literatura
MAGAZYN KULTURALNY
10 sierpnia 2015

Literacki auto-nokaut

Według obiegowych, branżowych przechwałek prawdziwy copyrighter to ten, który opanował „sztukę pisania” do perfekcji. Szkoda, że słowo „sztuka” jest tu używane nieco na wyrost, co potwierdza debiutancka książka Krakowiaka.

Łukasz Krakowiak, Copyfighter, Wydawnictwo Nisza 2015

 „Copyfighter” obnaża prawdę nie tylko o prawach rządzących rynkiem marketingu – to też najlepszy dowód na to, jak daleko rzemieślniczej żonglerce hasłami reklamowymi do literatury.

Po mieście chodzą słuchy, że tą małą powieścią autor wzbudził niemałe poruszenie wśród pracowników agencji reklamowych i dość brutalnie zamknął sobie drzwi do dalszej kariery. Aż trudno uwierzyć, że „Copyfightera” można było wziąć do tego stopnia na poważnie. Co prawda autor głośno chwali się, że jest to książka rozliczeniowa, jednak cały ładunek krytyczny zatrzymał się na poziomie wystarczająco ogólnym, żeby wydawca mógł spać spokojnie. Mniej ciekawscy i dociekliwi czytelnicy mogliby zatrzymać się tylko na pierwszym rodziale (czy „rundzie”, pozostając przy autorskiej nomenklaturze), bo wprowadzenie mniej więcej ustala katalog stereotypów, którymi autor będzie operować oraz horyzont oczekiwań czytelniczych.

Warszawa, początek lat 2000. Historia zaczyna się w momencie, w którym główny bohater ogląda w telewizji amerykański (sic!) film o gwieździe copywritingu, w który upchnięto cały arsenał rekwizytów prosto z americam dream: wypasiony samochód, piękne kobiety, luksusowe mieszkanie, błogie lenistwo. Decyzja zapadła natychmiast – młody Artur, jeszcze poza rynkiem pracy, ale już na wszelki wypadek na nim zagubiony i bez perspektyw, postanawia podbić polski marketing. Udaje mu się zaczepić i tak oto razem z biednym czytelnikiem przechodzi krok po kroku przez kolejne branżowe kręgi piekielne. Bohater nie ukrywa, że nie o ideę kreatywności czy „sztukę marketingu” mu chodzi, a o prosty, jak najszybszy zysk – pod tym względem da się w motywacji Artura wyczuć jeszcze resztki obecności polskiego, transformacyjnego El Dorado lat 90-tych.

Agencja reklamowa nr 1. W tym nakreślonym grubą, ciężką krechą świecie każdy ma przyporządkowaną swoją działkę, która stanowi jedyne kryterium branżowej typologii człowieka. Najwięcej uwagi zostaje poświęcone Kreatywnym – copywriterom w pełnym rynsztunku: to wystylizowani na bezdomnych wizjonerzy reklamy, którym w tym całym kramie przypadła rola sprzedawania dobrze skrojonych iluzji lepszej rzeczywistości. A przynajmniej tak by było, gdyby wizjonerstwo nie rozbijało się o oczekiwania niezbyt rozgarniętych klientów. Tu leży sedno fatalnej kondycji polskiej reklamy: kreatywość rozbija się o bezguście wyżej postawionych, którzy wolą płacić za własne iluzje.

Ostateczną przyczyną klęski Artura nie jest jednak samo środowisko reklamy – te przyjmuje męczeńsko, ale z całym dobrodziejstwem inwentarza. Owszem, jako copywriter dochodzi w pewnym momencie do punktu, w którym zmuszany jest do deptania własnych pomysłów i produkowania ogłupiających, urągających jakiejkolwiek estetyce kampanii reklamowych wedle zaleceń zleceniodawców. Tym zajmował się jednak od początku, tyle że na mniejszą skalę. Można odnieść wrażenie, że nie o szumną kreację się tu rozchodzi, a o ciągłe zastrzyki adrenaliny i gotówki na konto. Kłopoty zaczynają się dopiero, gdy „szał twórczy” opadnie i zaczyna się uczestniczyć w prawdziwym biznesie, w którym wyróżniają się co bardziej cwani i z lepszymi układami.

Przyozdobioną ironicznym, miejscami lekko złośliwym poczuciem humoru opowieść o kolejnych etapach wypalania się w świecie korporacji czyta się szybko. Cały katalog narosłych wokół świata reklamy, wykpionych stereotypów znalazł w książce Krakowiaka swoje literackie miejsce. Szkoda tylko, że autor poza tę kpinę stara się nie wychylać, błyskawicznie i bez żadnych większych ambicji prześlizgując się po powierzchni korpo-rzeczywistości. Tym bardziej szkoda, że po „Jak przestałem kochać design” Wichy wiadomo, że na zbliżone w pewnym stopniu tematy można mówić po prostu ciekawie, bez zbędnego efekciarstwa.

następna
strona
poprzednia
strona

Zobacz także