muzyka
MAGAZYN KULTURALNY
07 kwietnia 2015

DZIEWCZĘCY PIOTRUŚ PAN

„Najlepiej mi się pisze w domu, kiedy są zamknięte drzwi. Najlepiej rano, bardzo rano lub wieczorem, kiedy są światełka... włączam sobie światełka choinkowe i robię herbatkę dla klimatu” – Sonia pisze piosenki opowiedziała nam o wielu odcieniach muzykowania. W sierpniu możecie jej posłuchać na OFF Festivalu.

© Sonia pisze piosenki

Filmy Disneya, różowy kolor, brokat, właściwie dziewczęcy Piotruś Pan. Masz poczucie, że śpiewasz w imieniu innych, podobnych sobie?

Wydaję mi się, że tak. Od jakiegoś czasu piszę piosenki z myślą o tym, że ktoś może się z nimi utożsamić. Wcześniej wydawało mi się, że tylko przelewam na papier to, co czuję i że to jest bardzo intymne, osobiste. W tym momencie myślę, że mogłabym dotykać tematów ogólnych, które dotyczą każdego. Spokojnie mogę być takim bohaterem, patronką ludzi wrażliwych i z wyobraźnią.

Dużo jest takich ludzi?

Zdecydowanie tak, z dnia na dzień poznaję ich coraz więcej. Jestem bardzo szczęśliwa, że są tacy ludzie, bo w zasadzie oni też są inspiracją. Niektórzy zostali już opisani w moich piosenkach. Jestem wdzięczna za to, że są, bo bez nich byłoby naprawdę mało kolorowo na świecie. Oni nadają życiu czegoś pięknego.

Są dla Ciebie motywacją do dalszego tworzenia?

Oczywiście, że tak, tylko... Trudne pytanie, bo kiedy człowiek chwali moją muzykę to znaczy, że w jakiś sposób jest do mnie podobny, podobnie odbiera. Ta osoba chwali tę muzykę w związku z czym... to nie jest łatwe, trudno mi jest odpowiedzieć.

Twoja przygoda z muzyką zaczęła się właściwie w Eufemii, bardzo specyficzne miejsce i też specyficzni ludzie. Myślisz, że to właśnie tacy ludzie są Twoimi odbiorcami?

Muszę doprecyzować, że przed występami w Eufemii grałam też w innych miejscach, natomiast to były bardzo ciche koncerty i raczej dla znajomych. Natomiast ten występ w Eufemii był takim swoistym chrztem w środowisku songwriterów. To było chyba dwa lata temu podczas wieczorku songwriterskiego. Tam grali na przykład Coldair, z tego co pamiętam też Bobby The Unicorn, czyli songwriterscy wyjadacze. Czy gram dla tego towarzystwa? Wydaję mi się, że nie tylko. Absolutnie nie tylko, bo czasami dostaję bardzo miłe recenzje od ludzi, którzy są znacznie starsi od nas i mają większe doświadczenie. Więc to jest różnie, myślę, że ta muzyka jest skierowana jednak do wszystkich, którzy chcą czegoś słodkiego, ładnego i miłego od życia. Albo wymagają tego od muzyki.

Myślisz, że tak bardzo intymna muzyka może się obronić wśród większej publiczności, na większej scenie?

Oczywiście, że tak. Pod warunkiem, że zrobi się odpowiedni nastrój i tego się wymaga od artysty, jak i od publiczności. Jeżeli publiczność i artysta będą współgrać ze sobą, to oczywiście można to zrobić wszędzie. Ja sama jestem zwolenniczką małych imprez i najchętniej śpiewam w klimatycznych kawiarniach, bo tam znosi się dystans pomiędzy artystą a publicznością. Można wtedy stworzyć coś naprawdę niepowtarzalnego, co jest ogromnym, niezapomnianym przeżyciem dla obu stron. Natomiast festiwale, czemu nie? Zawsze fajna sprawa, zawsze warto być, zawsze warto grać.

