sztuka
MAGAZYN KULTURALNY
06 listopada 2014

ALTERNATYWNA HISTORIA ŚWIATA

Szalona filatelistyka? O „odczarowaniu” statusu sentymentalnych kolekcji, wielkiej zbiórce znaczków pocztowych i przede wszystkim nowym, monumentalnym projekcie - Magazynowi opowiada Pola Dwurnik.

Znaczki przesłane do projektu, dzięki uprzejmości Poli Dwurnik

Na czym polega projekt Alternatywna historia świata w znaczku pocztowym?

Projekt składa się z dwóch części: pierwsza to wielka zbiórka znaczków. Ja i koordynatorka projektu – Agnieszka Wąsowska, zbieramy wszystkie niechciane, zapomniane, zniszczone, skancerowane znaczki pocztowe, zarówno stare, jak i nowe, pojedyncze albo całe klasery. Posłużą one drugiej części, w której z malutkich fragmentów tych znaczków zrobię serię kolaży. Będą opowiadać o naszym świecie – o poszczególnych państwach i ich historii. Każda z tych opowieści będzie składała się wyłącznie z setek przedstawień znajdujących się na znaczkach. Zamierzam użyć wszystkich, które zdobędę – myślę, że będzie to uczciwe, szczególnie, że dostaję je właśnie w tym celu. Te prace będą opowiadać o historii naszej cywilizacji oraz o oficjalnej wizualnej reprezentacji poszczególnych państw i miejsc, a także innych, ponadnarodowych dziedzin życia i nauki, takich jak kultura, przyroda, sport, komunikacja. Tematyka i kształt kolaży będą w dużej mierze zależeć od wyników zbiórki.

Aktywnie prowadzi Pani stronę projektu – w specjalnej zakładce możemy zobaczyć, że do tej pory trafiły do Pani znaczki z różnych stron świata...

 Z Agnieszką wynajęłyśmy skrytkę pocztową i zaczęłyśmy informować o akcji jak najszersze kręgi ludzi – od rodziny i znajomych, po internautów, do których najłatwiej dotrzeć na szerokim świecie. Zbiory przysyłają przyjaciele moi lub Agnieszki, ale także kompletnie obce osoby. Okazuje się, że ludzie często nie wiedzą co robić ze starymi kolekcjami znaczków pocztowych, które mają dla nich wartość sentymentalną, ale niewiele więcej. Trudno jest taki klaser sprzedać, ale jeszcze trudniej jest go wyrzucić. Nie ma też komu podarować, bo młode pokolenie nie kolekcjonuje znaczków pocztowych. Ta moda przeminęła razem z analogowymi czasami, dziś kolekcjonuje się lajki na facebook-u i tworzy się różne kolekcje w świecie wirtualnym. W Polsce trzyma się stare klasery na strychu lub w piwnicy, a na zachodzie oddaje się je do dobroczynnych punktów zbiórki albo sprzedaje na pchlim targu. Teraz pojawiła się inna szansa – kolekcję z dzieciństwa można przekazać na nasz projekt. Jak na razie najwięcej znaczków przybywa do nas z Polski, tutaj najwięcej osób wie, że ich potrzebujemy. Ale dostałyśmy też przesyłki z Ameryki, Anglii, Szwajcarii, Brukseli i Australii, także wiele okazów z Niemiec – częściowo mieszkam w Berlinie, więc aktywnie ogłaszam tam mój projekt. Teraz, w odpowiedzi na nasze listy, bardzo dużo znaczków przyszło od narodowych poczt różnych państw, a także dużą liczbę wycofanych z obiegu znaczków po symbolicznych cenach zaoferowała nam Poczta Polska. Do współpracy zapraszamy również instytucje, które dostają sporo korespondencji zagranicznej. Ambasada Ukrainy już przekazała nam pierwsze znaczki. To niesamowite, że akurat pracownicy tej placówki mają czas myśleć o naszej zbiórce…

W kształtowaniu kolaży brać będą udział reprezentacje poszczególnych krajów na znaczkach, jak i ich historia. Nie da się zaplanować z góry obrazka, który powstanie?ALTERNATYWNA HISTORIA ŚWIATA

