literatura
MAGAZYN KULTURALNY
10 lipca 2015

MACCHINA DEL FANGO

Media, a zwłaszcza prasa, pełnią rozmaite funkcje, jednak na pewno nie podają czystych informacji; ich zadaniem jest odpowiednie preparowanie newsa.

Umberto Eco w swojej najnowszej książce opisuje groteskową redakcję składającą się z dziennikarzy z defektami. Każdy z nich ma jakiś problem – jeden jest paranoidalnym spiskowcem, inny miernym autorem kryminałów, jeszcze inna inspiruje i śledzi romanse znanych ludzi. Przed tą z pozoru przypadkową zbieraniną redakcyjną naczelny stawia zadanie: przez rok mają stworzyć numery zerowe gazety nazwanej Jutro. Powstała ona z myślą, że dzienniki podają newsy wczorajsze; gazeta przyszłości ma – zgodnie z nazwą – opisywać wydarzenia jeszcze niezaistniałe, wyprzedzić fakty i podać do nich odpowiedni komentarz.

Eco umiejscawia akcję Tematu na pierwszą stronę w 1992 roku, kiedy to telefony komórkowe były przywilejem nielicznych, a internet dopiero miał zrewolucjonizować media. Data nieprzypadkowo zbiega się z uzyskiwaniem ogromnych wpływów medialnych przez Berlusconiego, a przypadek opisywanej redakcji może zostać uznany za absurdalny efekt tych wpływów. Otóż Jutro jest brukowcem – służy głównie do konfabulowania i oczerniania postaci z życia publicznego, przy czym redaktor naczelny traktuje swoich czytelników jak osoby, których mentalny wiek określa na 12 lat. Brzmi okrutnie, ale Eco, wieloletni badacz mediów, a także dziennikarz mediolańskiego L'Espresso, jak sam przyznał w wywiadzie dla tej gazety, chciał opisać najgorszy możliwy przypadek dziennikarstwa.

Ogromne znaczenie ma fakt, że akcja toczy się we Włoszech – kraju, w którym o upadku mediów pisano niemal równocześnie z ich powstaniem. Mechanizm oczerniania, pozbywania kogoś wiarygodności i przestawiania w sugestywnie złym świetle ma nawet w języku włoskim swoje określenie – to macchina del fango, maszyna do obrzucania błotem, której celem jest zdyskredytowanie lub ukaranie pewnej osoby. Eco przestawia sposoby redagowania tekstu w ten sposób, by pozornie neutralne informacje nabrały cech oskarżenia. Aby zbić oskarżenie, nie trzeba dzisiaj koniecznie dowieść, że sytuacja przedstawia się całkiem przeciwnie, wystarczy podważyć wiarygodność oskarżającego, mówi Simei, redaktor naczelny. Dobrym przykładem takiego działania mediów niech będzie polski przypadek z 2003 roku, kiedy to opublikowano artykuł zawierający nieprawdziwe informacje o Pawle Piskorskim z PO, obciążające go w związku ze sprawą „Masy”. 3 dni później artykuł bazujący na danych prawdziwych, wskazujący na powiązania mafii z SLD, nie był dla nikogo interesujący – wystarczyło, że media zdyskredytowały wiarygodność osób zajmujących się zeznaniami przestępcy.

Eco w charakterystyczny dla siebie sposób podejmuje grę z czytelnikiem. Poza zabawnymi (czy też groteskowymi, jeśli jest to wzorowane na doświadczeniu pisarza) opisami zebrań redakcyjnych wprowadzony zostaje element spiskowy. Jeden z zatrudnionych dziennikarzy wpada na trop Mussoliniego, który być może miał sobowtóra i który najprawdopodobniej wcale nie został rozstrzelany i powieszony za nogi na stacji benzynowej. Wątek dyktatora łączy się z mafią, atakami terrorystycznymi i lożami masońskimi, które być może toczyły własną polityczną walkę o wpływy w podziemiu niedostępnym mediom. Koronnym argumentem spiskowców w takich kwestiach bywa: A skąd wiesz, że nie?

Temat na pierwszą stronę stawia pytanie możliwości dziennikarstwa – są nieograniczone, jak pokazują przykłady z obniżaniem wiarygodności pewnych osób. Jednocześnie to pytanie o jakość czytelników – to nie tylko traktowanie ich przez media jak mentalne dzieci, którym trzeba wskazać opinię, ale to również kwestia zainteresowania politycznego obywateli. Sam Eco przyznał, że we Włoszech wydarzyło się tyle niemożliwych spraw, które jednak niemal nikogo nie obeszły. To wydaje się większym wyzwaniem dla mediów niż rewolucja internetowa.

Umberto Eco, Temat na pierwszą stronę

Tłumaczenie: Krzysztof Żaboklicki

Oficyna Literacka Noir sur Blanc 2015

następna
strona
poprzednia
strona

Zobacz także