film
MAGAZYN KULTURALNY
15 sierpnia 2015

Zbiorowa hipnoza

Jest coś widowiskowego w sprawnie działającej, festiwalowej machinie Nowych Horyzontów. W tym samym momencie rzesze ludzi wchodzi w niemalże jednolity, odgórnie regulowany rytm doświadczania kina w najczystszej postaci.

15 MFF Nowe Horyzonty

Nieprzespane noce, nerwowe przeglądanie programu czy rejestracyjny survival to cena, jaką płaci się za wstęp do świata, w którym wszyscy śnimy te same marzenia i koszmary w tempie pięciu bloków programowych na dzień. Zbiorowa hipnoza trwa w najlepsze do momentu, gdy w niedzielę pustoszeje ostatnia sala kinowa i nie da się już uciec przed faktem, że gdzieś na zewnątrz czai się rzeczywistość. Nic dziwnego, że po takim przeżyciu zarówno w podsumowaniach, jak i w smutnych statusach znajomych na fejsie pobrzmiewa syndrom odstawienia. Kurz po bitwie opada, a nam pozostaje tylko podsumowanie zysków i strat.

W tym roku obyło się bez większych zaskoczeń, chociaż niektórzy ze zdziwieniem przyjęli werdykt jury Konkursu Międzynarodowego - Grand Prix powędrowało do "Lucyfera" Gusta van der Berghe'a. Nie był to wybór oczywisty. Mistyczna historia o wędrówce bibilijnego Lucyfera po meksykańskiej prowincji została zamknięta w okrągłych, panoramicznych kadrach. Ten filmowy eksperyment wykonany przy pomocy tondoskopu przez nowohoryzontową widownię został przyjęty jednak dość chłodno.

Znacznie ciekawszą pozycją do wpisania na listę filmów do obejrzenia jest trylogia "Tysiąc i jedna noc" Miguela Gomesa. Opowieść o Szeherezadzie, która każdej nocy snuje inną baśniową historię, stała się pretekstem do opowiedzenia o współczesnej Portugalii. Każda z trzech części to zbiór rozbudowanych, filmowych anegdot, które przedstawiają społeczeństwo pogrążone w kryzysie ekonomicznym. Realizm poprzetykany jest tu poetycką fantazją, ale już w pierwszej części reżyser ujawnia swoje zamiary - chce opowiedzieć o konsekwencjach polityki oszczędnościowej, która uderza przede wszystkim w przeciętnego obywatela i sprowadza go na skraj nędzy.

Z wyróżnionych w innych sekcjach filmów warto byłoby wspomnieć o "Watasze" Crystal Moselle, która do Wrocławia trafiła już z nagrodą za najlepszy dokument z Sundance. Trzeba przyznać, że amerykańskiej reżyserce trafiła się historia-samograj, od razu niemalże spreparowana na duży ekran. Siedmioro dzieci Angulo, zamkniętych przez nadopiekuńczych rodziców w czterech ścianach mieszkania gdzieś na Dolnym Manhattanie, poznawało świat za pośrednictwem telewizji i kaset video. Niewielka przestrzeń rodzinnego domu staje się swoistym polem eksperymentu z dwiema rzeczywistościami. Codzienność miesza się tu z filmowymi kadrami na tych samych prawach - odgrywanie scen wyjętych z "Pulp Fiction" to dla braci taka sama rutyna jak gotowanie obiadów. Właśnie w metafilmowych akcentach leży siła dokumentu Moselle, której udało się przyłapać kino jak gdyby na gorącym uczynku, w pełni swych magicznych możliwości oddziaływania na wyobraźnię. Gdy historia zaczyna jednak ciążyć bardziej ku osobistym problemom bohaterów, film nieco wytraca tempo. W pewnej chwili jak gdyby zabrakowało pomysłu na zdyscyplinowanie narracji o samych bohaterach, a między kolejne, przydługie wypowiedzi wkrada się nuda.

Między konkursowymi filmami znalazł się jeszcze inny eksperyment wart uwagi. Mowa o "Wideofilii", która ze względu na ilość osób wychodzących w trakcie seansu może spokojnie konkurować z "Zakazanym pokojem" Guya Maddina. W dziesięciogwiazdkowym systemie oceny produkcja Molero musiałaby wypaść niezbyt dobrze (delikatnie mówiąc), ale paradoksalnie to słabości reżyserskiej wizji są tu najbardziej intrygujące. Pierwszy raz na warsztat wzięto język "końca Internetu" i w tej poetyce grubą krechą nakreślono świat pęknięty na dwa wymiary: realny i cybernetowy. Reżyser bardzo sprawnie obraca postinternetową estetyką, którą pozornie potraktował zbyt dosłownie, bez zrozumienia dla mechanizmów rządzących internetową reprodukcją znaków. Podejrzanie łatwo Internet przekłada się tu na świat rzeczywisty pod postacią narkotyków, pornografii i wielowymiarowej przemocy, co trąci tanim moralizatorstwem. Wydaje się jednak, że w wybranej strategii opowieści nie chodziło o ostrzegawcze łajanie palcem. Można byłoby bronić wizji Molero jako filmu skonstruowanego dokładnie według tych postinternetowych reguł, które próbuje przedstawić, a opowieść o życiu po wirtualnej zapaści należałoby wziąć w spory cudzysłów. "Wideofilia" jako eksperyment, choć ciekawy, wypadł mało przekonująco i skłania do zastanowienia się nad sensem Internetu poza Internetem.Zbiorowa hipnoza

Już poza konkursami, na widzów Nowych Horyzontów czekały sprawdzone na innych festiwalach, gorąco wyczekiwane i głośne tytuły-pewniaki, które najbardziej ożywiały dyskusje w kinowych kuluarach. Najważniejsze z nich - "The Lobster" Lanthimosa i "Syn Szawła" Nemesa - wymagałyby osobnych tekstów; w tym miejscu należałoby zatrzymać się tylko na konkluzji, że nie bez powodu oba filmy tak mocno poruszyły zagraniczną krytykę i publiczność. W repertuarze festiwalu pojawiły się jednak mniej oczywiste pozycje, które warto zobaczyć. Do takich na pewno należałoby zaliczyć "Mustanga" Deniza Gamze Ergüvena - wyważona, kameralna opowieść o obyczajowych warunkach dojrzewania do bycia kobietą na tureckiej prowincji. Film otwiera niepozorna scena dziecinnej zabawy grupy rówieśników nad morzem. Dopiero z biegiem historii okazuje się, że był to moment przełomowy w życiu pięciu sióstr - od tej pory wszystkie zostają odizolowane od "zgubnego wpływu" mężczyzn. Okazuje się, że granica między dzieciństwem a dorosłością to czysto zewnętrzny, społeczny konstrukt, i gdy przyjdzie odpowiedni moment, każdy zostaje zmuszony do zajęcia przeznaczonego mu miejsca w obyczajowej hierarchii. Ergüven pokazuje, że nieodłącznym elementem tego tradycyjnego modelu inicjacji jest wielopokoleniowa przemoc, która dotyka przede wszystkim kobiet. Bez popadania w melodramatyczne tony reżyserowi udało się przedstawić cały proces brutalnego wtłaczania młodych dziewczyn w tryby tradycyjnego systemu patriarchalnego.

następna
strona
poprzednia
strona
przejdź do strony: 12

Zobacz także