sztuka
MAGAZYN KULTURALNY
18 listopada 2014

Warszawska jesień z fotografią

Wciąż trwa druga edycja festiwalu Warsaw Photo Days. W tym roku tematem jest szeroko pojęta "Identyfikacja". Czy warto odstawić kubek herbaty i opatulający nas koc i poświęcić wolną chwilę na odwiedzenie kilku warszawskich galerii? Mamy czas do 23 listopada.

Przyznam, że za bardzo przyzwyczaiłam się do Fotofestiwalu. Czerwiec, grupka zaprzyjaźnionych pasjonatów fotografii, pociąg lub samochód, dobra muzyka i... do Łodzi! Zazwyczaj na jeden dzień, dwa - ale jest to zawsze pewnego rodzaju wyprawa. Człowiek nastawia się na paręnaście godzin z fotografią, umysł skupia się na kontemplowaniu dzieł, nic go nie rozprasza. Chodzi się od galerii do galerii, wśród wystaw są oczywiście i te gorsze i lepsze, ale jest ich tyle, że każdy znajdzie coś dla siebie. Pod koniec dnia siada się w łódzkiej klimatycznej knajpce, zamawia wymyślne piwo i rozmawia o tym, co widzieliśmy.

W przypadku trwającego właśnie w stolicy festiwalu Warsaw Photo Days sprawy wyglądają nieco inaczej. Mamy listopad, który, jak mówi popularny ostatnio żart, jest zbiorem wszystkich poniedziałków roku. Mieszkam w Warszawie, więc tym razem "wyprawy" nie ma żadnej. Odwiedzam wystawy trochę przy okazji - w przerwie między zajęciami, w momencie, gdy akurat mam wolną godzinę czy dwie. Nie jestem aż tak skupiona na chłonięciu zdjęć, jak w przypadku, gdy jadę do innego miasta tylko i wyłącznie w tym celu. W Łodzi na dodatek zawsze, nawet poza wernisażami, spotkam grono ciekawych ludzi. Wystawy WPD odwiedzałam w takiej porze, że w większości byłam jedyną albo jedną z dwóch osób w sali. Ma to oczywiście wiele zalet, ale sprawia wrażenie, że festiwalowi jeszcze brak rozmachu. Dość jednak o mnie, bo prawdopodobnie to ja popełniłam błąd "podchodząc" do festiwalu w taki sposób. Sam program jest bowiem dość obiecujący.

Warsaw Photo Days proponuje nam trzy główne wystawy: "Rozpoznanie" w Nowym Miejscu, "Miejsca Naznaczone" w Starej Galerii ZPAF i "Sygnatura" w Galerii Kordegarda. W ramach wydarzeń towarzyszących odbyły się już między innymi: aukcja fotografii kolekcjonerskiej w Centrum Sztuki Współczesnej, spotkania z artystami i kuratorami, pokaz specjalny filmu Karola Radziszewskiego “Książę” w Kinie.Lab oraz dwa spotkania z cyklu "Wszyscy jesteśmy fotografami vol.2". A przed nami jeszcze kilka wydarzeń.

ROZPOZNANIE

Wystawa, której wernisaż otwierał festiwal, nosi tytuł "Rozpoznanie". Tomek Albin, Georgia Krawiec, Marcin Kaliński, Michał Korta, Rafał Milach, Maciek Nabrdalik, Bartosz Nowicki, Karol Radziszewski i Ilona Szwarc prezentują projekty złożone ze zdjęć portretowych. Użycie podobnego tła, taki sam bądź podobny ubiór modeli, powtarzające się motywy - to wszystko składa się na fotografię typologiczną.  Mimo że "Rozpoznaniu" przypadł zaszczyt inauguracji WPD, uważam, że w programie są inne, bardziej warte uwagi wystawy.

