sztuka
MAGAZYN KULTURALNY
04 maja 2015

Współcześni surrealiści

Chociaż surrealizm jest obecnie nieco na uboczu głównych nurtów w sztuce i na pewno nie wzbudza tylu emocji, co kiedyś, to jednak nadal można natknąć się na kilku ciekawych artystów, którzy w swoich pracach próbują eksplorować świat snów. Oto nasze subiektywne zestawienie tych najciekawszych.

Creative juices - Rebecca Murphy

Mroczne baśnie

Aleksandra Waliszewska, która w swoich pracach podejmuje tematy związane z kobiecością i nowoczesnością przy pomocy form kojarzących się ze średniowiecznymi bestiariuszami czy obrazami Hieronima Boscha, osiąga regularne sukcesy zarówno w kraju, jak i za granicą. Jej charakterystyczny, mroczny styl zachwycił m.in. Szczepana Twardocha, Maurizio Catellana czy Warrena Ellisa, znanego ze współpracy z Nickiem Cavem multiinstrumentalistę – wszyscy oni dali temu wyraz, dorzucając swoje trzy grosze do albumu Złote rączki drżą. A Joan Cornellà, kataloński twórca wyjątkowo niepokojących komiksów, napisał nawet: „Waliszewska jest najbardziej utalentowanym z żyjących obecnie malarzy”. Podobno tworzy średnio jedną lub dwie prace dziennie.

Obrazki Waliszewskiej wyglądają trochę jak ilustracje do bajek z alternatywnej rzeczywistości. Pojawiają się mitologiczne stwory i ewidentnie niezwyczajne koty, w tym wężo-koty, a ludzie (zwłaszcza małe dziewczynki) są powykręcani na wszystkie strony, pozalewani krwią lub łzami, atakowani przez potwory, związani albo pozbawieni skóry na połowie twarzy. W niektórych te wizje budzą niepokój, ale inni przeciwnie, mogą czuć się wręcz ugłaskani. Bo Waliszewska robi rysy na tej nieznośnej, wszechobecnej ładności. Daje wyraz niepokojom codzienności w sposób tak jasny i wyraźny, że nie sposób przejść obok jej dzieł obojętnie.

Człowiek renesansu

Noel Fielding to brytyjski komik i osobowość telewizyjna. Zasłynął jako współtwórca kultowego serialu The Mighty Boosh, w którym wraz ze swoim przyjacielem Julianem Barratem wcielają się w pracowników zoo i przeżywają niezwykłe, często bardzo psychodeliczne przygody. Fieldingowi w kółko zadawano pytanie, czy przed pisaniem scenariusza brał narkotyki, co wiązało się z jednej strony z niecodzienną formułą serialu, a z drugiej z jego rock'n'rollowym stylem życia (przyjaźnił się swojego czasu blisko z Courtney Love). Obecnie przystopował z imprezowaniem na Camden, ale jego nowa produkcja, Noel Fielding's Luxury Comedy, jest jeszcze bardziej surrealistyczna.

Jednak z wykształcenia ten ekscentryczny komik jest artystą-plastykiem. Maluje przedziwne istoty, koty w butach i spersonifikowane księżyce, ale też portrety swoich ulubionych muzyków. W 2008 r. odbyła się jego pierwsza indywidualna wystawa w Londynie i od tego czasu był zapraszany do współpracy przez kilka galerii i muzeów, w tym przez słynną Saatchi Gallery. Wydał też jeden album ze swoimi ilustracjami, pt. The Scribblings of a Madcap Shambleton.

Fielding zajmuje się poza tym tworzeniem muzyki ze swoim przyjacielem Sergio Pizzorno z zespołu Kasabian oraz jest ikoną mody - charakterystyczne srebrne botki są dla niego tym, czym były wąsy dla Dalego.

Pastelowa dżungla

Olaf Hajek pochodzi z północnych Niemiec. Zaczynał jako grafik komputerowy, potem dopiero postanowił zostać ilustratorem i malarzem. Wykształcił dość charakterystyczny styl, od którego stara się odchodzić w najnowszych, „dojrzalszych” pracach malarskich. Jednak kojarzyć go należy przede wszystkim z pastelowymi kolorami, bujną roślinnością, bogatą fauną oraz wykorzystaniem mitów i folkloru. Pojawiają się maharadżowie z kwiatowymi turbanami, Murzyni z wodospadami wypływającymi z oczu oraz mnóstwo, mnóstwo owoców. Nieobca mu jest również technika kolażu. Można dostrzec wyraźne inspiracje Fridą Kahlo oraz zaplecze ilustratorskie.

