literatura
MAGAZYN KULTURALNY
01 sierpnia 2015

Kiedy książki mówią telewizją

Marcin Kołodziejczyk w „Dysforii” opowiada o polskich pogubionych mieszczanach – ich kompleksach i ambicjach zżeranych przez stres.

Marcin Kołodziejczyk, Dysforia. Przypadki mieszczan polskich, Wielka Litera 2015

Temat polskich mieszczan jest bardzo wdzięczny – łatwo jest tu rzeźbić i w języku, i w fabule, by jakoś tej grupie społecznej dokopać. Mieszczaństwo jest tu rozumiane bardzo różnie. Są to zarówno kobiety po trzydziestce, które po korpo-pracy przychodzą na lampkę białego wina na Plac Zbawiciela, jak i znani w Internecie Janusze jeżdżący Polskim Busem. Sposób, w jaki ci ludzie pojawiają się we współczesnej polskiej literaturze, określić można jako „hejterski”.

Wydaje się, że Marcin Kołodziejczyk w swojej najnowszej książce owszem, wyszedł od hejtu, jednak dodał mu wdzięku poprzez wyczucie językowe, odchodząc od stylu a' la Masłowska. Jednocześnie poszerzył temat, nie ograniczając się jedynie do miejsc, które już zostały przekopane w publicystyce i lepszych lub gorszych powieściach. Poza charakterystycznym opisem osiedli, w których swoje apartamenty (nie mieszkania) wykupili nowobogaccy z kredytem na dziesięciolecia, autor eksponuje wątek denerwującego otumanienia kobiet skierowanymi do nich programami. Co jakiś czas wydaje się, że tekst został napisany przez mężczyznę pokrzywdzonego przez „Wysokie Obcasy” czy TVN Style – kobiety przedstawione w Dysforii to zdesperowane psychologizujące trzydziestolatki, przekonane, że prawdziwych mężczyzn już nie ma. Panowie za to są tu słabi, potulni wobec kobiet, pełni piwa i skorzy bardziej do luźnych pogaduch niż do przemocy. To pokolenie roczników lat 70. i 80., częściowo wychowanych na kolorowej telewizji.

Telewizja w tej książce odgrywa ważną rolę – postaci tu przedstawione w dużej mierze są od niej uzależnione, sąsiedzi niepokoją się, gdy nie słyszą za ścianą włączonego odbiornika. Ostatnie tytułowe opowiadanie to właśnie skupienie w soczewce miałkich telewizyjnych programów i ich nowomowy, która prowadzi do zbanalizowania publicznego dyskursu. Perfekcyjnie wychwycone językowe lapsusy, telewizyjne komunały, które pojawiają się także w dobrych tytułach prasowych, takie jak Starość, cichy zabójca, Nasze macice są nasze, czy amatorzy białego szaleństwa. To częściowo krytyka współczesnej prasy, która gubi ważne wątki i zamiast dziennikarzy kształtuje gwiazdy. Ciekawie w tym kontekście czyta się opowiadanie stylizowane na reportaż w stylu „Gazety Wyborczej”, które wskazuje na wyczerpanie się tej formuły. Reportaż staje się już pustą formą, bez istotnej społecznie treści. Ważnym społecznie tematem według tekstu Kołodziejczyka jest to, co potrafi utrzymać choć przez chwilę uwagę widza, czyli zarówno przygotowanie nowej kawy, jak i obrzucanie się obelgami przez polityków.

Dysforię świetnie się czyta, wielokrotnie chwalono Kołodziejczyka za jego słuch językowy. Przy okazji wydaje się, że książka jest napisana w nieco innej wrażliwości niż reszta powieści z nurtu antyburżujskiego czy antywarszawskiego i można ją określić mianem zrozumiałej rezygnacji.

Marcin Kołodziejczyk, Dysforia. Przypadki mieszczan polskich

Wydawnictwo Wielka Litera 2015 

następna
strona
poprzednia
strona

Zobacz także