MIEJSCA NAZNACZONE

Tematem przewodnim wystawy "Miejsca naznaczone" w Starej Galerii ZPAF są znaki obecności, ślady wydarzeń, piętna odciśnięte na różnych fragmentach przestrzeni. Nie zawsze pozostają one widoczne, a jeśli nawet, to nie zawsze są czytelne dla przybysza. Fotograficzne obrazy tych miejsc mogą kusić oko, uwodzić odbiorcę elementami estetyki, kompozycją, barwą, grą form, ale to tylko opakowanie skrywające głęboko to, co naprawdę jest ważnym doświadczeniem tego miejsca. Odwiedzając tę wystawę cieszyłam się, że mam okazję zobaczyć ją w momencie, gdy wszyscy są w pracy lub na uczelni. Niewątpliwie warto było pojawić się na wernisażu chociażby dla kilku słów wygłoszonych przez kuratora Andrzeja Zygmuntowicza, jednak tę wystawę najlepiej ogląda się tak, jak mi było to dane - w zupełnej ciszy. Bez tłumu ludzi. Choć autorów prac jest wielu - Anita Andrzejewska, Wojciech Beszterda, Joanna Chudy, Michał Dąbrowski, Andrzej Dobosz, Andrzej Górski, Prot Jarnuszkiewicz, Marcin Jastrzębski, Maciej Jeziorek, Karolina Jonderko, Maciek Nabrdalik, Paweł Żak, a prace różnią się od siebie tematem, czasem i sposobem wykonania, każdy projekt ma w sobie coś niepokojącego. Jeśli jest się więc niemalże samemu w galerii, otoczonym z czterech stron przez tytułowe "miejsca naznaczone", każde z nich zaczyna jakoś oddziaływać na odbiorcę. I tak stojąc przed dużymi zdjęciami Pawła Żaka, który fotografował podczas nocnych spacerów po obrzeżach miasta, potrafimy wyobrazić sobie, że to my spacerujemy po opuszczonej ulicy. Rozglądamy się po mieście, mając wrażenie, że cały świat zamarł, a czas stanął w miejscu. Jedynym tego zaprzeczeniem jest biały, samotny billboard migoczący jasnym światłem w ciemności. Zdjęcia nie są skomplikowane, to jedynie miasto nocą, przedstawione za pomocą kompozycji centralnej - a jednak przyciągają uwagę i zapadają w pamięć.

Fotografie Macieja Jeziorka zostały wykonane dziesięć lat temu. Nie wiedziałam, że Warszawa przez chwilę wyglądała w ten sposób. A wyglądała, według zdjęć Jeziorka, jak puste, zszarzałe miasto. Te zdjęcia wywołały na mnie największe wrażenie zanim przeczytałam, kiedy zostały wykonane. Nie mając tej wiedzy, stałam przed ścianą, na której powieszone są prace i próbowałam zrozumieć co się na nich stało? Czyżby to ostatnie zamknięcie Sezamu? Czemu miasto tak opustoszało? Również te obrazy niepokoją, przywodząc na myśl jakieś okropne wydarzenie, które zmusiło ludzi do porzucenia mieszkań, zabicia dechami sklepów i opuszczenia miasta. Ale nie, to tylko działania prewencyjne z okazji szczytu gospodarczego w 2004. Na poprzednim spotkaniu, w Genui, doszło do silnych starć między antyglobalistami i policją, Miasto mocno ucierpiało, były ofiary śmiertelne. Warszawa postanowiła odpowiednio przygotować się na ewentualną wizytę nieproszonych gości. Witryny sklepowe zostały pozabijane płytami paździerzowymi i deskami, gdzieniegdzie pozostawiano barierki i rozciągnięto taśmy, pomniki pochowano w drewnianych pudłach, a niektóre zdemontowano. Miasto opustoszało, zszarzało i zbrzydło. Warszawska jesień z fotografią

Na wielką uwagę zasługują również prace Karoliny Jonderko, w których historia odgrywa akurat ogromną rolę. Na pierwszy rzut oka oglądamy zwykłą dokumentację przestrzeni mieszkalnych, których właścicielami są dorośli, nastolatki i dzieci. Z tą różnicą, że właściciele ci wyszli pewnego dnia z domu i już nigdy do niego nie wrócili. Tworząc Projekt "Lost", Jonderko przejechała 7,200 km, by odwiedzić polskie domy, w których jedna z mieszkającym tam niegdyś osób została uznana za zaginioną. Za zgodą rodziny fotografowała ich pokoje. Cykl uzmysławia nam przejmującą pustkę, z którą muszą na co dzień mierzyć się rodziny zaginionych.

