muzyka
MAGAZYN KULTURALNY
05 września 2015

Flanerujący Wiking z 6th Avenue

Lata 60. w Ameryce ulegają ciągłej mitologizacji, ale dziwić się nie można, bo kto nie chciałby widzieć Jimiego Hendrixa i Janis Joplin na Woodstocku w 1969 roku?

Moondog 2 (1971), okładka płyty

Kto nie marzył o spotkaniu z Allenem Ginsbergiem bądź Jackiem Kerouakiem? Przez niektórych w dzisiejszych czasach lata kontestacji to złoty wiek muzyki, myśli i sztuki, dlatego ludzie wciąż marzą o tym, by przynajmniej na moment tamte czasy powróciły. Sama jestem zakochana w tamtych czasach i lubię powracać do brzmień rewolucyjnych i świeżych do dnia dzisiejszego, tym bardziej, że lata 60. spłodziły nieprzebraną ilość zespołów, singli i albumów, dzięki którym można przez cały czas odnajdywać muzyczne ,,smaczki” tamtych dni.

Jednym z takich rarytasów jest Louis Thomas Hardin, który na potrzeby artystyczne przybrał pseudonim Moondog. Urodził się 26 maja 1916 roku w Kansas. Stracił wzrok w 16 roku życia, ale już rok później zaczął naukę gry na skrzypcach i wiolonczeli. Mając lat 27, przeprowadził się do Nowego Jorku i tam rozpoczął działalność artystyczną, dzięki której do dzisiaj jest znany. Moondog (ten pseudonim przybrał po śmierci swojego psa lubiącego wyć do księżyca) w stolicy kultury Ameryki prowadził przez 30 lat życie ulicznego dziwaka, grajka i poety. Jego charakterystyczny strój, na który składał się hełm wikinga i długi płaszcz musiał wzbudzać na jego ulubionej 6-stej ulicy niemałe zamieszanie, konsternację i ciekawość.

Jego muzyczna twórczość to brzmienia z pogranicza jazzu, minimalizmu, okraszone poezją, a także melorecytacjami. Płyta z roku 1956 pt. Moondog to składanka wszelakich dźwięków. Czasami można usłyszeć rytmy południowej Ameryki, tango, by następnie zanurzyć się w dźwiękach przypominających japońskie koto. Wstawki dźwięków ptaków, płaczu dziecka, ulicy tylko pogłębiają uczucie zagubienia i pomieszania zmysłów. Trzeba nadmienić, że chaos jest tylko pozorny, bo z konglomeratu dźwięków wyziera na zewnątrz muzyka świata człowieka, który przemierzał ulice Nowego Jorku, miasta multikulturowego, przez całe 30 lat. Muzyka Moondoga wydaje się nie tylko odzwierciedleniem fascynacji bitników i hipisów wschodem, etnicznością, awangardą, ale także muzyką spotkaną przez przypadek na ulicy. Można stwierdzić, że Moondog był flaneurem lat 60. w Nowym Jorku, ale także prekursorem w muzyce postmodernistycznej, ponieważ łączył różne style, dźwięki i konwencje stworzone dotychczas w muzyce. W swojej twórczości odwoływał się także do literatury, ale to nastąpiło później. W czasie swojego nowojorskiego etapu w życiu spotykał się z legendami jazzu (m.in. z Charliem Parkerem, Berrym Goodmanem, Charlesem Mingusem) oraz poetami (Allenem Ginsbergiem). Artysta wędrował po ulicach Nowego Jorku do 1972 roku. Następnie wyemigrował do Niemiec, gdzie tworzył i wydawał kolejne albumy, które są kontynuacją dokonań nowojorskich. Artysta nie zrezygnował ze wstawek muzycznych, jazzowych brzmień i poezji, bo twórczość Moondoga w Europie to konsekwentne szlifowanie swojego warsztatu, a także skupienie się na samej jakości dźwięku muzyki. Po kilkunastu latach eksperymentalne utwory nie przyciągały uwagi szumami, trzaskami, chociaż niewątpliwie tkwił w tym urok, ale odbiorca mógł nareszcie skupić całą swoją atencję na grach semantycznych wykonywanych przez Moondoga.

Louis Hardin zmarł w 1999 roku w Niemczech. Całe swoje życie oddał muzyce, a także nauce kolejnych pokoleń, bo z pewnością zainspirował rzeszę artystów awangardowych i eksperymentujących, którzy chętnie zapożyczali od Moondoga odwagę w komponowaniu utworów. Dzisiaj poznaje się go ze względu na rosnąca popularność bitników i kultury hipisowskiej, do których to kręgów można tego ekscentrycznego artystę zaliczyć, ale nadal nie jest wystarczająco znany, by wejść w konkury z tytanami amerykańskiej sceny muzycznej lat 60. Szkoda, bo warto usłyszeć utwory człowieka, który za pomocą słuchu poznawał Stany Zjednoczone w czasach kontestacji. 

następna
strona
poprzednia
strona

Zobacz także