teatr
MAGAZYN KULTURALNY
22 grudnia 2014

Współczesne oblicza języka

Po głośnej premierze „Między nami dobrze jest” i jego długiej karierze na deskach polskich oraz zagranicznych teatrów Grzegorz Jarzyna postanowił dać swojemu spektaklowi drugie życie. Można mieć oczywiście wątpliwości, czy kolaboracja między teatrem i filmem może sprostać wymaganiom kinowego ekranu.

Kadr z "Między nami dobrze jest" Grzegorza Jarzyny, fot. Stowarzyszenie Nowe Horyzonty

Nie bez powodu hasło „teatr telewizji” funkcjonuje często jako określenie pewnego sztucznego tworu słabszej jakości, który pod wpływem kamery nieco traci ze swej teatralnej ekspresji. Jednak w przypadku realizacji Jarzyny język filmowy zamienia się w kolejne ostrze wymierzone prosto w widza.

Bo też i język jako taki wydaje się jednym z centralnych problemów sztuki Masłowskiej. Żaden z bohaterów Między nami dobrze jest nie mówi własnym głosem, bo ten został zastąpiony przez zgrabny frazes, cytat bądź slogan z pierwszych stron gazet. Wszyscy zanurzeni są w tym potoku sztucznych, zgrabnych połączeń słownych na każdą okazję, przyswajanych równie bezrefleksyjnie, jak i pobieżnie. Język codzienny został zagarnięty przez speców od marketingu i dziennikarskich hochsztaplerów, którzy codziennie dorzucają coraz to nowsze cegiełki do barwnej wizji rzeczywistości z katalogu Ikea i podrzędnego magazynu dla pań. Wygenerowany w ten sposób świat pragnień i aspiracji określa przestrzeń życiową bohaterów. Każdy z nich pada ofiarą tej symbolicznej przemocy, choć na różne sposoby.

Siła tekstu Masłowskiej polega na ironicznym, ostrym graniu dysonansami, które powstają na styku języka mediów a świata rzeczywistego. Z jednej strony obserwujemy takie postaci, jak Bożena czy Halina - bezwiednie przyswajają one opowieści o rzeczywistości, który nie ma nic wspólnego z przestrzenią ich ciasnej, wyrzuconej poza margines kawalerki. Wygrzebana z kosza na śmieci gazeta to dla nich zbiór przepisów na lepsze życie, które nie jest i prawdopodobnie nie będzie ich udziałem. Jako konsumentki gorszego sortu nie są adresatkami medialnych komunikatów, przez co tym chętniej adaptują je na własny użytek. O permanentnym braku i niedopasowaniu mówią zaprzeczonym, marketingowym tekstem „nadmiaru”, bo to on wyznacza stanowi dla nich punkt odniesienia. Dzięki temu obie tworzą iluzję bycia w głównym nurcie codzienności, z którego w rzeczywistości zostały wyłączone.

Z kolei Reżyser czy Edyta próbują się do językowego obrazu świata ustosunkować zupełnie inaczej. Chociaż są tymi bohaterami, o których i do których mówią współczesne media, to usilnie (choć pozornie) starają się wyłamać z narzucanych im ram. Są głównymi beneficjentami tak skonstruowanego, narzucanego porządku i nie mają zamiaru rezygnować ze swoich przywilejów. Raz na jakiś czas zsiadają z wygodnych, korporacyjnych foteli współczesnego Parnasu po to, by za pośrednictwem ekranu dotrzeć do „prawdy o świecie”. I tę przestrzeń jednak zaadoptowały na własne potrzeby i podporządkowały media. Reżyser jako ten, który te wizualne pozory prawdy tworzy, i Edyta jako odbiorca, to dwie strony gry w społeczną wrażliwość, która kończy się chwilę po wyjściu z kina.

W Między nami dobrze jest język marketingu to siła o tyle wszechogarniająca, co też pozorna. Wszystkie frazesy wkładane w usta bohaterów Masłowskiej pozostają przecież tylko frazesami – pozbawionymi realnej mocy słowami, które jedynie przykrywają i umacniają istniejące podziały. Pod tą cienką, błyszczącą warstwą glamouru wszystko pozostaje po staremu. I przede wszystkim – po polsku. Bo to właśnie polskość jest głównym podmiotem językowych manipulacji, które krok po kroku punktuje Jarzyna, by ostatecznie w końcowym akcie deziluzji i monologu Małej Metalowej Dziewczynki ostatecznie skompromitować.

Współczesne oblicza języka

W tym miejscu wróćmy do języka filmowego, który po części jest jednym z oskarżonych w tym teatralnym procesie. Zaletą przeniesienia spektaklu Jarzyny na ekran kinowy jest możliwość bardziej dosłownego niż w teatrze wykorzystania chwytów audiowizualnych, za pomocą których konstruowana jest medialna kraina aspiracji przeciętnego Polaka. W Między nami dobrze jest zostały one jednak użyte w zupełnie innym celu. Te same narzędzia, które bajeczną iluzję na co dzień tworzą, tu posłużyły właśnie do jej przewrotnej autokompromitacji. Wszyscy dostajemy popkulturową, opakowaną w rozrywkę i sensację wizję życia zapośredniczoną właśnie przez większy lub mniejszy ekran – jedno z najważniejszych kanałów dystrybucji lepszych niż „bycie Polakiem” modeli życia.

Język, który kreuje świat Masłowskiej i Jarzyny, to nie tylko slogany i nagłówki, lecz także obraz – poprawiony, podkoloryzowany i nieprawdziwy. Tak jak Halina i Bożena przed ekranem telewizora, tak i widzowie na sali kinowej mimowolnie stają się ofiarami wyśmiewanego mechanizmu. Bo niby wiemy, że to wszystko gra różnymi konwencjami, i z przyjemnością w niej uczestniczymy jako pozornie postronni obserwatorzy. Po to, aby na końcu odkryć, że ostrze krytyki wymierzone jest prosto w nas samych.

Dorota Masłowska, Między nami dobrze jest
Reżyseria: Grzegorz Jarzyna
Producent: TR Warszawa
Koproducenci: Narodowy Instytut Audiowizualny oraz Fundacja Generacja TR
Dystrybutor: Stowarzyszenie Nowe Horyzonty
www.mndj.pl
następna
strona
poprzednia
strona
przejdź do strony: 12

Zobacz także