, która jest również bardzo dobrze znana widzowi. Ten rodzaj porozumienia między stronami przeradza się w grę: widzowie rozpoznają wypowiedzi celebrytów, odgadują konkretne cytaty wizualne czy odnajdują się w kolejnych kliszach estetycznych. Wszyscy świetnie się bawią. Oczywiście karnawał kultury w wykonaniu Shicka i Todorovica prowokuje do bardziej poważnych i niepokojących rozważań na temat stanu zachodniego społeczeństwa, przyszłości sztuki i – przede wszystkim – pyta o rolę i definicję artysty we współczesnym świecie. Twórcy przedstawienia wcielają się bowiem w członków komisji egzaminacyjnej na artystę. Skojarzenia z telewizyjnymi show o poszukiwaniu talentów są nieodzowne.

Chętnych nie brakuje, szczególnie jeśli uznać, że miarą wielkości artysty we współczesnym świecie nie jest już wartość jego pracy, a sama rozpoznawalność. Czy więc mamy do czynienia z nowym zjawiskiem, jakim jest społeczeństwo castingowe, w którym każdy chce/może być artystą? Gdzie dzisiaj leży granica między pojęciem artysty, showmana i celebryty?Nie musimy być na ty

Całość kończy się wyścigiem po lampkę szampana, a właściwie po to, co taki szampan symbolizuje. Wszystko sprowadza się do ekonomii. I nawet jeśli po sieci krąży obecnie mem z apelem Stop making stupid people famous, to powszechnie wiadomo, że ci stupid people sączą tego szampana. A jeśli oni mogą, to każdy może. A jeśli nie może, to chociaż chce.

Atlas Warszawa

Joanna Mazur: Spektakl jest obrazem tkanki miasta. Nie przedstawia jednak jego materialnego wymiaru – zamysłem twórców jest ukazanie miasta przez pryzmat jego mieszkańców. Sto osób biorących udział w projekcie opowiada o sobie, o swoim zawodzie, o swoich odczuciach, tworząc unikalną panoramę warszawskiej społeczności.

Opowieści skomponowane są zgodnie z porządkiem dziecięcej wyliczanki: „Jeśli jeden słoń przeszkadza wielu ludziom, dwa słonie przeszkadzają dużo bardziej, jeśli dwa słonie przeszkadzają wielu ludziom, trzy słonie przeszkadzają dużo bardziej...”. Każda osoba staje przed widownią przedstawiając się jako „przeszkadzająca wielu ludziom” – i do każdej dołącza chór pozostałych osób biorących udział w projekcie. W grupie przeszkadzają dużo bardziej – ale komu? Projekt Any Borralho i João Galantego, portugalskich artystów, których pracę mieliśmy po raz pierwszy oglądać w Polsce, rodzi w uczestnikach i widzach rodzaj solidarności, której współczesne społeczeństwo, podzielone i zróżnicowane, rzadko ma okazję doświadczać.

Prosty zabieg zastosowany przez twórców świetnie ilustruje napięcia między jednostką i jej otoczeniem. Jednocześnie jednak uwydatnia fakt, że z brakiem akceptacji czy zrozumienia zmaga się każdy. Każdy z nas komuś przeszkadza. Postawienie się, chociaż na chwilę, w pozycji innego, wygłoszenie razem z nim drugiego członu wyliczanki, pozwala naruszyć atomistyczną strukturę naszego społeczeństwa, na chwilę zachwiać podziałami. Przestajemy być jednym obiektem na mapie – zaczynamy tworzyć atlas. A przecież to właśnie na barkach Atlasa utrzymuje się glob.

600 steps

Joanna Mazur: Jeśli przypadkiem ktoś w niedzielne popołudnie natknął się na skrzyżowaniu Szpitalnej, Brackiej i Chmielnej na stojące, klęczące, leżące czy opierające się o słupki uliczne postacie, lub też w okolicy został potrącony przez sześcioosobowe rzędy osób idących ramię w ramię chodnikiem, wykonujących skomplikowane operacje w celu ominięcia znaków drogowych bez naruszania porządku szeregu – był widzem spektaklu.

„600 Steps”, projekt Mustafy Kaplana, Kursada Ozdemira, Filiz Sizanli, Izy Szostak, Karola Tymińskiego, Zorka Wollnego i Wojtka Ziemilskiego, tylko w teorii miał odbywać się w Zachęcie. W rzeczywistości artyści zabrali potencjalnych widzów na spacer po mieście, zachęcając do czynnego włączenia się w działanie i osobistego doświadczenia przestrzeni. Jednocześnie to na widza-uczestnika spada duża część odpowiedzialności w zakresie tego, jakie wrażenie zrobi na nim działanie artystów.

Prośba o stanięcie na wspomnianym skrzyżowaniu w pozycji obrazującej opór i wytrzymywanie w niej w bezruchu trzy minuty wymagała od – teoretycznie – widzów skonfrontowania się z reakcją przechodniów. 600 kroków to droga wychodzenia z roli widza i wchodzenia w rolę uczestnika współtworzącego spektakl. To również droga uwrażliwiająca na przestrzeń miejską, którą zupełnie inaczej odbiera się, idąc ulicą w sześcioosobowym rzędzie. Pozostaje zapytać, co sądzą o spektaklu prawdziwi widzowie?

następna
strona
poprzednia
strona
przejdź do strony: 123

Zobacz także