Zresztą same jego ilustracje (od książek i magazynów po opakowania perfum) też są warte uwagi. Motywy przewijają się podobne, przede wszystkim dużo kwiatów i zwierząt. Kobiety w modnych ubraniach mają głowy ptaków, zezowatemu Szekspirowi osa przysiadła na nosie, a z głowy Freuda wychodzi ręka trzymająca rozkrojony granat (mityczny symbol śmierci i więzienia, chrześcijański zaś - płodności). Jest w tym wszystkim i talent, i wyrazisty styl, i poczucie humoru. Nic dziwnego, że Hajek jest rozchwytywany. Jego dzieła są niebanalne oraz estetycznie zachwycające.Współcześni surrealiści

Mity a współczesność

Rebecca Murphy to młoda Australijka, której dzieła póki co najłatwiej znaleźć na tumblrze. Sama siebie określa jako surrealistkę. Podobnie jak u Waliszewskiej, kobiecość jest jednym z najczęściej przewijających się motywów jej grafik. Tutaj również pojawiają się portrety pań oskórowanych, z mięsem na wierzchu lub z poodrywanymi kończynami, ale styl jest zupełnie inny, przywodzi na myśl streetart, komiksy i klasyczne tatuaże. Murphy inspiruje się popkulturą i internetem, w jej dziełach spotkać można jednorożce i Angry Birds. Potrafi zrobić ukulele, którego trzonek jest ręką kościotrupa, czapkę z trójwymiarową czaszką, wachlarz z Godzillą. To pomieszanie tematów związanych z kruchością ludzkiego ciała i przemijaniem oraz motywów, które zrozumiałe są głównie dla pokolenia spędzającego większość czasu w internecie, tworzy połączenie iście niebanalne, a jednak wszystko zdaje się doskonale do siebie pasować.

Na tumblrze Murphy można znaleźć krótkie i treściwe objaśnienia, skąd czerpała inspirację do tego czy innego dzieła. Oto mamy figurkę przedstawiającą dziwnego, różowego stworka, który okazuje się mitycznym Gunakadeitem z Alaski. Albo portret pewnej damy, która okazuje się Valdivią, konkwistadorką, która rządziła Chile. Pojawiają się karty tarota, Królewna Śnieżka oraz szczur jedzący pizzę. Trudno powiedzieć, czy z tego miszmaszu wyrosła już „wielka sztuka”, ale z pewnością jest w nim potencjał.

Uprzedmiotowienie

Tetsuya Ishida pochodził z Japonii, gdzie zginął w 2005 r. pod kołami pociągu. W czasie krótkiej kariery udało mu się namalować niecałe 200 obrazów, z których wiele odkryto w jego mieszkaniu dopiero po tragicznej śmierci artysty, chociaż już za życia odnosił poważne sukcesy.

W przerażających obrazach Ishidy ludzie są skrajnie wyalienowani, ciasno upakowani, uprzedmiotowieni: człowiek może być tu zlewem, mikroskopem, walizką, kaloryferem albo samolotem. Z jednej strony jest to podręcznikowa niemalże krytyka globalizacji i traktowania jednostki ludzkiej jako towaru, a z drugiej – dzieła te potrafią wzbudzać prawdziwe emocje, a to nadaje im głębi. Nie wszystkie można odczytać w sposób prosty, zawierają dość zawiłą symbolikę. Przede wszystkim jednak jest w tych obrazach coś charakterystycznie japońskiego, bo to właśnie obywatele tego kraju kojarzeni są z nieustającą, ciężką pracą w korporacjach i wynikającym z tego osamotnieniem, którego efektem są najprzeróżniejsze perwersje. Na twarzach odczłowieczonych bohaterów Ishidy pojawia się cała paleta negatywnych uczuć: od obojętności, przez zagubienie i smutek, po ewidentny ból. Mimo to można by ich poskładać w kostkę i zamknąć w szafie.

Za osiągnięcia Ishidy przyznano jego rodzinie w 2009 r. japoński fioletowy Medal Honoru, czyli wyróżnienie dla szczególnie zasłużonych dla sztuki i kultury.

następna
strona
poprzednia
strona
przejdź do strony: 12

Zobacz także