film
MAGAZYN KULTURALNY
30 sierpnia 2015

Cielesność jest esencją związku

25 sierpnia miała miejsce premiera „Love”, najnowszego filmu Gaspara Noé. Zapraszamy do lektury krótkiego wywiadu z twórcą.

LOVE 3D, reż. Gaspar Noe - Gutek film

Dlaczego akurat film w 3D? Czy chodziło po prostu o spróbowanie czegoś nowego, czy wykorzystanie tego efektu dla pogłębienia wrażenia bliskości?

Myślę, że jedno i drugie. Zdjęcia i filmy są nośnikiem emocji. Technika, w jakiej zostały wykonane, to jak je oglądamy, ma wpływ na wygląd naszych wspomnień o bliskich osobach. W „Love” widać to w scenach, w których Murphy ogląda stare zdjęcia Elektry, używając do tego specjalnego starego aparatu, który ma go oderwać od rzeczywistości, przenieść w czasie. Kilka lat temu kupiłem tanią kamerę 3D. Trochę się nią bawiłem. Zacząłem kręcić więcej materiałów, kiedy moja mama zachorowała. Gdy sześć miesięcy później zmarła, oglądałem te zdjęcia na wielkim ekranie 3D i w okularach. Wszystkie były niezwykle realistyczne, nawet w trochę chory sposób. Może nie tak realne jak w prawdziwym życiu, ale ta wyrazistość i przestrzeń i tak mnie wystraszyły. W dobry i w zły sposób. W tych obrazach było coś bardziej emocjonalnego, coś, do czego nie byłem przyzwyczajony. Mniej więcej w tym samym czasie poznałem człowieka, który powiedział mi, że istnieje subwencja rządu francuskiego dla filmów tworzonych w 3D. Więc szybko złożyłem dokumenty i już w następnym tygodniu dostałem potwierdzenie dotacji w wysokości 300 tysięcy euro. Bardzo się ucieszyłem, to była dodatkowa motywacja do tego przedsięwzięcia. Dostałem możliwość zabawy nową dla mnie technologią, która świetnie uzupełniała moje założenie, czyli oddanie tej intymności i bliskości pomiędzy dwojgiem ludźmi. Uznałem, że 3D pomoże mi uczynić ten film bardziej emocjonalnym. Gdy widzisz ten film w kinie, zakładasz okulary i masz efekt „klapek na oczach”, koncentracji na małym elemencie, który widzisz, a nie tym, co wokół ciebie. Czujesz, że ty i bohaterowie dzielicie jedną przestrzeń. Jesteś trochę skryty, jak ich cień.

Czyli można powiedzieć, że to zupełnie nowy poziom voyeryzmu, bo już nie tylko podglądamy parę, ale wchodzimy w ich osobistą przestrzeń?

Tak, ale ta potrzeba intensyfikacji, przenicowania jest czymś nieodłącznym. Gdyby tylko była możliwość robienia filmów w technice prześwietleń X-ray, z pewnością bym się tego podjął!

W Cannes mówiłeś, że nasza rzeczywistość i media są przesiąknięta erotyką, dlaczego więc zrobiłeś film, który dokłada kolejną cegiełkę do tych reprezentacji? Chodziło o pokazanie jakiejś innej, brakującej perspektywy? Właśnie tej intymności?

Właściwie to nie ma zbyt wielu filmów, które by przekraczały jakieś granice, łamały tabu. Chodzi mi o pokazywanie historii miłosnych w ich cielesnym wymiarze. W latach 70. w kinach pokazywano naprawdę dosłowne i odważne sceny erotyczne. Obrazy te trafiały do regularnej dystrybucji. Teraz erotykę, w postaci filmów pornograficznych, też można zobaczyć wszędzie, dzięki internetowi. Mogą to robić nawet dzieci, kiedy tylko nauczą się obsługiwać smartfony albo tablety. Ale ja się nie odnajduję w tych pornograficznych obrazach. To nie jest coś, co chciałbym oglądać na ekranie, co by mnie jakoś szczególnie poruszało. Swój film określam jako erotyczny melodramat, obecnie w filmach pełnometrażowych trudno znaleźć ten wymiar. Mam wrażenie, że erotyka uciekła nawet z magazynów w rodzaju „Playboya”.

Czyli jest trochę tak, że mamy albo twardą pornografię, albo banalny romantyzm?Cielesność jest esencją związku

Tak, pornografia cyfrowa i komedie romantyczne w kinach. A tak naprawdę w większości przypadków jesteśmy przecież gdzieś pośrodku. Możesz uprawiać seks w sposób całkowicie oderwany od emocji albo przeciwnie – w sposób czuły. I właśnie coś takiego chciałbym zobaczyć w kinie, ale filmów tego rodzaju jest naprawdę niewiele. Dla mnie to ważne, wręcz kluczowe. Ciekawe, że prawo i praktyki dystrybutorów doprowadzają do tego, że pozbywamy się czegoś, co jest esencją naszego życia. Być może są ludzie, którzy moim filmem poczują się urażeni, ale ja nie widzę w nim nic skandalicznego. To, co w nim przedstawiam, wynika po prostu z mojej wrażliwości. Na pewno masz znajomych, którym wszyscy się dziwią i zastanawiają się: „dlaczego oni właściwie są parą?”. A gdybyś zobaczyła ich uprawiających seks, okazałoby się, że nagle idealnie do siebie pasują. Bo ten cielesny wymiar jest właściwie esencją związków. Można kochać kogoś platonicznie, ale to nigdy nie trwa długo. Nie tak długo jak miłość cielesna.