Głowę mam pełną pomysłów, ale najpierw muszę wiedzieć i widzieć ile jest jakich znaczków. Na pewno nie uda mi się zrobić pojedynczego kolażu o każdym istniejącym na świecie państwie, nie wiem czy będę dysponować odpowiednią ilością materiału np. z Mali czy Seszelów, ale być może zrobię większy kolaż o Afryce. Jednak dobrze by było, gdyby znalazły się w nim znaczki ze wszystkich zaułków tego kontynentu. Dlatego właśnie powodzenie zbiórki jest tak istotne. Powstaną też kolaże, które już teraz same się kształtują, np. „amerykański“ – na co drugim znaczku z USA jest amerykańska flaga... To ciekawe, że w zestawieniu dużych ilości znaczków z różnych państw można znaleźć powtarzające się motywy, które zgadzają się z kulturowo i politycznie rozpoznawalnym wizerunkiem danego państwa. Poza tym w trakcie pracy będę podążać za pierwszymi trzema kolażami, które niestety straciłam.

Właśnie, prace, które powstają dzięki obecnej zbiórce będą kontynuacją kompozycji pokazywanych na wystawie Czas kolażu.

Tak, wystawa odbyła się zimą 2013 roku w warszawskiej Galerii Kordegarda. Pokazałam na niej trzy kolaże ze znaczków pocztowych: Cracovię i Varsovię oraz Polskę – towarzyszący im mniejszy kolaż złożony z pozostałości użytych znaczków. W 2008 roku zaczęłam od widoku Krakowa. Był to eksperyment, pokazałam go wtedy na wystawie w krakowskiej Galerii Potocka. Na przełomie 2012 i 2013 roku powróciłam do pomysłu i powstała Varsovia, czyli widok Warszawy z prawego brzegu Wisły. Obie te prace to weduty nawiązujące do późno-renesansowych rycin. Ale na moich wedutach dzieje się więcej. Np. w Varsovii nad Wisłą kłębią się wojska, żołnierze strzelają do uwięzionych na wagonie ludzi, leje się krew. Ponad miastem prężą się osobistości związane z Warszawą – Piłsudski, Wojciechowski, Narutowicz oraz Świerczewski – odwrócony do góry nogami bohater PRL-u. Obie weduty są bogato zdobione motywami narodowymi na wzór starych panoram miejskich: są godła, herby, flagi, czuwająca nad ziemią Matka Boska oraz polski papież. Wszystko to znajduje się na polskich znaczkach pocztowych z pięciu ostatnich dekad. Wszystkie trzy kolaże – Cracovia, Varsovia i Polska zostały w marcu 2013 roku skradzione. Dwóch niezidentyfikowanych mężczyzn wyniosło je z Kordegardy. Strasznie to przeżyłam – to były prace niebywale pracochłonne i precyzyjne – zrobienie każdej z nich trwało około 3 miesiące i użyłam w nich ok 2000 fragmentów z ponad 700 znaczków z własnej kolekcji z dzieciństwa. Nie wiem, czy kiedyś dowiem się, co się stało z tymi kolażami. Wyniesienie ich z galerii zajęło złodziejom niecałe dwie minuty, działali szybko i profesjonalnie, po opuszczeniu wystawy rozeszli się. Bardzo tajemnicza historia. Niestety Narodowe Centrum Kultury, któremu podlega Kordegarda, nie przyznało mi z tytułu straty żadnego odszkodowania. Dyrekcja NCK w ogóle nie wzięła odpowiedzialności za zaistniałą sytuację, to niewiarygodne i bulwersujące. Dodatkowo NCK nie przedłużyło umowy o pracę jedynemu świadkowi kradzieży – kuratorce Marcie Czyż. To jest okropna historia, ale ja nie jestem typem płaczki i nie żyję przeszłością. Straciłam trzy ukochane prace, to zrobię nowe, ale tym razem podejdę do królestwa znaczków pocztowych na poważnie i w całej krasie pokażę potęgę wizualną tych malutkich papierków.

Znaczek zdaje się posiadać dla Pani swój fenomen – jest zarówno tworzywem, kawałkiem papieru z ząbkami, jak i małym przedstawieniem ikonograficznym, emblematem. To również dzieło i projekt grafika.