Wystąpiłaś na Halfway Festival, podobało Ci się?DZIEWCZĘCY PIOTRUŚ PAN

Bardzo, bardzo. Na Halfwayu jest świetnie. Chociaż jest to festiwal, to czuje się tam człowiek niczym na spotkaniu rodzinnym. Faktycznie nie ma tego dystansu, który zazwyczaj się wytwarza na wielkich imprezach. To jest organizowane w amfiteatrze i publiczność znajduje się niesamowicie blisko artysty, koncerty są magiczne. Inna sprawa, że tam ludzie są naprawdę przyjaźnie nastawieni do siebie. Podobno Halfway jest najczystszym festiwalem, tam w ogóle nie ma śmieci, ludzie są kulturalni, uśmiechają się do siebie, nie ma chamszczyzny, nikt na nikogo nie krzyczy. Halfway jest naprawdę niezapomnianą imprezą i myślę, że stwierdzi to każdy, kto tam pojedzie, bo też fantastyczni artyści tam występują, naprawdę fantastyczni. Miałam okazję obejrzeć koncert między innymi Fismolla czy Pascal Pinon. To było dla mnie bardzo ważne, po koncercie pobiegłam do dziewczyn i trzymałam ręce złożone jak do modlitwy i mówiłam: „Boże, jakie wy jesteście cudowne! Jesteście takie piękne, takie cudowne i twórzcie zawsze tak pięknie”. Widziałam jeszcze My Brightest Diamond, też świetnie. Każdy z tych koncertów był niepowtarzalny i zapadł mi w pamięć, także polecam Halfwaya wszystkim czytelnikom Magazynu Kulturalnego.

W jednym z wywiadów przyznałaś, że bardzo lubisz opowiadać o sobie. Właśnie taką rolę maja pełnić songwriterzy? Dzielić się swoimi historiami z ludźmi?

Oczywiście, że tak. Songwriting przede wszystkim jest opowiadaniem o sobie, swoich przeżyciach, uczuciach, o swoich historiach. Z drugiej strony lubię coraz bardziej opowiadać o ludziach, nie tylko osobie. Jedną z piosenek, którą napisałam na nowy materiał, poświęciłam różnym osobom, które bardzo kocham. To jest piosenka o bardzo różnych odcieniach miłości: rodzicielskiej, tej fizycznej, przyjaźni. Miłość wiele ma imion i opisałam tam różne sytuacje, w których byłam z różnymi osobami albo ktoś był i kiedyś mi o nich opowiadał. Myślę, że też warto robić muzyczne portrety osób, tak aby się utrwaliły, to by było super.

W jakich okolicznościach piszesz?

Najlepiej mi się pisze w domu, kiedy są zamknięte drzwi. Najlepiej rano, bardzo rano lub wieczorem, kiedy są światełka... włączam sobie światełka choinkowe i robię herbatkę dla klimatu. Jest cisza, wtedy zdecydowanie najlepiej się pisze, bo jest klimacik po prostu. A jeśli chodzi o rano, to lubię ten moment, kiedy niebo jest różowo-niebieskie, takie pastelowe.

Przez parę dni zbierasz materiał na piosenkę i wtedy siadasz i piszesz czy bardzo spontanicznie to przychodzi?

Różnie, bo raz siądę sobie i wymyślę jakiś motyw, potem go zostawię. Dobrze jest odstawić na pewien czas jakiś motyw, żeby potem osłuchać to na chłodno i stwierdzić, czy się nadaje. A czasami to jest bardzo spontaniczne, coś czytam i nagle jakaś myśl w książce wydaje mi się inspirująca, albo wydarzy się coś ciekawego w moim życiu, coś co jest ładne i można by o tym napisać. Jest różnie.

Zaczynasz od słów czy od muzyki?

