film
MAGAZYN KULTURALNY
02 listopada 2015

Seks-opera z Zagładą w tle

W swoim filmowym debiucie Marcin Bortkiewicz zgrabnie porusza się między filmem a teatrem, łącząc formę monodramu z zabiegami filmowymi. Przyciągająca gra aktorska, piękne kostiumy i scenografia, a także seksualne napięcie czynią ten film kusząco zmysłowym. Co kryje się pod aksamitną powierzchnią? Czy warto było sięgać do jednej z największych tragedii XX wieku, by opowiedzieć tę historię?

Noc Walpurgi, reż. Marcin Bortkiewicz - kadr z filmu

Polscy reżyserzy i reżyserki coraz chętniej i odważniej sięgają do tematów związanych z Zagładą żydów podczas II wojny światowej. W ostatnich latach widzieliśmy m.in. „Pokłosie” Władysława Pasikowskiego, „W ciemności” Agnieszki Holland, thriller Borysa Lankosza „Ziarno prawdy” czy dokumentalny „Po-lin. Okruchy pamięci” Jolanty Dylewskiej. Filmy dotykające tej tematyki powstają z różnych pobudek. Czasem po to, by przełamać nasze narodowe przekonanie o niewinności, tak jak „Pokłosie”. Bywa, że takie filmy ukazują niejednoznaczność relacji między ratującymi a ocalałymi, jak „W ciemności” lub badają poczucie winy ocalałych wobec ofiar Holocaustu. Są też filmy, które powstają po to, by zachować pamięć o milionach żydów, którzy dzielili z nami place, podwórka, miasta, jak „Po-lin. Okruchy pamięci”. Niektóre wreszcie powstają wyłącznie dla rozrywki. Gdzie wpisuje się debiut Marcina Bortkiewicza?

Odważny debiut

Marcin Bortkiewicz jest reżyserem i scenarzystą, który wykształcenie zdobył m.in. w Mistrzowskiej Szkole Andrzeja Wajdy w Warszawie. Przede wszystkim jest jednak dramaturgiem i aktorem teatralnym. Wpływ teatralnych korzeni Bortkiewicza bardzo mocno czuć w „Nocy Walpurgi”, która powstała na podstawie monodramu „Diva” autorstwa Magdaleny Gauer (która jest również współscenarzystką filmu). Monodram był nagradzany na wielu festiwalach teatralnych, został także wystawiony na Broadwayu. „Noc Walpurgi” stanowi bardzo odważny krok dla debiutującego reżysera, zarówno ze względu na tematykę, jak i na formę oraz użyty język filmowy. Opowiada o spotkaniu między divą operową Norą Sedler (Małgorzata Zajączkowska) a młodym dziennikarzem Robertem (Philippe Tłokiński) które ma miejsce w szwajcarskiej operze w 1969, w magiczną noc Walpurgi (w starogermańskiej tradycji noc złych duchów kojarzony z sabatem czarownic). W film wchodzimy lekko, przewrotnie. Nora dowiaduje się, że młodzieniec również pochodzi z Polski i otwiera się przed nim. Reżyser dotyka wtedy jej najgłębszych traum. Film jest kameralny (gra w nim bowiem tylko czwórka aktorów), a praca z doświadczoną aktorką, jaką jest Małgorzata Zajączkowska, musiała być wyzwaniem dla młodego reżysera. Doświadczenie aktorskie oraz wyczucie Bortkiewicza zdają egzamin – aktorzy rzeczywiście przyciągają, choć najlepiej im idzie granie bez słów. Rozbudowane, teatralne dialogi nie zawsze sprawdzają się na srebrnym ekranie. Reżyser postanowił nakręcić czarno-biały film, by przepych kolorów nie stłumił intensywnych, teatralnych zabiegów i emocji. Jak sam mówi: „Wiedziałem, że jeżeli chcę uzyskać surrealną magię, jeżeli chcę uzyskać wielość kolorów, to muszę zrobić czarno-biały film. Chodzilo mi o to, żeby zadziałać mocniej na wyobraźnię”. W filmie nie brakuje również odniesień do innych dzieł kinowych, chociażby do „Nocnego Portiera” Liliany Cavani czy „Popiołu i Diamentu” Wajdy oraz do stylistyki kina niemego. Można uznać, że ryzyko podjęte przez Bortkiewicza opłaciło się – film był nagradzany zarówno w Koszalinie, jak i w Gdyni, gdzie zdobył m.in. nagrodę Złoty Klakier dla najdłużej oklaskiwanego filmu.