Pod tym względem „Love” przypomina „Życie Adeli”.

„Love” było projektem, który miałem w głowie od wielu lat, na długo zanim wyszedł film Kechiche’a. Bardzo mnie poruszył, płakałem podczas seansu. Najpiękniejsze momenty związku dziewczyn, to właśnie te, w których się kochały i to jest coś, z czym silnie się utożsamiam. Kiedy myślę o tych, których kocham, to pierwsze obrazy pojawiające się przed moimi oczami są jakoś związane z seksem. To nie musi być koniecznie orgazm, ale na przykład leżenie razem nago w łóżku, gdy do pokoju wpada przez okno słońce, wszystko jest ciche i spokojne, a wy rozmawiacie. W „Życiu Adeli” są właśnie przebłyski tego, co chciałem nakręcić. Pokazałem już coś podobnego w „Nieodwracalnym”, gdy Monica Bellucci i Vincent Cassel budzą się w łóżku po wspólnie spędzonej nocy. „Love” to przedstawienie tej intymności między dwojgiem ludzi w pełnej rozpiętości. I też pokazanie jak to wszystko może się rozsypać, gdy wkracza między nich osoba z zewnątrz, czyli ich sąsiadka Omi. Takie historie zdarzają się przecież wielu parom.

Podobno nie robiłeś zwyczajnych castingów do swojego filmu?

Nie lubię tradycyjnych castingów. Do takich ról, w których ludzie muszą zagrać parę – być razem nago, całować się, być może uprawiać seks, musi być między nimi jakaś energia, przyjaźń, przynajmniej porozumienie. Nie mógłbym zdecydować o tym, kto ma zagrać, zanim nie zobaczyłbym, czy do siebie pasują. Na początku próbowałem nawet znaleźć prawdziwą parę albo parę byłych kochanków, którzy aktualnie nie są w żadnym związku, który mógłby skomplikować dodatkowo ich relację. Jak widać nie udało się, jednak bardzo cieszę się z wyboru Karla i Aomi. Między nimi jest bliskość, myślę, że wyglądają wiarygodnie jako para.

Czy przy pomocy swoich bohaterów chciałeś pokazać coś w rodzaju starcia wyobrażeń o obyczajowości Europejczyków i Amerykanów? W porównaniu do Elektry, Murphy wydaje się bardziej zachowawczy. To ona jest inicjatorką próbowania nowych rzeczy w łóżku i związku, w tym epizodu z osobą trans, w którym on nie potrafi się zupełnie odnaleźć.

W „Love” było dużo improwizacji, ta scena z transseksualistą to jeden z przykładów. To samo w scenie przesłuchania, kiedy Murphy wygłasza całą tyradę przeciwko Francji. Wszystko to, co się między nimi wydarza jest bardzo płynne. Myślę, że oboje są młodymi ludźmi, którzy próbują nowych rzeczy i to, jakie są ich reakcje, co się dzieje, to wynik dynamiki związku. Nie robiłem żadnych założeń, tez, ukrytej symboliki. Ta historia z transseksualistą wydarzyła się na takim etapie ich związku, kiedy za wszelką cenę chcieli spróbować czegoś nowego, wynajdywali sobie kolejne wyzwania i podniety. Chyba żadne z nich tak naprawdę nie było podniecone tą sytuacją, w której się znaleźli.

Myślisz, że jest jakaś różnica w podejściu dystrybutorów na rynku europejskim i amerykańskim, jeśli chodzi o sprawy obyczajowe?

„Love” na pewno nigdy nie byłoby sfinansowane przez Amerykanów. Ale teraz, kiedy film jest już ukończony, miał premierę w Cannes, zdecydowali się go kupić. I w Stanach będzie dystrybuowany w pełnej wersji bez oznaczeń o ograniczeniach wiekowych. Chyba w niewielu krajach można zrobić coś takiego. Dopiero co słyszałem, że „Love” zostało zakazane w Rosji. Prawdopodobnie z powodu obowiązującej tam teraz polityki obyczajowej walczącej z homoseksualizmem, z erotyką w przestrzeni publicznej. Zaskakujące, że na przykład z „Nieodwracalnym” nie mają już takiego problemu. Przecież „Love” jest nieporównywalnie delikatniejsze, słodsze...

Może dlatego, że w naszej kulturze jest po prostu duże przyzwolenie na pokazywanie przemocy.

Możliwe, ale chodzi też chyba o to, że ludzie mają poczucie pewności, że przemoc na ekranie jest udawana, a gdy oglądają seks – jest zupełnie odwrotnie. Jest jakiś lęk, że ludzie przyjdą do kina, zaczną oglądać, zaczną się podniecać.. Ale to w ogóle nie jest obraz, który ma erotycznie pobudzać. „Love” jest emocjonalnym, melancholijnym filmem.

3 września zapraszamy do Kina Muranów na pokaz specjalny filmu LOVE w 3d, po którym odbędzie się spotkanie z Jakubem Dymkiem, prowadzone przez Dominikę Sitnicką. 

SZCZEGÓŁY

następna
strona
poprzednia
strona
przejdź do strony: 123

Zobacz także