sztuka
MAGAZYN KULTURALNY
09 czerwca 2015

Ruch, blask, szum!

Powiedzmy sobie od razu: nowa wystawa Muzeum Narodowego w Warszawie, „Papież awangardy. Tadeusz Peiper w Hiszpanii, Polsce, Europie” wcale wystawą o Tadeuszu Peiperze nie jest. To nie zarzut, tylko istotne sprostowanie.

Tadeusz Peiper, repr. za: „Światowid” 1931, nr 6 / Muzeum Narodowe w Warszawie

Wbrew tytułowi, logika ekspozycji „Papieża awangardy” od początku pokazuje, że postaci poety (krytyka, dziennikarza, publicysty, tłumacza, redaktora) nie powinno się sprowadzić do figury głównego bohatera - ani polskiej, ani europejskiej awangardy. Można natomiast potraktować Peipera jako przewodnika, którego życiorys wyznacza mapę, pozwalającą przedrzeć się przez skomplikowane meandry transnarodowej i intermedialnej sztuki początków XX wieku. Taki był też, jak sądzę, zamysł samych kuratorów. Skoro jednak nie o Tadeuszu Peiperze, to o czym tak właściwie jest wystawa „Papież Awangardy”?

Po pierwsze, opowiada ona o pewnym specyficznym momencie w kulturowej i politycznej historii Europy. I wojna światowa wymusza przemiany, transformując nie tylko losy pojedynczych emigrantów i narodów, ale całej europejskiej formacji kulturowej, której podstawowe wartości (tradycja, humanizm, umiłowanie dla dobra i piękna) toną na froncie w błocie i giną od kul swoich dawnych wyznawców. Artyści, filozofowie, literaci – wszyscy gorączkowo poszukują nowych idei, które pozwoliłyby opisać wyłaniającą się z wojny rzeczywistość. To okres chaosu i niepokoju, ale i wielkich projektów, haseł i manifestów. Historia wciąż jeszcze nie wypaczyła postulatów socjalizmu, ani nie podważyła wiary w nowoczesność, postęp, miasto, masę, maszynę. „Papież awangardy” świetnie obrazuje ten moment, pokazując, jak przenikały się rozmaite prądy intelektualne i jak pęd za przemianą, napędzany wspólnym głodem idei, krystalizował się w całej Europie w postaci nowatorskich tekstów, buntowniczych obrazów, awangardowych rzeźb, rewolucyjnych działań, innowacyjnych technologii, wywrotowych filmów i zupełnie nowej architektury. Kuratorzy „Papieża awangardy” uważnie odnotowują ślady wszystkich tych eksperymentów, podobnie jak robił to Peiper, który gromadził je kiedyś na kartach pisma „Zwrotnica”, do czego z kolei zainspirowała go działalność madryckiego periodyku „Ultra”. 

Takie nawarstwienie inspiracji i odniesień wyznacza zresztą drugi biegun tematyczny wystawy, czyli współpracę twórczą w Europie na początku XX wieku. Jak już było odnotowane, tytuł ekspozycji jest mylący. Wystawa „Papież awangardy” nie traktuje wcale o pojedynczym geniuszu. Przeciwnie, opowiada raczej o siatce wzajemnie od siebie czerpiących artystów, których wspólne lub chociaż współwystępujące projekty (jak polska „Zwrotnica” i hiszpańskie „Ultra”), stworzyły heterogeniczne środowisko europejskiej awangardy, oparte tyleż na sprzecznościach i kłótniach programowych, co na wymianie i często zaskakujących podobieństwach. Tutaj ujawnia się właśnie jeden z najciekawszych zabiegów kompozycyjnych „Papieża awangardy”: zamiast ukazywać awangardzistów jako luźno zebrany zbiór wielkich indywidualności i jaskrawych kolektywów, ekspozycja zarysowuje wyraźne połączenia pomiędzy poszczególnymi twórcami – zarówno na poziomie formalnych i ideowym, jak i na poziomie biograficznym.

