muzyka
MAGAZYN KULTURALNY
30 lipca 2015

Some Unholy War

O Amy Winehouse powiedziano już wiele, być może nawet za wiele. W atmosferze oczekiwania na oficjalną premierę filmu biograficznego o wokalistce nie sposób jednak nie rzucić ponownie okiem na karierę tej utalentowanej artystki.

AMY, reż. Asif Kapadia - Gutek Film

Dyskografii Amy zdecydowanie nie można nazwać bogatą, ciężko też kłócić się o to, który z albumów należy uznać za najlepszy czy najbardziej znaczący. Mimo to trzeba przyznać, że swoją kilkuletnią obecnością na rynku muzycznym Brytyjce udało się wprowadzić niemałe zamieszanie. Pierwsza płyta, Frank, nie wzbudziła co prawda zbiorowej histerii, ale dała wyraźny sygnał, że tej dziewczynie należy się uważnie przyglądać. Przełomem, i jak się później okazało początkiem końca, był kolejny długograj, Back to black, który uznać należy chyba za jedno z ważniejszych wydawnictw pierwszej dekady XXI wieku, jeśli chodzi o muzykę popularną. Niezwykły głos, szczere teksty i emocjonalne wykonania pozwoliły wskoczyć Winehouse na szczyty europejskich i amerykańskich list przebojów. Okazało się, że połączenie jazzowego brzmienia i stylistyki retro w lekkostrawnym wydaniu (tu ukłon w stronę Marka Ronsona) było strzałem w dziesiątkę.

Niestety talent wokalistki nie był jedynym powodem, dla którego przyciągała ona uwagę prasy. Problemy Amy z używkami i burzliwy związek z Blake'em Fielder-Civilem sprawiły, że została ulubienicą tabloidów. Fali kompromitujących publikacji nie powstrzymywały szczere wywiady udzielane przez artystkę, a sprawę pogarszały tylko wypowiedzi „życzliwych”, w tym rodziców wokalistki. Autoironiczne Rehab, które miało być prztyczkiem w nos dla nadmiernie zainteresowanych, ostatecznie przerodziło się w bardzo przygnębiający żart.

Wiadomość o śmierci Winehouse w lipcu 2011 nie była zaskoczeniem. Mówiąc niedelikatnie, takich historii widzieliśmy już wiele, a fakt, że zmarła w wieku dwudziestu siedmiu lat tylko ułatwił podpięcie pod niesławny kondukt najbardziej znanego klubu popkultury. Prasa bulwarowa na całym świecie prześcigała się w publikowaniu nielicznych materiałów, które dotychczas nie ujrzały światła dziennego, montowano wspomnienia, w których łzy wypłakiwali często przypadkowi żałobnicy, a wszystko to ochoczo komentowane było przez rzeszę krytyków muzycznych, nawet tych ignorujących dotąd artystkę. Mimo, że taki obrót spraw można było przewidzieć, żarłoczność opinii publicznej zamieniła to przykre wydarzenie w walkę o najbardziej szokujące informacje z życia Amy.

Nadal czując niesmak, zastanawiam się, czy możliwe jest dopisanie jakiegokolwiek post scriptum do tej historii, które nie będzie kolejną łzawą laurką wystawioną Winehouse? Albo, co gorsza, nie przyczyni się do zredukowania jej jedynie do postaci tragicznej, odsuwając na bok to, co najważniejsze, czyli jej talent? O tym przekonamy się już wkrótce, kiedy na ekrany polskich kin trafi Amy – wyczekiwany od miesięcy film biograficzny wyreżyserowany przez Asifa Kapadia. Udostępniony publiczności kilka miesięcy po Montage of heck, produkcji poświęconej Cobainowi, z pewnością nie uniknie do niego porównań (co można zauważyć już w zagranicznych recenzjach).

Licząc na to, że jednak wrócimy bez wrażenia, że właśnie ubrudziliśmy sobie ręce, wdzierając się po raz kolejny w rejony, które powinny nam być niedostępne, zachęcam do ponownego odsłuchania nagrań wokalistki. Nie z każdym popowym wykonawcą spędza się tak przyjemnie wieczory, jak właśnie z tą utalentowaną Brytyjką.

następna
strona
poprzednia
strona

Zobacz także