film
MAGAZYN KULTURALNY
14 września 2015

Życie z piętnem

Niby chłodny, ale rozgrzany do czerwoności. Niby oszczędny, ale na pewno nie skąpy. Polsko-szwedzki debiut absolwenta Łódzkiej Filmówki Magnusa Von Horna wchodzi do kin 9 października.

Intruz, reż. Magnus von Horn, Gutek Film

W świecie osadzonego na szwedzkiej prowincji „Intruza” nie ma miejsca na skrajne emocje. To świat taktu, dobrych manier i wzajemnego szacunku, w którym każdy zasługuje na drugą szansę. Co się dzieje, gdy w takiej poukładanej społeczności pojawia się zbrodnia, na dodatek popełniona przez jej członka? Dwa lata temu John zabił w afekcie swoją byłą dziewczynę. Po odsiedzeniu kary  w zakładzie poprawczym trafia z powrotem do swojej rodzinnej miejscowości i wraca do szkoły, w której uczył się przed popełnieniem zbrodni. Siedemnastoletni bohater stara się jak najlepiej wykorzystać drugą szansę, która przysługuje mu według szwedzkiego prawa. Szybko zauważa, że nawet najbliżsi oceniają go na każdym kroku, a byli koledzy ze szkoły domagają się jego usunięcia. John nie wydaje się oczekiwać zapomnienia ani przebaczenia, stara się nie wchodzić nikomu w drogę i nie daje się prowokować. Spycha w głąb siebie buzujące emocje, które dwa lata temu popchnęły go o krok za daleko. „Druga szansa” staje się jeszcze gorszą karą niż zakład poprawczy.

O ile John stara się nad sobą panować, o tyle pozostali mieszkańcy kipią gniewem i nienawiścią. W szkole odgrywa się batalia między miłosiernym państwem szwedzkim a żądnymi samosądu nastolatkami. Cierpliwy, wycofany nastolatek budzi we wszystkich wokół to, co najgorsze. Jedynie reżyser patrzy na Johna sprawiedliwym okiem, pozwala wybrzmieć jego staraniom. Gdy koledzy postanawiają ukarać Johna, Von Horn ustami dyrektorki mówi jednemu z chłopaków: „Mogłeś go wczoraj zabić”. Mordercą może zostać każdy z nas, a linia, która nas dzieli, jest cienka.

John otoczony jest mężczyznami – wychowuje go troskliwy ojciec, któremu czasem brakuje cierpliwości, ma ciekawskiego młodszego brata i schorowanego dziadka, który przez cały film nie mówi ani słowa. Ojciec nie potrafi rozmawiać o emocjach. Najważniejsze tematy porusza przy okazji lub zupełnie je pomija, nie przyznaje się do słabości. Co ciekawe, John wydaje się najlepiej „dogadywać” z niemym dziadkiem. Młodzi mężczyźni otaczają go również w szkole. Ich świat jest czarno-biały, pozbawiony litości, nastawiony na działanie. W filmie pojawiają się dwie ważne postaci kobiece (nie licząc dziewczyny zamordowanej przez Johna) – matka zmarłej nastolatki Bea oraz Malin, nowa koleżanka, z którą John nawiązuje bliższą relację. Drugo- i trzecioplanowe postaci kobiece również odgrywają znaczącą rolę w tej historii. Wydaje się, że w tym chłodnym świecie tylko kobiety potrafią okazać trochę ciepła i zrozumienia.

Zdystansowanym okiem

Temat przemocy wśród młodych ludzi jest bliski Von Hornowi od kiedy przyjechał do Łodzi studiować reżyserię na PWSFTViT. Niedługo po tym, jak sprowadził się do Polski został napadnięty i okradziony. Bohaterem jego pierwszego filmu dokumentalnego pt. „Radek” (2006) był dwudziestopięciolatek, który właśnie wyszedł z więzienia po kilkuletniej odsiadce. W kolejnych fabularnych etiudach szkolnych (warto wymienić „Echo” (2008) oraz „Bez Śniegu” (2011)) również przyglądał się młodocianym zbrodniarzom. „Intruz” kiełkował już podczas pracy nad etiudami szkolnymi, gdy reżyser przeglądał policyjne akta. W chłodnych opisach zbrodni odnalazł fascynujących bohaterów: „Interesuje mnie, że ludzie, którzy są młodzi, nie do końca wiedzą, dlaczego robią wszystko to, co robią. Robią to bardziej z powodu emocji, nie potrafią do końca artykułować, co czuli, co nimi kierowało.”