SYGNATURA

Przyznaję, że często mam problem ze zrozumieniem takiego rodzaju prac, jakie prezentowane są w ramach festiwalu w Galerii Kordegarda. Wystawa "Sygnatura" to subiektywny wybór dzieł z okresu od lat 60. XX wieku aż po współczesność, dla których obraz fotograficzny jest polem ingerencji artystów. Mamy więc kilka prac, bardziej lub mniej związanych z fotografią, na których artyści zostawili "swój ślad". Wystawa jest zaskakująco niewielka. Mi silnie zapadł w pamięć jedynie kolaż Łodzi Kaliskiej o intrygującym tytule "Instrukcja zabijania sztuki". Podczas wysłuchiwania Janiaka i Wielogórskiego, obecnych na spotkaniu z artystami, wielokrotnie uśmiechnęłam się pod nosem i kiwnęłam głową. Panowie mają rację! Być może nawet odkryłam właśnie powód, dlaczego tak ciężko przychodzi mi zrozumienie sztuki awangardowej, sztuki współczesnej czy każdego innego rodzaju sztuki, który nie polega na banalnym przekazie "Polacy walczący za ojczyznę", w stylu Matejki. Szkoła okradła mnie z takich doświadczeń i dopiero na studiach nadrabiam zaległości, niepewnie czując się jeszcze na tym gruncie. Polski system edukacji nie potrzebuje żadnej instrukcji jak zabijać sztukę, on w większości (bo jak zawsze bywają wyjątki) już od lat doskonale wie, jak to robić! Pracy Łodzi Kaliskiej towarzyszy "Oda do naroda", w której autorzy ubolewają nad tym, jaka sztuka jest nadal w Polsce najważniejsza, jakich artystów oglądają dzieci na wycieczkach szkolnych i jakie lektury są wciąż wałkowane na lekcjach, wypierając dzieła Mrożka czy Gombrowicza. Czytamy prześmiewcze słowa i nie możemy się nie zgodzić:

 I Niech żyje Ministerstwo Pana Tadeusza

       i Świtezianki

oraz Departament Rozdartej Koszuli

      i Krwawej Rany

Niech żyje Mesjanizm wiecznie żywy.

(...)

Andy (Warholu) gdybyś żył w Polsce

umarłbyś (nie tylko z głodu)

WSZYSCY JESTEŚMY FOTOGRAFAMI

W ramach festiwalu obyły się dwa spotkania z uwielbianego przeze mnie cyklu Wszyscy jesteśmy fotografami vol. 2. Tym razem w Barze Studio wykłady prowadzili Kuba Dąbrowski i Mikołaj Grynberg. Niestety miałam okazję uczestniczyć tylko w pierwszym z nich. Kuba Dąbrowski opowiadał o portrecie w fotografii, żonglując takimi nazwiskami jak Walker Evans, Philip-Lorca diCorcia, Stefania Gurdowa, August Sander, Diane Arbus, Irving Penn, Bogdan Krężel czy Antonin Kratochvil. Nieco chaotycznie (czyżby z powodu stresu?), ale i przez to w dość uroczy sposób, tłumaczył słuchaczom, że fotografia portretowa jest jak tłumaczenie poezji. Portret jest więc osobistym tłumaczeniem osoby przez fotografa, wykonanym dla ludzi, którzy jej nie znają. Na spotkaniu, jak na wszystkich innych z tego cyklu, pojawił się tłum zainteresowanych.

SLIDELUCK

W tym miesiącu pierwszy raz zawitała  do Warszawy nietypowa formuła Slideluck. Nigdy wcześniej nie miałam okazji uczestniczyć w pokazie zdjęć w takiej formie i jestem pozytywnie zaskoczona. Na trzecim piętrze Domu Towarowego Braci Jabłkowskich zorganizowany był pokaz zdjęć połączony z... ucztą. Każdy uczestnik pokazu proszony był o przyniesienie składkowego jedzenia. I tak, przed oglądaniem zdjęć oraz w przerwie, można było spróbować różnych potraw. Sprawiło to, że zamiast "suchego" pokazu zdjęć, spotkanie nabrało niemal rodzinnego charakteru. Ciekawy cykl pod tytułem  "Until Uproductive" stworzyła Christina Stohn. Surowe fotografie Stohn zostały wykonane w miejscu przypominającym call center, a efekt wzmocniony był dźwiękami rozmów przez telefon. Fan Shi San przemierzył na rowerze tereny położone w okolicy Muru Chińskiego. Uchwycił tamtejsze niesamowite krajobrazy, które zupełnie kłócą się z naszym wyobrażeniem o przeludnionych Chinach. Adrian Wykrota w poruszającym cyklu Powrót pokazał zmagania osób wykluczonych społecznie. Fotografie zostały wykonane w Polsce, w miejscach, gdzie osoby wykluczone tworzą wspólnoty, w których dzięki ustalonym zasadom: zakaz spożywania alkoholu, zażywania narkotyków, wspólna praca na rzecz wspólnoty, reintegracja starają się powrócić do wymarzonego „normalnego życia” oraz w Holandii, gdzie Liderzy, niegdyś bezdomni, więźniowie, czy osoby nieuzależnione pracują z bezdomnymi Polakami. Zwycięzcą Slidelucku jest zaś Michał Adamski, którego projekt "Skrywana rzeczywistość" to próba odnalezienia  prawdziwej tożsamości własnego miasta. Jak przyznaje artysta, Poznań nie tylko nie jest dla niego  Nowym Jorkiem, nie jest również po prostu szacownym, mieszczańskim Poznaniem z bogatą i chwalebną tradycją oraz teraźniejszością pełną zaradnej przedsiębiorczości. Pod tą zewnętrzną powłoką Adamski poszukuje obrazów ujawniających cienie zaludniające indywidualną i zbiorową podświadomość swoich współmieszkańców. Zdjęcia Wykroty, wyraźnie inspirowane twórczością Andersa Petersena, możemy oglądać również w Galerii Obok ZPAF. Slideluck miał oczywiście kilka niedociągnięć - na sali było przeraźliwie zimno, uwagę od fotografii odciągał migający po lewej stronie ekran, a niektóre projekty prezentowane były bez słowa wstępu. Inne zawierały tekst, ale dla osób z dalszych rzędów był on niewidoczny. Organizatorzy powinni przed każdym projektem powiedzieć chociaż jedno zdanie o tym, kto jest autorem zdjęć i czego będzie dotyczyła praca. To jednak pierwsza edycja Slidelucku w Polsce, więc jest szansa na poprawę. A formuła jest bardzo obiecująca.

