peryferia
MAGAZYN KULTURALNY
29 czerwca 2015

NIEWYGODNE PYTANIA

"Dom. Krótka historia idei" to książka aktualizująca tęsknotę za "mieszkaniem z duszą”, którą można w skrócie określić amerykańskim marzeniem o "home, sweet home".

Witold Rybczyński, Dom. Krótka historia idei, Karakter 2015

Tę książkę Rybczyński napisał, jak sam przyznaje we wstępie, w niewiedzy. W trakcie sześcioletnich studiów architektonicznych, które odbywał w Montrealu, o temacie przewodnim swojego tekstu– komforcie – usłyszał tylko raz od specjalisty od instalacji cieplnych. Jako że dla Rybczyńskiego wygoda w projektowaniu architektonicznym ma takie samo znaczenie, jak sprawiedliwość w prawie czy zdrowie w medycynie, to ta historia w pełni ustawiła jego ogląd na opisywanie kwestie. Architekci są przedstawiani przez autora jako ludzie pozbawieni wyobraźni społecznej, którzy są zainteresowani wyłącznie zewnętrznym wyglądem budynku. Dopiero codzienne korzystanie z budynku nadaje mu cechy domu, a często potrzeby komfortu użytkownika zupełnie rozmijają się z intencjami architekta.

Wbrew tytułowi, tekst nie przedstawia teoretycznych koncepcji, jak na przestrzeni wieków rozumiano pojęcie domu i mieszkania, tylko raczej anegdotycznie opowiada o pewnych praktykach społecznych w kontekście zapewniania sobie komfortu. Te, zdaniem Rybczyńskiego, rozwijały się zgodnie z uzyskiwaniem podmiotowości przez ludzi – im bardziej świadomy był człowiek, tym więcej potrzebował prywatności. Jeśli w średniowieczu ogromne rodziny jadły, spały, myły się, pracowały w jednej niewietrzonej izbie, to era nowożytna przyniosła funkcjonalny podział mieszkania. Taki przeskok myślowy jest dużym uproszczeniem metodologicznym, dlatego też każdy rozdział książki Rybczyńskiego należy raczej traktować jak osobne opowieści, które razem mają bardzo dalekie punkty zbieżności. Opisywane są przez autora różne grupy społeczne, przede wszystkim jednak mieszczanie, którzy byli bohaterami epoki nowożytnej.

To w ich obronie staje niejako Rybczyński, forsujący nieco pogląd, że nie ma nic lepszego niż życie mieszczanina. Holenderska mieszczka z obrazu Vermeera doskonale potrafiła zorganizować swoje małe mieszkanie tak, by życie w nim było wygodne. To także angielscy mieszczanie akceptowali wynalazki takie jak lampy oliwne, dogodniejsze niż te naftowe, ostentacyjnie używane przez arystokrację, która z zasady odrzucała nuworyszowskie rozwiązania. Wreszcie to także mieszczanin został zaatakowany przez „modernizm” - „oni” narzucili poczciwym mieszkańcom porzucenie komfortowych domów i postawili „maszyny do mieszkania”. Rybczyński wspomina o eseju Loosa, który narzucił trend usuwania ozdób z budynków, co doprowadziło także do wyczyszczenia domu. Mieszczanin, który wolałby styl kolonialny, znalazł się albo w pustych czterech ścianach, albo w miejscu, które przypominało galerię sztuki – czyli w domu złożonym z elementów zaprojektowanych przez architekta lub artystów. Rybczyński stawia więc sztukę w przeciwieństwie do domu, a mieszkanie nie może być przytulne, gdy jest zaprojektowane przez kogoś, kto „wie lepiej”.

Przy okazji tej książki warto się zastanowić, do czego obecnie służy mieszkanie. Jeśli większość życia osoby z klasy średniej odbywa się poza domem, to być może „pustka” modernizmu jest właśnie współczesną wygodą wyrażającą charakter czasów i obywateli w tym czasie. Można przyjrzeć się współczesnym zagranicznym projektom mieszkalnym, które pozostawiają użytkownikom duże puste przestrzenie wewnątrz i na zewnątrz (balkony, loggie). Koncepcja komfortu, jak częściowo opisywał Rybczyński, jest zależna od epoki – być może obecnie jest ona redefiniowana. Ten wątek jednak się nie pojawił.

Witold Rybczyński, Dom. Krótka historia idei

Wydawnictwo Karakter 2015

następna
strona
poprzednia
strona

Zobacz także