Życie z piętnem

Reżyser poza wykształceniem zawdzięcza przeprowadzce do Polski coś bardzo szczególnego. Mieszkając poza rodzinną Szwecją, przygląda jej się świeżym okiem. Kontrasty między społeczeństwami odbijają się wzajemnie jak w lustrze. Dla Von Horna Szwecja to kraj, w którym ludzie chowają się ze swoimi emocjami: „Kiedy jestem w Szwecji, czuję, że chciałbym okiełznać moje emocje. Boję się być przez nie osądzany. Zamieniam emocje na myślenie i staranne dobieranie słów”. Twierdzi, że akcja „Intruza” nie mogłaby mieć miejsca w Polsce, gdzie ludzie są o wiele bardziej otwarci jeśli chodzi o emocje. Aluzją do polskiej emocjonalności może być postać dziadka Johna, grana przez Wiesława Komasę. Dziadek żyje bowiem we własnym świecie, jest nieposłuszny wobec swojego syna, który traktuje go jak nieporadnego niemowlaka. Wydaje się również jedyną postacią, która nie osądza Johna w żaden sposób, a nawet posiada z nim jakąś tajemniczą więź. Gdy dziadek strzela do konającego psa, John pomaga mu zakopać zwierzę ku oburzeniu młodszego brata, który widzi w nich obu morderców.

Owoc wieloletniej pracy

„Intruz” powstawał ponad cztery lata, z czego większość czasu zajęło pisanie scenariusza. Reżyserowi od początku towarzyszył Mariusz Włodarski, przyjaciel i producent „Bez Śniegu”. Scenariusz był rozwijany w ramach wielu warsztatów scenariuszowych takich jak Passion to Market, EAVE European Producers' Workshop czy EKRAN w warszawskiej Szkole Wajdy. Z pomocą przyszedł Andrzej Mellin, wykładowca Łódzkiej Filmówki, który był script-doctorem projektu.

Charakterystyczny sposób opowiadania filmu poprzez wykorzystanie m.in. planów ogólnych został wypracowany przez Von Horna we współpracy z operatorem Łukaszem Żalem, dwukrotnym zdobywcą Złotej Żaby na Camerimage, nominowanym do Oscara za zdjęcia do „Idy”. Twórcy opracowali „dziesięć przykazań”, według których realizowali zdjęcia do filmu. Te zabiegi najlepiej widać w scenach akcji, w których kamera jest zdystansowana i statyczna, co wzbudza w widzach pragnienie zbliżenia się do bohaterów i wzmaga ciekawość. To, co dzieje się poza ekranem jest często ciekawsze od tego, co dzieje się na nim – emocjonalne sceny są kręcone z różnych punktów widzenia, a twarze bohaterów bywają zasłonięte lub niewidoczne. Film został nakręcony na taśmie, co było dodatkowym wyzwaniem dla całej ekipy. Warto również wspomnieć o chłodnej palecie barw, oszczędnym, powolnym montażu oraz o braku muzyki pozakadrowej, które pomagają stworzyć klimat napięcia i izolacji.

Rzadko spotykany w polskim kinie perfekcjonizm i dbałość o scenariusz sprawiają, że „Intruz” jest jedną z najlepszych inwestycji PISF-u od bardzo dawna. Wieloletnia praca opłaciła się, czego dowodem było świetne przyjęcie na Quinzaine des Réalisateurs na festiwalu w Cannes oraz nawiązanie współpracy dystrybucyjnej z Gutek Film.

Koprodukcja – szansa na sukces polskich filmów?

Debiut Von Horna został wyprodukowany przez z firmą Włodarskiego Lava Films i szwedzką Zentropę ze wsparciem finansowym ze strony koproducenta francuskiego. Współpraca między pionami produkcyjnymi z różnych krajów stanowi wyzwanie dla wszystkich członków ekipy – szwedzka ekipa była przyzwyczajona do krótszych godzin pracy, a Polacy najchętniej pracowaliby nieustannie przez dwa miesiące. Do relacji Von Horna z Mariuszem Włodarskim wkroczyła producentka ze Szwecji. Choć koprodukcja wymaga kompromisów, Włodarski pokłada nadzieję w tego typu rozwiązaniach: „Bardzo wierzę w koprodukcje. Dla mnie to jest odpowiedź, w jaki sposób film autorski może być finansowany. Wiadomo, że te filmy nie mogą być całkowicie finansowane przez rynek, bo nie mają takiej widowni”. W przypadku „Intruza” współpraca międzynarodowa okazała się przepisem na sukces.

Twórcy zdradzają, że Magnus Von Horn pracuje już nad scenariuszem do kolejnego filmu, którego akcja będzie miała miejsce w Polsce. „Intruz” będzie wyświetlany na 40. Festiwalu Filmowym w Gdyni oraz na 31. Warszawskim Festiwalu Filmowym. Polska premiera filmu odbędzie się 9 października. 

następna
strona
poprzednia
strona
przejdź do strony: 123

Zobacz także