Pomocny w takiej klasyfikacji jest oczywiście sam Tadeusz Peiper, którego młodzieńcza podróż do Paryża oraz przypadkowa, bo wymuszona wojną, emigracja do Hiszpanii miały nie tylko uwarunkować jego późniejszą twórczość i poglądy, ale też wpłynąć na ówczesną myśl artystyczną w Polsce. Marian Paszkiewicz, Mieczysław Szczuka, Jan Wacław Zawadowski, Xawery Dunikowski, Sonia i Robert Delaunay, Jorge Luis i Norah Borges, Juan Gris, Daniel Vázquez Díaz, Rafael Barradas, Władysław Jahl, Mela Muter, Katarzyna Kobro, Kazimierz Malewicz, Bruno Jasieński, Aleksander Wat, Tytus Czyżewski, Julian Przyboś, ba, nawet Władysław Reymont – wszystkie te postacie flirtują ze sobą na ścianach Muzeum Narodowego, co, jak przekonująco ukazuje wystawa i jej bogaty katalog, ma głębszy sens, niż tylko udokumentowanie bogatego życia towarzyskiego Peipera.Ruch, blask, szum!

„Papież awangardy” udowadnia bowiem, że ówczesnej twórczości artystycznej nie można ograniczać tylko do prac kilku głośnych ugrupowań (formiści, futuryści etc). Dwudziestowieczna awangarda to także emigracja, międzynarodowe i międzykontynentalne podróże, rozbudowane korespondencje, rozmaite tłumaczenia, zapożyczenia, kolaboracje, cytaty – słowem szereg praktyk, które składały się na skomplikowane środowisko komunikacyjne, którego zrozumienie jest konieczne w celu prawidłowego osadzenia twórczość poszczególnych artystów. Co istotne, środowisko to nie obejmowało jedynie bywalców wielkich ośrodków sztuki (Paryż, Mediolan), ale także twórców z Rosji, Argentyny, Chile, Meksyku, Urugwaju, czy właśnie Hiszpanii i Polski. Zarysowanie takiej alternatywnej, peryferyjnej mapy europejskiej (a może wręcz światowej?) awangardy i ukazanie rządzących nią rozmaitych sieci komunikacji i wymiany, stanowi niewątpliwie największe konceptualne osiągnięcie wystawy.

Można by przypuszczać, że taki eksperyment teoretyczny pociągnie za sobą także nowatorstwo formalne - tym bardziej, że wiele z eksponowanych dzieł to prace poszukujące nowego języka wyrazu, czy to poprzez wykraczanie poza tradycyjny podział tekst/obraz/bryła, czy przez manipulowanie relacją z odbiorcą i wymuszanie na nim konkretnej aktywności. Eksponaty tego rodzaju aż proszą się o wyjście im naprzeciw i znalezienie sposobu ekspozycji, który będzie odpowiadał ich nowatorstwu, czy podkreślał ich intermedialność i interakcyjność. „Papież awangardy” poniekąd stara się spełnić te oczekiwania, jednak zbyt nieśmiało, zbyt grzecznie, aby naprawdę zerwać z klasyczno-konserwatywnym stylem muzealnej ekspozycji, a tym samym,  oddać żywotność, animusz i humor polskich, czy europejskich awangardystów. Przechadzając się wzdłuż grzecznych ciągów równo powieszonych wywrotowych obrazów i lawirując pomiędzy martwymi gablotkami pełnymi, rewolucyjnych książek i czasopism, skrępowany zwiedzający naprawdę czuje się, jak na oficjalnej audiencji u papieża – cóż z tego, że „Papieża awangardy”. Dopiero pod sam koniec, praktycznie w ostatniej sali, ekspozycja nabiera nieco wigoru, dzięki zestawieniu kąśliwych kolaży Podsackiego, Themersona i Bermana z wycinkami  ówczesnych prawicowych gazet oraz z filmem „Dzisiejsze Czasy” Charliego Chaplina. Jest on tak aktualny, tak tragiczny i tak absurdalny, że wymusza na zwiedzających śmiech, pozwalając im choć na chwilę otrząsnąć się z nobliwej atmosfery Muzeum Narodowego i spojrzeć na wystawę (oraz na prezentowane na niej idee), świeżym okiem. Dzięki gagom Chaplina, to nie papież, tylko krytyczna awangarda w końcu bierze górę. „Ruch, blask, szum! Życie!”, jak pisał Peiper. Myślę, że takie zakończenie bardzo by mu się spodobało. 

Papież awangardy. Tadeusz Peiper w Hiszpanii, Polsce, Europie

Muzeum Narodowe w Warszawie 28 maja – 6 września 2015

Kuratorzy wystawy: dr Piotr Rypson we współpracy z Moniką Poliwką i Juanem-Manuelem Bonetem. Od 18 września do 6 listopada 2015 wystawa będzie prezentowana w Real Academia de Bellas Artes de San Fernando w Madrycie.

następna
strona
poprzednia
strona
przejdź do strony: 12

Zobacz także