sztuka
MAGAZYN KULTURALNY
11 kwietnia 2015

Kunst kann nich modern sein

Nieco karykaturalna kreska i charakterystyczne, niedbałe kolorowanie – po tym można rozpoznać prace Egona Schielego, malarza, który połączył subtelną wiedeńską secesję z pełnym silnych emocji i erotyzmu ekspresjonizmem.

Self Portrait with Lowered Head - Egon Schiele, Wikimedia Commons

Podobno zaczęło się tak: w 1907 r. przekonany o własnym geniuszu Egon Schiele przyjechał do Wiednia i wręczył Gustavowi Klimtowi, największemu wówczas artyście c. k. monarchii, teczkę ze swoimi szkicami.

- Czy mam talent?

- Dużo za dużo! - miał odpowiedzieć mistrz wiedeńskiej secesji.

Młody Schiele został ulubionym uczniem - a wkrótce też najbliższym przyjacielem - Klimta. W jego wczesnych obrazach jasno widać inspirację, zarówno w stylu, jak i w podejmowanych tematach. Pojawiają się wariacje na temat charakterystycznych ornamentów znanych np. z Pocałunku, który podziwiać można na kubkach i długopisach w większości sklepów z pamiątkami w Wiedniu. W latach 1907-10 Schiele tworzył wyraźnie secesyjne portrety i pejzaże, interpretował dzieła Klimta i Kokoschki. Oprócz tego ćwiczył warsztat malarski, poszukiwał ulubionych narzędzi twórczych i trenował szkicowanie. W tej ostatniej kwestii doszedł wkrótce do perfekcji: jego mocna, rozedrgana kreska sprawia wrażenie pociągniętej całkiem bezmyślnie i spontanicznie, a jednak jest zawsze poprowadzona bezbłędnie.

Uczeń bardzo szybko przerósł mistrza. W 1912 r. Schiele namalował obraz pt. Eremici. Jest to utrzymana w ciemnych barwach kwadratowa kompozycja, na której widać dwóch mężczyzn – z przodu autora dzieła, a za nim właśnie mistrza, czyli Gustava Klimta. Ewidentnie młodszy prowadzi tutaj starszego, pokazuje mu drogę i jest dla niego wsparciem. Schiele był bardzo pewny swoich umiejętności i nie miał wątpliwości, że jego malarstwo jest bardzo dobre. Ale oto był też przekonany, że zdetronizował Klimta. Co ciekawe, ich relacja była niemalże synowsko-ojcowska, więc ten ostatni patrzył z dumą na postępy butnego ucznia. Nie przeszkadzało mu nawet, że Schiele podkradał mu modelki.

O dziwo, nie wszyscy w Wiedniu zgadzali się z opinią Schielego na jego własny temat. Np. Oskar Kokoschka, również słynny ekspresjonista austriacki, starszy od Schielego o zaledwie cztery lata, kompletnie nie brał do głowy, że protegowany Klimta mógłby być dla niego konkurencją. Uważał, że ten nie wyzbył się jeszcze do końca „secesyjności” i przez to nie może stworzyć niczego wielkiego. Rywalizował raczej z – nieco już dzisiaj zapomnianym - Maksem Oppenheimerem. Cóż, kiedy wpisujemy w Google Grafika to nazwisko, wśród pierwszych wyników są jego portrety, namalowane przez... Schielego. Wygląda na to, że Kokoschka źle zidentyfikował zagrożenie. Niedługo jednak przejmował się opinią Wiedeńczyków, gdyż zaczął robić karierę w Berlinie.

Fakt faktem, Egon Schiele nawet nie próbował przekreślać secesji. Swoje poglądy wyraził jasno i zwięźle pod jednym z rysunków, które wykonał podczas swojego krótkiego pobytu w areszcie (zarzucono mu szerzenie pornografii): „Kunst Kann Nicht Modern Sein; Kunst ist Urewig”, czyli „Sztuka nie może być nowoczesna; sztuka jest wieczna.” W czasach, kiedy prawie każde ugrupowanie polityczne, literackie czy artystyczne zaczynało od manifestu przekreślającego wszelkie dokonania poprzedników, kiedy świat zmieniał się z niespotykaną wcześniej szybkością i wszyscy mieli ambicję dogonić te zmiany, a nawet stanąć na ich czele, podejście przyjmujące ze spokojem sztukę jako monolit raczej niż proces dialektyczny było niemalże niespotykane. Dlatego taki Kokoschka nie zważał na Schielego: ten ostatni nie miał potrzeby buntu, odcięcia się, przekreślenia wszystkiego, co było wcześniej. Swój charakterystyczny styl wykształcił właśnie na styku ślicznej i ugładzonej secesji oraz ekspresjonizmu, czyli esencji modernistycznych tendencji psychologizujących.

Schiele był bardzo świadomy swoich korzeni i lubił je podkreślać. W obrazie pt. Ksiądz i zakonnica z 1912 r. stworzył on mroczną wersję Pocałunku. Dzieło Klimta przedstawia piękną i delikatną realizację miłości. U Schielego sytuacja jest skrajnie różna: bohaterami obrazu (jak sama nazwa wskazuje) są ludzie duchowni, a więc żadna, nawet najsubtelniejsza realizacja miłości pomiędzy nimi nie powinna w ogóle mieć miejsca – to podkreślają też ich pełne napięcia miny. Pastelowe barwy zastąpił czernią i intensywną czerwienią. Zachował jednak bardzo podobną kompozycję, dzięki czemu nikt nie miał wątpliwości, że nawiązywał do kultowego dzieła swojego mistrza.Kunst kann nich modern sein

Nie wypierał się też tradycji symbolistycznej, która co prawda ideowo była bliska ekspresjonistom, ale formalnie wciąż przypominała tradycyjne malarstwo poprzednich epok. Eksplorował tematy związane ze śmiercią (Śmierć i dziewczyna) i z macierzyństwem (Ślepa matka), albo ze śmiercią i macierzyństwem naraz (Martwa matka), namalował nawet kilka dzieł o tematyce religijnej (Madonna, Ukrzyżowanie).