  Wiem i pamiętam o tym, w końcu jestem historyczką sztuki… Będę zdecydowanie ingerować w znaczki czyli w projekty grafików, którzy je stworzyli – czyli będę te dzieła cytować. Moją pracą zamierzam złożyć hołd znaczkom oraz ich autorom. Będę je zatem po pierwsze cytować, po drugie - prowadzić z nimi dialog i po trzecie, działać na zasadzie recyclingu.

Pani działania związane są zazwyczaj z własną biografią, Pani otoczeniem. Przywołajmy doskonały skądinąd Erotyczny ogród Apolonii. Ile jest Poli Dwurnik w kolażach, skoro w dużej mierze ich kształt definiuje dany wcześniej materiał?

Biografii Poli Dwurnik w serii kolaży nie będzie w ogóle, nie miałoby to sensu ani uzasadnienia. Ale wybór znaczków, cięcia nożyczkami i przesuwanie akcentów będą moje. Generalnie ten projekt ma dla mnie wymiar edukacyjny – już w ramach przygotowań do pracy zaczęłam czytać książki historyczne.

Badanie?

Tak, to jest badawczy projekt. Z jednej strony przyswajam informacje o świecie, aby odpowiednio konstruować kolaże, z drugiej czytam o tym, co znajduję na znaczkach. Podczas ostatniego etapu pracy dokonam interpretacji albo raczej reinterpretacji wizerunków i ich znaczeń. Przy okazji zamierzam zgłębić historię świata. Nigdy wcześniej nie miałam tak doskonałego pretekstu.

To chyba całkiem przyjemne?

Tak, rozwój i poszerzanie osobistej wiedzy poprzez własną pracę to jeden z najwspanialszych elementów zawodu artysty. Ale też będzie to ciężka, żmudna praca, miesiące pod lampą z lupą w oku. Jeszcze nigdy nie robiłam tak ambitnego, szeroko zakrojonego projektu. Nawet dwuletnia praca nad książką Dziewczyna na płótnie blednie w obliczu milionów cięć nożyczkami, jakie mnie czekają.

Poza wiedzą encyklopedyczną na pewno potrzebuje Pani również wiedzy filatelistycznej.

 Zdecydowanie mniej. Filatelista zna się na wartości znaczka, jego specyfice, autorach grafiki oraz kontekście historyczno-politycznym danej edycji – w jakim momencie i dlaczego dana seria została wyemitowana albo wycofana z obiegu. Ja podchodzę z boku i zajmuję się tym, co porzucone i niezagospodarowane – samym bogactwem wizualnym, wkładam je w inny kontekst, robię coś zupełnie przeciwnego od tego, co robi kolekcjoner…

Właśnie, działa Pani zupełnie na odwrót, „uwalniając” znaczki z klaserów i gablot, które separują je od pierwotnej funkcji.

Nie dostajemy okazów kolekcjonerskich, białych kruków. Nie ukrywam i jednoznacznie ogłaszam: będę znaczki ciąć na mniejsze elementy, będę wycinać z nich postaci i słowa, z nieba robić morze, z purchawek bordiurę. Nie niszczę znaczków, tylko je przekształcam, poza tym każdy fragment zachowam – planuję specjalną serię z niewykorzystanych elementów. Chcę działać w 100% uczciwie i z szacunkiem wobec ofiarodawców znaczków oraz samych znaczków, które są przecież małymi dziełami sztuki. Oczywiście zamierzam upewnić się u specjalisty, czy przypadkiem nie weszłam w posiadanie skarbu, którego cięcie byłoby niewskazane. Nie zamierzam niszczyć dóbr kultury.

To Pani drugi projekt, w którym współpracuje z innymi osobami. W 2013 r. dzięki platformie crowdfundingowej sukcesem zakończyła się zbiórka funduszy na książkę Dziewczyna na płótnie. Czy to tamta akcja zachęciła Panią do twórczego działania z udziałem większej grupy osób?

