literatura
MAGAZYN KULTURALNY
26 września 2015

W ŚWIECIE DUCHÓW

Domowe stadko kotów, własny stolik w kawiarni przy Bedford Street z nieodłączną filiżanką kawy, ciemnym chlebem i oliwą, piętrzące się pudełka ze wspomnieniami zawalające wszystkie kąty. Czy tak wygląda życie na emeryturze?

M TRAIN by Patti Smith, Alfred A. Knopf, New York, Toronto 2015

Patti Smith, ikona rock’n‘rolla, ciągle nie pozwala o sobie zapomnieć. Rok temu dała znakomity koncert w amfiteatrze warszawskiego Parku Sowińskiego, a niedawno mieliśmy szczęście widzieć ją na scenie Off Festivalu, gdzie z mocą dwudziestolatki odegrała swój debiutancki album, doprowadzając festiwalowiczów do szału, ale i do łez wzruszenia. Patti Smith, poetka emocji, właśnie wydaje nową książkę. M Train w oryginale pojawi się już w październiku, ale na polskie wydanie trzeba będzie jeszcze poczekać.

Jeśli ktoś spodziewa się sequela Poniedziałkowych dzieci, nie znajdzie go w nowej publikacji. Nie da się uciec przed porównaniami i z pewnością będą one tu nieustannie dokonywane. M Train jest znacznie dojrzalsza – bo pisana z perspektywy sześćdziesięciolatki i w innym raczej celu niż topowe Just Kids, za które w 2010 roku autorka otrzymała National Book Award. O ile wcześniejsza książka opowiada historię życia młodej artystki związanej z Robertem Mapplethorpem, działającej aktywnie wśród nowojorskiej bohemy lat 70., o tyle nowa publikacja mówi raczej o samotnym życiu dorosłej kobiety. Zastajemy ją w momencie, gdy mąż (Fred Sonic Smith) i brat (Todd) już nie żyją, a dzieci artystki są na tyle duże, że założyły własne domy. Przyznam, sama spodziewałam się kolejnej historii miłosnej, tym razem z Fredem w głównej roli. Co prawda pojawia się on w kilku momentach książki, ale raczej w formie anegdoty lub wspomnienia. Akacja nie przebiega tak wartko jak w Poniedziałowych dzieciach, Smith skupia się na detalach i wiele miejsca poświęca refleksji. Żyje trochę w świecie sennych marzeń stających się nieraz częścią jej rzeczywistości.

Sześćdziesięcioparoletnia Patti obcuje z duchami. Znajduje je w przedmiotach, którymi się otacza. Autorka poświęca wiele uwagi historiom swoich artystycznych idoli, zdając się szczególnie blisko przywiązana do tych kobiecych (jak Frida Kahlo czy Sylvia Plath). Ekscentryczna staruszka, już być może z przyzwyczajenia, wszędzie nosi ze sobą aparat. Jej zdjęcia przeważnie jednak dotyczą rzeczy na pozór martwych – krzeseł, stolików, kamieni, chociaż to właśnie w nich artystka potrafi odnaleźć duchowe pierwiastki. Zwykłe pudełko ze zdjęciami nagrobków ukochanych przez siebie ludzi porównuje do zestawu kart tarota. Ważną częścią publikacji są właśnie fotografie stanowiące dodatową przyjemność dla czytelnika. Smith jest bowiem artystką totalną – poetką, pisarką, muzyczką, ale i rysowniczką oraz fotografką. Zdaje się, że całe swoje życie czyni ogromnym dziełem sztuki.

Jednocześnie przy wielkich słowach i wysokiej poezji nie boi się napisać, że kot zarzygał jej poduszkę, ani solidnie przekląć. Smith nie musi nikomu niczego udowadniać i – zdaje się, pisze w większości dla siebie. Pisałam, żeby mieć co czytać – przyznaje w książce. Mam więc wrażenie, że w większości M Train to dziennik, od tworzenia którego artystka jest poniekąd uzależniona. Najwięcej obrazów, jakie prezentuje w książce, przedstawia ją skuloną nad samotnym stolikiem w kawiarni, z nieodłącznym notesem (zgubienie jednego z nich jest dla niej ogromną tragedią) i długopisem. M Train jawi się też jako wspaniała książka podróżnicza, przesycona poetyckimi opisami pielgrzymek do świętych miejsc sztuki – domu Fridy Kahlo, grobu Kurosawy czy Geneta.

Nową książkę Patti Smith powinien przeczytać każdy, nie tylko fan jej muzyki. Wspomnienia tej niezwykle silnej i mądrej kobiety zawierają wiele cennych wskazówek, a przede wszystkim mają wielką wartość literacką. Oczywiście warto sięgnąć do oryginału, bo żadne tłumaczenie poezji nie odda wszystkich jej uroków. Ale tak naprawdę M Train jest smutna. Pokazuje dojmującą samotność artystki, przed którą chroni się ona w świecie duchów. Jednocześnie ta samotność daje jej pewnego rodzaju wolność podróżowania i doświadczania rzeczywistości, przez opisywanie których Patti pokazuje, że nawet na emeryturze można żyć w pełnej harmonii z naturą i bogatym duchowym zapleczem.W ŚWIECIE DUCHÓW

PS

Ujęła mnie też szczególnie końcowa strona, gdzie umieszczono informacje o użytej czcionce (co można na szczęście coraz częściej zauważyć i u nas, między innymi w publikacjach Karateru). W ciepłych słowach opisano również jej historię i autora. Wielkie brawa, na takie rzeczy powinniśmy wszyscy zwracać uwagę!

Patti Smith, M TRAIN

Alfred A. Knopf,

New York, Toronto 2015

Polska edycja wkrótce w Wydawnictwie Czarne!

następna
strona
poprzednia
strona
przejdź do strony: 12

Zobacz także