Zawsze od muzyki. Muszę się przyznać, że bardzo nie lubię pisać słów. Naprawdę nie znoszę, serio, w całym songwriterstwie najbardziej lubię samo wykonywanie piosenek. Jest mi to najbliższe, to wyładowywanie siebie. Na drugim miejscu lubię pisać muzykę, potem bardzo bardzo długo nic, a gdzieś tam na trzydziestym piątym miejscu są słowa. Dobrze jest dobrać to odpowiednio i ważyć je, a ja mam z tym odrobinę problemu. Chciałabym jak najpiękniej i to w jakiś sposób może mnie jednocześnie ograniczać, zdaję sobie z tego sprawę.

Co Cię skłoniło do podzielenia się swoimi kompozycjami z szerszą publicznością? Wiele osób pisze do szuflady i nie wychodzi z tym do ludzi, Ty to zrobiłaś.

Bo ja jestem takim rodzajem ekshibicjonisty. Nie potrafię chować nigdy swoich emocji, tego, co się we mnie dzieje. Introwertyczność jest mi zupełnie obca, w związku z czym nigdy nie myślałam o tym, żeby te piosenki były w szufladzie, zawsze chciałam je pokazywać światu i dzielić się nimi. Wydaje mi się, że w życiu chodzi o to, żeby dać od siebie. Pisanie do szuflady nie jest takim dawaniem od siebie, ale można polemizować. Pisanie do szuflady może być ograniczaniem siebie, a pokazywanie tego to jest już wyzwanie, zmierzenie się z wieloma rzeczami.

Najbardziej lubisz koncertować.

Tak, koncertowanie jest bardzo przyjemną rzeczą. Poznałam naprawdę wiele wspaniałych osób podczas tras z Lily Hates Roses czy na trasie z Asią i Kotami. Poznałam też świetnych muzyków i oczywiście miejsca. Nie mówię tutaj tylko o kawiarniach. Zawsze po koncercie chodziło się na miasto i się oglądało. Albo rano na spacer. To ma same pozytywne aspekty, żadnych negatywnych.

Czy widzisz różnicę w innych miastach w odbiorze Twojej muzyki?

Myślę, że reakcja publiczności nie jest zależna od miast. Czasami jest weselej, czasami jest bardziej tak na refleksyjno. Najfajniejsza reakcja publiczności była podczas występu w Oświęcimiu pod koniec zeszłego roku. Zrobiło się wtedy super wesoło i czułam się, jakbym rozmawiała właściwie ze swoimi dobrymi znajomymi. Właśnie taka była dla mnie cała publiczność. Ja też powiedziałam parę dziwnych rzeczy na przykład: „Wesoło tu macie w Oświęcimiu”. Zazwyczaj publiczność jest bardzo fajnie nastawiona i naprawdę udaje się stworzyć nam niezapomnianą atmosferę.

Czy rynek muzyczny w Polsce odpowiada na oczekiwania młodych twórców?

Ciężkie pytanie.

Czy czujesz jakieś wsparcie instytucjonalne, czy łatwo się przebić czy raczej to graniczy z cudem...

To mocno zależy od artysty. Zależy czy chcesz to robić dla szerokiej publiczności komercyjnie czy jednak wolisz się utrzymać w świadku undergroundowym, bo to jest bardzo różnie. Na pewno bardzo pomaga Internet, wszystkie nośniki, wszystkie strony, portale typu Facebook, YouTube. To wszystko leci od razu i jest to najlepszy środek promocyjny, potrafi zdziałać cuda.

Wystąpiłaś również na Targach Muzycznych.

Absolutnie fantastyczna impreza, podczas której poznałam wielu muzyków. Nakupowałam sobie płyt. Polecam każdemu pójść chociaż raz na targi, bo tam się właściwie oddycha muzyką, także to jest spoczko.

Na targach grałaś cover Modern Talking. Czy możemy się spodziewać czegoś tanecznego na Twoim nowym materiale?