Faktycznie, sierpniowo-wrześniowa zbiórka funduszy na moją książkę doskonale się udała, ale już w jej trakcie planowałam projekt ze znaczkami. Kiedy w marcu ukradziono moje kolaże, zaczęłam natychmiast rozpaczliwie ich poszukiwać, także przez facebook. Jedną z pierwszych osób, które wtedy do mnie napisały, był profesor poznańskiej ASP Piotr C. Kowalski. Napisał, że ma bardzo dużo znaczków i chętnie mi je podaruje, żebym odtworzyła utracone kolaże, albo zrobiła nowe. Zareagował spontanicznie i serdecznie, dostałam od niego kopa energii, pojechałam do Poznania i Piotr wręczył mi swoje zbiory znaczków – cieszył się, że coś z nimi zrobię, prawdziwy, wrażliwy artysta, który wie, że najważniejszy jest budulec do pracy, a nie marne pocieszenia. Wtedy pomyślałam, że to świetny pomysł, żeby podejść do znaczków jeszcze raz i wciągnąć w projekt innych. Sukces „crowdfundingu“ Dziewczyna na płótnie wzmocnił mnie w decyzji o akcji „sourcefundingowej“. Wiele osób, które współfinansowały moją książkę, teraz podarowało mi swoje znaczki. Wspaniale jest czuć wokół entuzjazm i zaufanie innych ludzi – to jest energia. Kiedy oglądam przesłane kolekcje i czytam listy, które im towarzyszą, naprawdę chce mi się siedzieć pod lampą i wycinać. Na tym to polega.

Na stronie projektu widnieje informacja, ze pieczę konserwatorską nad kolażami objęła pani Magdalena Gręda, konserwatorka papieru.

Tak, w konsultacji z Magdą zrobiłam już pierwsze próby z różnymi klejami i bezkwasowymi tekturowymi podłożami. W przypadku tak intensywnej pracy z klejeniem papieru obecność profesjonalisty jest bardzo ważna – nie mogę sobie pozwolić na to, żeby moje prace za kilkadziesiąt lat się rozpadły albo żeby nieodpowiedni klej je odbarwił. Nie tylko ze względu na status tych prac jako dzieł sztuki, także ze względu na ludzi, którzy powierzają na ten cel swoje zbiory. Zanim jednak zacznę ciąć i kleić, zorganizujemy z Agnieszką wielkie porządkowanie powierzonych nam znaczków, do którego zaprosimy kilku pomocników. Znaczki będą układane krajami, seriami i barwami, niektóre tematami. Będziemy mieć na ten cel specjalnie przygotowane studio z wielkim stołem, do tego owoce, czekoladę, wodę, kawę i herbatę. Już wtedy będę w głowie układać poszczególne kolaże, choć główna praca rozpocznie się, gdy przy nich usiądę.

Zapowiada się wielki, pracochłonny projekt...

Pracochłonny i czasochłonny, ale mnie to nie odstrasza. Jestem przyzwyczajona do powolnej, mozolnej pracy oraz do tego, że jej efekty nie od razu dzielę ze światem. Dziś większość ludzi, także artystów, funkcjonuje inaczej, ale mnie nie interesuje większość. Zresztą, cały czas pracuję nad kilkunastoma seriami prac w różnych technikach i różnych pracowniach, powolutku, po trochu. To się chyba nazywa płodozmian. Albo dywersyfikacja. Albo pracoholizm… W międzyczasie będę oczywiście informować wszystkich darczyńców i osoby zaangażowane w sprawę o postępach w pracy. Agnieszka kręci materiał wideo, niedługo wyprodukujemy specjalne, piękne koperty, do których ludzie będą mogli zbierać dla nas znaczki. Go hard or go home – jak robić, to na 200%. Cieszę się z każdego znaczka, także tych brzydkich, popularnych obecnie niebieskich „priorytetów“. Gdy będę wyklejała Bałtyk, będę ich bardzo potrzebować, każdy jeden znaczek pomoże mi powiększyć kolaż i opowiedzieć więcej o morzu i o tym, co się działo na Wybrzeżu. Każdy znaczek jest więc na wagę złota.

Wielka zbiórka trwa. Znaczki przesyłać można pod adres:
Pola Dwurnik World Post Stamp 015A3G004 Al. Jana Pawła II 25 00-854 Warszawa
Adres e-mail: world.post.stamp@gmail.com
Strona projektu: www.poladwurnik.com/worldpoststamp.php
następna
strona
poprzednia
strona
przejdź do strony: 1234

Zobacz także