sztuka
MAGAZYN KULTURALNY
13 września 2015

CZYTAJĄC FOTOGRAFIE

Nowicki patrzy na zdjęcie i w pozornie płaskim, dwuwymiarowym obrazie wynajduje wiele wymiarów, wiele historii.

Wojciech Nowicki, Odbicie, Wydawnictwo Czarne 2015

Dzisiejsze kłótnie o miliony pikseli, o najdoskonalsze oddanie barw i możliwość filmowania telefonem w zupełnych ciemnościach i rozdzielczości HD wydają się wobec tego prostego artefaktu, dziewiętnastowiecznego zdjęcia, śmieszne i bezcelowe. Po raz już nie wiem który odkrywam, że za tym sprzętem musi stać ktoś, osoba, duch; a marzenie o technicznej doskonałości jest najzwyczajniej śmieszne:, kiedy na rynek wchodzi najnowszy, najdoskonalszy sprzęt, to jest już przestarzały, bo w magazynie czeka nowy; i tak w nieskończoność ­– czytamy w „Odbiciu” Wojciecha Nowickiego.

Wojciech Nowicki jest pisarzem, publicystą, kuratorem wystaw fotograficznych i recenzentem kulinarnym. Jego książka „Dno oka. Eseje o fotografii” znalazła się w finale Nagrody Literackiej Nike 2011.  Ubolewam, że jeszcze nie miałam okazji jej przeczytać. Tegoroczna książka Nowickiego, „Odbicie”, uznawana jest za naturalną kontynuację „Dna oka”. Nadrobię to jednak. Póki co skupmy się na drugim tytule.

Od razu przyznaję, że niewłaściwie zabrałam się do lektury „Odbicia”. Czytałam ją w formie elektronicznej, fragment jadąc metrem, fragment podczas wakacyjnego wyjazdu, z reguły w dość chaotycznym otoczeniu. A jest to książka, który wymaga skupienia. Autor zaprasza nas do uruchomienia pokładów wyobraźni. Część wspomnianych w książce zdjęć jest w niej wydrukowanych, resztę musimy wyobrazić sobie sami. Nie jest to trudne dzięki fantastycznym opisom, mimo wszystko wymaga jednak odcięcia się od otoczenia i utonięcia w opisywanym w danym rozdziale świecie. Zdecydowanie warto też kupić papierowe wydanie książki, by móc spojrzeć na fotografie w niej ukazane tak, jak to robił Nowicki, w ukochanej przez niego tradycyjnej formie.

Książka to zbiór esejów poruszających tematy w obrębie szeroko rozumianej fotografii.  Nowicki niezwykle wnikliwie pochyla się nad autorami zdjęć od XIX w. do czasów dzisiejszych oraz nad ich pracami. Wnikliwie – bowiem nie analizuje jedynie danego zdjęcia, zastanawia się również nad historią autora, który je wykonał, nad bohaterem, a także często i nad sobą samym, badając swoje reakcje na konkretną pracę. Znów okruch autora wdziera się każdą szczeliną, ciągle na nowo to zauważam. Czytamy więc nie tylko o zdjęciach Jerzego Lewczyńskiego – często „zapożyczonych”, lub wręcz przywłaszczonych – ale i o jego życiu, wydarzeniach które go kształtowały, co daje znacznie pełniejsze spojrzenie na jego prace. Tak samo jest z Wilhelmem von Blandowskim - tu Nowicki poświęca niebywale dużo miejsca na życiorys; życiorys trudny, pełny niepowodzeń, składający się z wielu luk i niewiadomych, przez co tym bardziej intrygujący. W „Odbiciu” zaskakuje mnogość tematów i postaci. Wydaje się, że przy takiej ilości bohaterów, Nowicki zaledwie muśnie każdego z nich. A jednak wręcz przeciwnie, na 284 stronach tekstu każdemu zostało poświęcone wystarczająco dużo uwagi.

Nowicki patrzy na zdjęcie i w pozornie płaskim, dwuwymiarowym obrazie wynajduje wiele wymiarów, wiele historii. Znajdując punkt wyjścia w zdjęciu, zwykle niedoskonałym, obok którego większość z nas przeszłaby obojętnie, Nowicki przechodzi do rozważań na różnorodne tematy. I tak poważny, nagi pan prezentujący swoje męskie wdzięki w domowym zaciszu, nawiązuje do tematu dzisiejszych selfies, zdjęcia z albumu Grzeszykowskiej do fotograficznych manipulacji, a młody żołnierz do rozważań o naszym spojrzeniu na śmierć.CZYTAJĄC FOTOGRAFIE

W wielu przypadkach skaza na zdjęciu, ułomność, która powinna dyskwalifikować, odbierać mu moc, koniec końców działa na jego korzyść. Uderza tym silniej, im mniej jest profesjonalne – pisze Nowicki. Odnosi się wrażenie, że im zdjęcie bardziej niedoskonałe, zabrudzone, noszące znamiona czasu, tym bardziej dla niego wartościowe. Myślę, że każdy po przeczytaniu „Odbicia” zacznie inaczej patrzeć na zdjęcia, które kurzą się od dawna w pudłach na strychu; na stare fotografie w muzeach, które, choć często pomijane przez laików ze względu na niedoskonałości techniczne, tak naprawdę niosą w sobie ogromny ładunek emocjonalny i historię. Dlaczego ktoś zrobił to zdjęcie? Kim są jego bohaterowie? Czemu sfotografowano żebraków w studiu fotograficznym, jakby byli jakimiś specjalnymi okazami, jakby ktoś chciał udokumentować ich „gatunek”? Czy już wtedy autor miał w zamyśle wyższy cel – rejestr typów ludzkich – czy po prostu chciał połechtać swoje ego?

W niektórych przypadkach odpowiedź znajduje się dość szybko, wystarczy spojrzeć na podpis z tyłu zdjęcia, w innych pozostaje na zawsze w sferze domysłów, dając szerokie pole do popisu naszej wyobraźni. Fotografia z podpisem znaczy inaczej niż fotografia sama, bez słowa komentarza. (…) Właśnie dlatego lubię papier, zdjęcia sprzed ery fotografii cyfrowej. Mogą nieść ów niespodziewany naddatek, którego surowe pliki, bity sklejone z bitami zazwyczaj nie mają. Papier prowokował, papier sprzyjał, by opatrywać go tekstem.

Trudno nie podziwiać ogromnej wiedzy autora, który lawiruje między słowami Balzaca, Foucaulta, Sontag, Barthesa, Konwickiego czy Urszuli Czartoryskiej, gładko przechodzi między etapami w historii fotografii, stosuje pełno nawiązań, skojarzeń i odwołań. Dlatego też powtarzam po raz kolejny, szczególnie tym, którzy na co dzień nie mają do czynienia z teorią fotografii: książkę tę polecam czytać w skupieniu, nie ignorując nieznanego nam nazwiska, nie omijając nie do końca zrozumiałych fragmentów.

Wtedy wyniesiemy z niej najwięcej. A czytając, pewnie nie raz zapytamy samych siebie, jak to zrobił autor: Czy zastanawiam się tu jeszcze nad zdjęciami? Czy już nad ludźmi po prostu?

WOJCIECH NOWICKI, ODBICIE

WYDAWNICTWO CZARNE 2015

następna
strona
poprzednia
strona
przejdź do strony: 12

Zobacz także