muzyka
MAGAZYN KULTURALNY
06 maja 2015

Albo Inaczej

Polska niezależna wytwórnia hip-hopowa, Alkopoligamia stworzyła projekt muzyczny będący pomostem i dialogiem między pokoleniami. Mowa tu o najnowszym wydawnictwie, „Albo Inaczej”.

Albo inaczej, Alkopoligamia

Cały pomysł na płytę polega na przedstawieniu szlagierów polskiego rapu szerszej, szukającej innych wrażeń muzycznych publiczności. I tak legendy polskiej estrady takie jak Krystyna Prońko, Zbigniew Wodecki czy Wojciech Gąssowski zaśpiewały teksty chłopaków z blokowisk w jazzowych aranżacjach. Brzmi nieźle, prawda? I tak też jest. Przekonajcie się sami.

Płytę otwiera hip-hopowy klasyk przypominający czasy owocnej współpracy rapera Pezeta z jednym z najbardziej rozpoznawalnych polskich producentów, Noonem. Kawałek Re-fleksje ukazał się w 2002 roku na krążku Muzyka klasyczna. Zmiany, których dokonano w tym utworze z myślą o projekcie Albo Inaczej są fenomenalną zapowiedzią tego, co czeka na słuchacza w dalszej części albumu. Zamiast znanego rapera słyszymy wybitnego jazzmana - wokalistę i perkusistę Andrzeja Dąbrowskiego. W miejsce zimnego bitu otrzymujemy swingującą aranżację autorstwa Mariusza Obijalskiego. Postać Andrzeja Dąbrowskiego świetnie konweniuje z nową warstwą muzyczną i pomysłem na reinterpretację kawałka. Urok i ciepło nowego brzmienia zmieniają barwę dobrze znanego przez hip hopowych fanów utworu. Zamiast historii zdołowanego nastolatka w akompaniamencie surowego i smutnego bitu otrzymujemy opowieść dojrzałego, spełnionego, ale zarazem zdystansowanego mężczyzny.

Następny utwór, który twórcy projektu Albo Inaczej wzięli na warsztat to Minuty stołecznego składu Stare Miasto. Szczególnie cieszy na tej płycie angaż takich zespołów jak właśnie Stare Miasto czy też Flexxip. Obydwa święciły swoje sukcesy w zamierzchłym dla niektórych przełomie XX i XXI wieku. Decyzja o odtworzeniu ich kawałków na tej płycie może nie tylko podobać się starszym słuchaczom rapu, ale także stać się impulsem do sprawdzenia legend warszawskiej sceny przez tych młodszych. Kompozycją dla Ewy Bem zajęła się tym razem młoda, utalentowana Ola Trzaska. Warstwa muzyczna i śpiew Ewy Bem świetnie oddaje przesłanie utworu. Jest lekko, beztrosko i swingowo. Jedyny minus tego kawałka to jego długość. Dwie minuty tak dobrej muzyki to stanowczo za mało.

Po Minutach przychodzi kolej na szlagier Rycha Peji, Jest jedna rzecz. To chyba najbardziej podniosły moment na płycie. Dzieje się tak dzięki Big Bandowi Konglomerat i Zbigniewowi Wodeckiemu, który zdecydował się zaśpiewać tekst poznańskiego rapera. Mimo że z tekstu wykreślono większą część jego zawartości i często wydaje się, że linijki ze sobą nie współgrają, to twórcom udało się ukazać pasję, oddanie i zaangażowanie, które bije z tekstu Rycha. Energia utworu, wachlarz umiejętności i wyobraźnia Zbigniewa Wodeckiego wbijają w ziemię. Jeśli jeszcze dodamy do tego świetnie zaaranżowany refren z wybijającymi się, wysokimi partiami dęciaków, możemy śmiało mówić o jednym z najlepszych utworów na płycie.

Albo Inaczej

Gdy do akcji wkracza Krystyna Prońko, robi się trochę spokojniej. Odtworzyła ona utwór wcześniej wspomnianego Flexxipu pod tytułem Oszuści. Wokalistka świetnie wcieliła się w rolę pełnej gracji i klasy, lekko zawadiackiej bohaterki utworu. W połączeniu z niezwykle klimatycznym, swingowym aranżem, w którym prym wiedzie gitara Krzysztofa Kawałko, twórcy wprowadzili słuchacza w zadymiony klub wyjęty żywcem z lat dwudziestych lub trzydziestych.

