muzyka
MAGAZYN KULTURALNY
27 maja 2015

DOROSŁOŚĆ RAPERA

Stwierdzenie, że rap to muzyka ludzi młodych nie jest niczym odkrywczym. Wszak muzyka hip-hopowa to nie rock`n`roll, który z powodzeniem można nagrywać nawet po 60-tce. Fanbase zdecydowanej większości reprezentantów polskiej sceny opiera się głównie na populacji sięgającej 20-tego roku życia. Jak natomiast wygląda sytuacja z samymi twórcami?

Co mam powiedzieć; Radio Pezet - kadr z videoclipu

Muzyka, bo nie chcę pisać o całej subkulturze, która w Polsce gości już od przeszło dwóch dekad, dochodzi właśnie do bardzo ciekawego momentu – czołowi przedstawiciele zaczęli się „starzeć”.

Pomysł na siebie

We wstępie słowo „starzeć” nieprzypadkowo ubrałem w cudzysłów – starzeć, także muzycznie, można się na różne sposoby i nie zawsze musi być to zjawisko nacechowane pejoratywnie. Na polskiej scenie przykładów pozytywnego dojrzewania mamy całkiem sporo: Włodi (39 lat) wydał we wrześniu zeszłego roku świetnie przyjętą płytę, jego rówieśnik Tede od kilu lat przeżywa drugą młodość i notorycznie wzbudza poruszenie wśród polskich fanów rapu, a rok młodszy od nich Sokół ciągle dobrze łączy bycie docenianym raperem z współprowadzeniem hip-hopowego kolosa, jakim jest PROSTO. Wymienieni wyżej wykonawcy to goście, którzy doskonale pamiętają legendarne „wtorki w remoncie”, bo zaczynali swoją przygodę w latach 90-tych. Kluczem do ich sukcesu, a pisząc „sukces” mam na myśli to, że utrzymują się w czołówce od dwóch dekad, jest to, że każdy konsekwentnie podąża obraną drogą: Włodi na przekór młodej fali rapu oferuje słuchaczom klasyczne podejście do muzyki, trochę dystansując się wobec wszechobecnych hasztagów i inspiracji elektroniką. Tede prawdopodobnie najlepiej na polskiej scenie przenosi do nas amerykańskie trendy i konstruuje nieosiągalne dla większości linijki (skoro już naczelny krytyk polskiej rap-gry Laikike1 go pochwalił, to coś musi być na rzeczy), natomiast Sokół od lat pozostaje łącznikiem dwóch światów: ulicznej hardości i refleksyjności. Bardzo ciekawym przypadkiem jest 32-letni Kękę – raper wydał w marcu drugą legalną płytę, która natychmiast pokryła się złotem. Bezkompromisowość, dojrzałość, dystans i charyzma radomskiego rapera dobitnie pokazują, że nawet na przeładowanej scenie (ktoś z Was jeszcze potrafi być na bieżąco ze wszystkimi nowymi twórcami i płytami?) ciągle znajduje się miejsce dla świeżych, choć już niekoniecznie młodych, artystów. Niektórzy pionierzy powoli zaczynają już jednak myśleć o emeryturze. Pezet w klimatycznym utworze „Ostatni track” dzieli się gorzkimi refleksjami dotyczącymi bycia dojrzałym raperem (świetny kawałek swoją drogą) , a Eldo w wywiadzie otwarcie przyznaje, że pozostaje mu nie więcej niż 5 lat na scenie, gdyż ta forma artystyczna po prostu się dla niego wyczerpuje. Gdybym całkowicie subiektywnie miał wskazać najlepiej starzejącego się wykonawcę, to postawiłbym na wymienionego wyżej Tedego – kto inny w tym wieku tańczyłby w klipie do „Pażałsty” i planował kolejne, huczne obchodzenie urodzin w Mielnie?

Rap po 20-tce, rap po 30-tce…

Dość pochlebnie pisałem wyżej o dojrzewających raperach, celowo omijając liczne grono tych, którym „starość” zwyczajnie nie służy. O wiele ciekawsze od personalnego piętnowania wydaje mi się analizowanie tekstów, które płodzą raperzy w różnym wieku. Liryka młodych raperów to najczęściej mieszanka bragadaccio, kultu dobrej zabawy, smutku po kilkudniowej wódzie, tęsknoty do utraconej miłości (która nierzadko staje się przyczynkiem do dwóch tematów wcześniejszych) oraz planów „ogarnięcia się”. Nic w tym strasznego – słucham takiego rapu i go lubię, a z warstwą liryczną utożsamia się zapewne 99% młodego społeczeństwa. Bardzo brakuje mi natomiast albumów koncepcyjnych, których tracklista nie jest jedynie próbą pokazania swoich umiejętności na różnych podkładach, a całość została przemyślana od A do Z, od intro do outro (płyty Mesa, Pezeta, Zeusa czy Bisza pokazują, że można).

„To Pimp a Butterfly” Kendricka Lamara jest najlepszym przykładem na chwytliwą, arcyciekawą płytę, na którą był jakiś konkretny pomysł. I tak, wiem, że Kendrick ma już 27 lat, czyli nie jest totalnym młodzieniaszkiem, ale poprzedni jego album także opierał się na koncepcie, a światło dzienne ujrzał 3 lata temu. Gdy przyglądam się natomiast twórczości dojrzałych artystów martwi mnie jedno – wszyscy strasznie porządnieją! I choć piszę o tym nie całkiem serio, to muszę przytoczyć linijki Soboty sprzed kilku lat:DOROSŁOŚĆ RAPERA

Nikt już nie ćpanikt nie pije, nikt nie pali

Niedługo przestaną ruchać tacy wspaniali

Wszechobecne moralizatorstwo i rady życiowe strasznie mnie męczą bez względu na rodzaj słuchanej muzyki, a polscy raperzy 30+ bardzo często w tego rodzaju twórczości wręcz się rozpływają.

Nie zrozumcie mnie źle – doceniam to, że dorośli goście dojrzewają, biorą życie w swoje ręce (tylko te wszechobecne ćwiczenia na siłowni mnie irytują), zakładają rodziny, ale brakuje mi jednak na polskiej scenie kilku rebeliantów, którzy na przekór wszystkiemu ciągle płyną rock`n`rollowym nurtem, nawet tworząc w obrębie innego gatunku muczynego. Na koniec poruszę jeszcze kwestię, która od lat nie daje mi spokoju, a mianowicie: jak raperzy, którzy kroczyli krętymi ścieżkami będą widziani oczyma swoich dorastających dzieci. Martwi to chyba czasem i samych twórców – trafnie opisał to Małolat na swojej nowej płycie wersami:

Gdy otwieram oczy widzę jej uśmiech kontra brudny świat

I nawet jak nabiorę wody w usta dowie się o tym tak czy siak

No cóż… Skoro Keith Richards doczekał się wnuków, to i polscy raperzy jakoś chyba sobie ze swoim grzesznym brzemieniem poradzą.

następna
strona
poprzednia
strona
przejdź do strony: 12

Zobacz także