Tanecznego, to raczej nie. Natomiast spodziewam się, że będzie zdecydowanie więcej instrumentów. Uchylę rąbka tajemnicy. Na nowym materiale chciałabym, żeby nie tylko było dość ascetycznie, jak kiedyś ktoś pisał. Na pewno chciałabym więcej klawiszy do pierwszego singla, mam już to w głowie. Tam to bym w ogóle chciała też bębny i nawet skrzypce. To wszystko kiełkuje, pomysły powstają wraz z nowym materiałem. Jeśli chodzi o Modern Talking, to był to taki mały skok w bok. Bardzo lubię robić covery, ale takie covery covery w sensie, żeby zupełnie zmienić nastrój piosenki, a nie tylko odegrać oryginał od nowa. Z Modern Talking pomysł narodził się na imprezie u znajomej. Bawiliśmy się do starych hitów z lat 70., 80., 90. Włączyłam Modern Talking i nagle padła myśl, co by było, gdyby zrobić z tego cover. Wzięłam gitarę, akurat była, bo to było towarzystwo muzyczne. Wzięłam gitarę i stwierdziłam „o kurde, to jest świetny pomysł”. Opatentowałam to i ludziom bardzo się to podoba i reagują zawsze żywo. Nie było jeszcze tak, że ktoś siedział i nie stwierdził „ojej”. Człowiek albo się roześmiał, albo się z tego zaśmiał, bo może moje wykonanie wydawało się zabawne, ale też bardzo dużo ludzi mówiło naprawdę miłe słowa o tym coverze. Myślę, że ten cover Modern Talking to jest jedna z lepszych rzeczy, które udało mi się zrobić muzycznie.

Zmieniłaś całkiem sens tej piosenki. Wypłynął tekst.

To prawda. Kiedy słucha się wersji Modern Talking, to tekstu się absolutnie nie słyszy, tylko przypomina się sobie tych fajnych, uroczych ziomeczków i ewentualnie się potupie nóżką czy potańczy. Faktycznie ta warstwa tekstowa jest gdzieś tam ukryta. 

Twój nowy materiał będzie w jakiś sposób odcinał się od poprzedniej EP-ki czy będzie jej kontynuacją?

Na razie to wszystko jest w mojej wyobraźni, bo jeszcze nie weszliśmy do studia, nie mamy tego obgadanego.

A kiedy planujecie?

Przed wakacjami będą trwały  bardzo intensywne prace, ponieważ już na wiosnę planujemy powrót. Na początku maja zagram na Assymetry Festival we Wrocławiu i już mniej więcej w tym czasie chciałabym, żeby się coś pięknego zadziało. Żeby nowe nagrania ujrzały światło dzienne, nowe coś w każdym razie, a być może do końca roku ukaże się nowe wydawnictwo, bardzo bym tego chciała. Ale na pewno trzeba wypatrywać, bo jeszcze o mnie usłyszycie.

Największe muzyczne marzenie?

Czy ja mam marzenia? Nie no mam! Muzyczne? Generalnie nigdy się nie zastanawiałam, bo jako tako moje muzyczne marzenia się już spełniły. Zawsze jako mała dziewczynka chciałam być wokalistką, pełnić rolę muzyka, jeździć i śpiewać. Właściwie już to robię, więc jest super. Chociaż przyznaję, że najfajniej by było chyba nagrać longplaya. A to jest do zrobienia, co mnie bardzo cieszy.

A jak widzisz siebie za dziesięć lat?

Na pewno jestem szaloną mamusią swoich bardzo pięknych dzieci. Uprawiam na balkonie lawendę i poziomki. Gram. Utrzymuję się z korekty tekstów w wydawnictwach. 

soniapiszepioseneki.tumblr.com

facebook.com/sonia-pisze-piosenki

następna
strona
poprzednia
strona
przejdź do strony: 1234

Zobacz także