Widać jednak wyraźnie, że malarstwo Schielego powstawało już w nowej epoce. Portretowane przez niego kobiety nie są efemerycznymi boginkami, tylko seksualnymi istotami z krwi i kości, czasem świadomymi władzy, jaką dzięki swojej cielesności sprawować mogą nad mężczyznami, ale najczęściej skupione na sobie i na zwykłym przeżywaniu przyjemności. Wyjątkiem tutaj może być jego żona, Edith Schiele, którą malował zazwyczaj w pełni ubraną, z uprzejmym, niewinnym spojrzeniem. Ale jego pierwsza partnerka, Wally Neuzil (która wcześniej była modelką Klimta), nie była taka subtelna: na wielu obrazach prezentuje pończochy (w tamtych czasach!), rozwiera uda, patrzy prowokująco. Malarz pozostawił po sobie też sporą kolekcję autoportretów i są to dzieła szczególne, gdyż najczęściej ukazywał siebie powykrzywianego, nieproporcjonalnego, bawiącego się własnym przyrodzeniem, zapadniętego w sobie, nagiego. Są dosyć intymne, w tym sensie, że często wyglądają jakby ktoś robił głupie miny do lustra od razu po wyjściu spod prysznica. W poświęconej artyście publikacji wydawnictwa Phaidon czytamy: „Autoportrety można generalnie podzielić na te, które wyrażały Angst metafizyczny, i te, które wyrażały Angst seksualny”. Jest w nich rzeczywiście coś niepokojącego, ale jednocześnie sprawiają wrażenie mocno autoironicznych.

W czasie I wojny światowej miał już Schiele bardzo silną pozycję: był ulubieńcem wiedeńskiego światka, wystawiał w Monachium, Pradze i Paryżu, a ceny jego obrazów zaczęły gwałtownie rosnąć. Klimt, z którym wciąż liczyli się wszyscy artyści, marszandzi i krytycy, „naznaczył” go na swojego następcę. Lekka aura skandalu, ze względu na oskarżenia o pornografię, dodawała jego postaci smaczku, chociaż w 1915 r. ożenił się z Edith i ustatkował. Dowodził na każdym kroku, jak wszechstronnym był artystą. Chociaż największą sławę przynosiły mu portrety nagich lub półnagich modelek oraz sceny miłosnych uniesień, to wyprodukował też znaczną ilość pejzaży i to właśnie jeden z tych ostatnich (Pejzaż Krumau z 1916 r.) osiągnął najwyższą spośród wszystkich dzieł Schielego cenę na aukcji w Sotheby's: 20 mln dolarów.

Niestety, akurat kiedy Schiele stał się wreszcie w pełni dojrzałym malarzem o indywidualnym stylu i oryginalnych koncepcjach, a jego mistrz – Gustav Klimt – zmarł, zwalniając dla niego miejsce Największego Austriackiego Artysty, nad Europą przewinęła się epidemia hiszpanki. Najpierw zmarła Edith, a kochający mąż dokumentował jej ostatnie chwile, nieustannie szkicując. Sam odszedł miesiąc później, w październiku 1918 r. Miał 28 lat. Na łożu śmierci Schiele zapowiedział, że już niedługo jego prace będzie można podziwiać w muzeach na całym świecie. Cóż, mylił się. Jeszcze przez wiele lat uważano je za pornografię, a w czasach Hitlera – za sztukę zdegenerowaną. Dopiero kilka lat po II wojnie światowej Rudolf Leopold, lekarz i kolekcjoner dzieł sztuki, dostrzegł wyjątkowość tych obrazów. Zgromadził ogromną kolekcję, która mieści się w wiedeńskim Museumsquartier.

Aż strach pomyśleć, ile Egon Schiele mógłby osiągnąć, gdyby nie zmarł tak młodo. Miał jasną wizję sztuki, doskonały warsztat i, co równie istotne, dystans. Z późnego okresu jego twórczości zachowały się obrazy bardzo dojrzałe, dopracowane, o zamkniętej kompozycji, np. Portret doktora Hugo Kollera albo niedokończony Portret Alberta Paris von Gütersloha. Osiągnął jednak wystarczająco, żeby do dziś nieustająco inspirować i intrygować. W 1980 roku powstał film Egon Schiele: Ekscesy, w którym jedną z głównych ról zagrała Jane Birkin, a muzykę stworzył Brian Eno. Zachwyt nad niebanalnymi autoportretami Schielego wyraził w eseju pt. Pożyczone psy słynny fotograf, Richard Avedon. „Zamiast podejmować próbę porzucenia tradycji portretu-przedstawienia (co jest chyba i tak niemożliwe), zdaje mi się, że Schiele doprowadził ją do ostatecznych granic. Zburzył formę, podkręcając głośność aż do krzyku”. Avedon zwraca uwagę, że dzięki nienaturalnym gestom i głupim minom malarz wydobywa w swoich obrazach – paradoksalnie – więcej prawdy. Przejeżdżając przed Wiedeń w drodze na narty albo do słonecznej Chorwacji warto więc zatrzymać się w okolicy Mariahilferstraße i zobaczyć kolekcję zgromadzoną przez Leopolda. Egon Schiele to jedna z tych postaci, które w czasie swojego krótkiego życia zdołały stworzyć coś ponadczasowego, a jednocześnie możliwego tylko w ich czasach.

następna
strona
poprzednia
strona
przejdź do strony: 123

Zobacz także