WLKP/TERAZ

Z pracami wspomnianego wcześniej Adama Wykroty miałam okazję zapoznać się również podczas prezentacji projektu "Wielkopolska Teraz" w Starej Galerii ZPAF. Mariusz Forecki na wstępie wyjaśnił ideę projektu. Czwórka fotografów postawiła sobie za cel dokumentowanie codziennego życia regionu w którym mieszkają i pracują - nie po raz pierwszy słyszymy taki pomysł. A jednak twórcy "Wielkopolska teraz" na swojej stronie łączą stare z nowym. Każdy cykl zdjęć traktujący o danym temacie zestawiony jest z archiwalnymi pracami pokazującymi, jak wyglądała Wielkopolska kiedyś. U obecnych na spotkaniu gości dużą radość wywołały fotografie ślubne sprzed 20-30 lat. Wielkopolscy fotografowie zadbali również o dobrą atmosferę podczas pokazu, częstując nas... regionalnym piwem. Po chwili więc na sali było słychać charakterystyczne "pssst" otwieranych puszek, co w połączeniu z odgłosami wielkopolskiej wsi puszczanymi z głośników stworzyło przyjemny, swojski klimat. Zdjęcia prezentowane przez Michała Adamskiego i Andrzeja Dobosza to zaledwie zalążek tego, co czeka nas w przyszłości ze strony twórców projektu. Zalążek ten jest jednak bardzo interesujący. Dobrze, że w czasach, gdy wiele osób zdaje się lekceważyć wartość dobrej fotografi dokumentalnej, znaleźli się ludzie, którzy na najwyższym poziomie starają się przekazać obraz regionu, który ich zafascynował. Zwieńczeniem projektu ma być wydanie albumu.

Na początku tego tekstu porównywałam Warsaw Photo Days do Fotofestiwalu w Łodzi i mówiłam, że temu pierwszemu brak jeszcze rozmachu. Oczywiście, świadomie trochę przesadzam. Fotofestiwal przez trzynaście edycji zdążył dopracować większość niedociągnięć i rozwiązać problemy, jakie pojawiają się przy organizacji takiego wydarzenia, a także zyskać sobie wielu fanów. WPD ma miejsce dopiero drugi raz, więc i tak nieźle sobie radzi. Liczę na to, że w kolejnych latach warszawski festiwal rozwinie skrzydła i pojawi się na nim więcej artystów, zarówno światowej sławy, jak i tych z naszego polskiego podwórka. Może warto też stworzyć prawdziwe centrum festiwalowe? Warszawiacy są spragnieni dobrej fotografii! A ci, którzy są ciekawi tegorocznej edycji, prócz opisanych wyżej wystaw, mają jeszcze szansę uczestniczyć w wykładach w Starej Galerii ZPAF pt. "Najchętniej poświęciłbym się fotografii - o twórczości Wojciecha Zamecznika" 18.11 (wtorek) oraz "Identyfikacja: Miasto. Kolekcja Wrzesińska" 21.11 (piątek). Finisaż festiwalu odbędzie się 23.11 w KINIE.LAB o godzinie 18:00. Zostaną zam zaprezentowane filmy Józefa Robakowskiego, Pawła Kwieka, Zbigniewa Libery, Joanny Zastróżnej. Nastąpi także ogłoszenie zwycięzcy konkursu dla młodych twórców Many Hands.

Warsaw Photo Days

24.10-23.11

Organizator: OW ZPAF

następna
strona
poprzednia
strona
przejdź do strony: 1234

Zobacz także