W kolejnym utworze robi się nieco poważniej. Nie mogło być inaczej, jeśli wykonuje go człowiek-pomnik polskiej ballady - Felicjan Andrzejczak. Chyba nikomu nie trzeba przypominać Jolki lub Czasu Ołowiu. Wykonuje on utwór z repertuaru rapera Eldo. Piosenka rozpoczyna się delikatnymi klawiszami, by następnie przejść w bardziej poważny, niespokojny nastrój, zbudować napięcie, które rozładowuje monumentalny śpiew byłego frontmana Budki Suflera. Jest to najbardziej skromna i minimalistyczna aranżacja na całym albumie, ale jakże ekspresyjna i łapiąca za serce. Przyczynił się do tego z pewnością genialnie zaśpiewany refren i refleksyjny tekst Eldoki, który mimo edycji nie traci na swej poetyckości i melancholii.

Następny numer to duet Krystyny Prońko i Andrzeja Dąbrowskiego. Ta dwójka to chyba najbardziej entuzjastyczni wykonawcy zaproszeni na płytę. Widać było to szczególnie podczas premierowego koncertu Albo Inaczej w Teatrze Dramatycznym. Przyszło się im zmierzyć z utworem rapera TEDE Dyskretny chłód z klasycznej płyty S.P.O.R.T. Charakter tekstu utworu z marzeń wschodzącej gwiazdy rapu zmienił się w relację między diwą a dżentelmenem. Kolejny raz słuchacz zostaje przeniesiony do zadymionego lokalu, tym razem z lat czterdziestych, gdzie rozbrzmiewający gypsy swing stanowi tło dla rozmowy pary. W wykonaniu artystów słychać wszechobecny luz, niebywałą chemię, zabawę i przede wszystkim przyjemność z muzyki.

Oficjalną część płyty zamyka numer śląskiego pioniera polskiego hip hopu, Kalibra 44 w wykonaniu Wojciecha Gąssowskiego. Drugi raz możemy usłyszeć w nim świetny Konglomerat Big Band pod batutą Michała Tomaszczyka. Soczysta, bogata kompozycja, która bardzo dobrze współgra z wokalistą świetnie wcielającym się w rolę swingowego śpiewaka, na długo pozostaje w pamięci.

Jako ciekawostkę twórcy serwują nam Bonus Track w postaci Nie ufajcie jarząbkowi oryginalnie rapowanego przez Łonę, a na nowo zaśpiewanego przez Andrzeja Dąbrowskiego. Stylizacja utworu odbiega od reszty albumu swoim gitarowym brzmieniem. Choć Andrzej Dąbrowski pierwszy raz w życiu zaśpiewał utwór w rockowej aranżacji, jego wykonanie możemy uznać za udane. Do życzenia pozostawia jednak aranż. Brakuje mi w nim bardziej garażowego pazura, rockowego łupnięcia. Mimo wszystko słucha się go przyjemnie, a refren nuci się w głowie przez następne kilka godzin. Biorąc pod uwagę zamysł dotarcia do osób o różnych preferencjach muzycznych, taki zabieg stylistyczny zakończył się powodzeniem.

Mimo pewnych zastrzeżeń płytą Albo Inaczej można, a nawet trzeba się zachwycić. Kunszt, wyobraźnia i pomysłowość muzyków umożliwiły stworzenie fantastycznych aranży, które nie powielały schematów użytych w coverowanych utworach, co nie jest łatwym zadaniem. Kreatywność, poczucie dobrego smaku, otwartość głów Tego Typa Mesa, Witka Michalaka, Łukasza Stasiaka i wszystkich pozostałych osób pracujących nad wydawnictwem przyczyniły się do powstania pierwszego na polskiej scenie muzycznej projektu, który ukazuje hip hop w sposób nie pozbawiający go cech charakterystycznych, a nawet je uwydatniający (mowa tu o tekstach). Alkopoligamia starszym słuchaczom podarowała kawał świetnej muzyki i okazję do tego, aby przekonać się nieco do hip hopowców. Hip Hopowców uczy innej wrażliwości, zaraża melodyjnością, jaką posiada jazz i pokazuje nowe horyzonty. Szkoda bardzo, że to wszystko trwa tak krótko. Nieco ponad pół godziny to zdecydowanie za mało jak na tak interesujący materiał. Chociaż może lepiej odczuwać lekki niedosyt niż przesyt.

PS

Warto kupić wersję fizyczną albumu. Piękne wydanie z książeczką opisującą proces powstawania albumu to nie lada gratka!

następna
strona
poprzednia
strona
przejdź do strony: 123

Zobacz także