Seks-opera z Zagładą w tle

UWAGA: SPOILER!

„Brak ci zmysłu udziału”

Ważnym tematem poruszonym w filmie jest brak możliwości porozumienia między tymi, którzy doświadczyli Zagłady, a tymi, którzy jej nie doświadczyli. Młody dziennikarz ma jasny cel: chce dowiedzieć się jak najwięcej na temat wojennych doświadczeń Nory. Choć śpiewaczka początkowo zwodzi (i uwodzi) młodzieńca, jakby nie chciała poruszać tego tematu, trudno oprzeć się wrażeniu, że zwierzenia przychodzą jej dość łatwo. Nora wykonuje przed Robertem swego rodzaju monodram, który rodził się w jej głowie przez ponad 20 lat, które minęły od końca wojny. Początkowo reżyser przedstawia Roberta jako dziennikarza, by po jakimś czasie ujawnić, że jest on kompozytorem, który chce skomponować operę na temat Zagłady. Przez większość czasu patrzy na kobietę, udając zrozumienie, którego nie posiada, lub zadaje śmiałe, mało wrażliwe pytania. Norę to drażni. Po którymś pytaniu mówi mu wprost: „Jesteś szczęśliwym głupcem. Możesz wystawić operę Exodus to Auschwitz, zaśpiewam. Możesz budować baraki na scenie, sprowadzić błoto z Oświęcimia. Ale i tak tego nie zrozumiesz, nie wejdziesz do środka. Brakuje Ci zmysłu udziału”.  Nora kontynuuje jednak swój „monodram”, wciągając Roberta coraz głębiej w przeszłość. Każe mu wreszcie wcielić się w jej kochanka z Litzmanstadt Getto, sadystycznego Nazistę, z którym łączyła ją  erotyczna więź. Robert pozostaje wciąż irytująco niewinny. Erotyczna gra z drapieżną starszą kobietą nie jest dla niego traumatyczną podróżą w głąb niezrozumiałych uczuć, którą jest dla Nory.

Niewinność Roberta zostaje złamana dopiero w ostatniej scenie filmu – moim zdaniem zbyt późno. Rano, już po skonsumowaniu związku, Nora i Robert budzą się w swoich objęciach. W trakcie krótkiej rozmowy rozumieją, że są matką i synem. Tu następuje koniec. Reżyser postanowił oddalić się od bohaterów w najwazniejszym momencie filmu, gdy kończy się gra, a zaczynają szczere emocje. Niespodziewana przewrotka jest szansą nie tylko na przewartościowanie relacji między bohaterami, ale i dla Roberta, który pozbawiony niewinności mógłby lepiej zrozumieć siebie. Szkoda, że tutaj ryzyko nie zostało podjęte, a Bortkiewicz pozostał w bezpiecznej sferze występu i gry.

Pisanie wierszy po Oświęcimiu

Primo Levi, włoski pisarz ocalały z Zagłady, napisał kiedyś, że „Pisanie wierszy po Oświęcimiu jest barbarzyństwem”, kwestionując możliwość powstawania piękna w tak okrutnej rzeczywistości. Dotyczy to w szczególności utworów, które nawiązują do Holocaustu. Wiele popularnych czy wręcz kultowych utworów, takich jak „Lista Schindlera” Stevena Spielberga czy komiksowa seria „Maus” Arta Spiegelmana były krytykowane za popkulturową formę, uproszczenia i subiektywizację historii Zagłady. Krytykowane były również utwory seksualizujące ofiary Zagłady, jak było w przypadku „Nocnego Portiera”, jak również utwory, których cierpienie bohaterów-ofiar jest przedstawione w instrumentalny sposób, np. w celu budowania napięcia, wprowadzenia grozy, a więc dla przyjemności widzów/czytelników. Powyższe argumenty można przytoczyć przeciwko „Nocy Walpurgi”. Historia o Zagładzie ginie pod stylowymi kostiumami, luksusową scenerią i muzyką klasyczną, pod estetycznymi kadrami, pod zabawą formą filmową, pod mnogością nawiązań do innych utworów. Dialogi bywają lekkie i dowcipne, szczególnie na początku filmu. Wszystkie te elementy sprawiają, że „Noc Walpurgi” jest przyjemnym filmem. Im głębiej wchodzimy we wspomnienia Nory, tym większy czuć zgrzyt. Trauma nie pojawia się w warstwie języka filmowego, istnieje jedynie w ustach bohaterów. Przeestetyzowana sekwencja erotycznej zabawy w kotka i myszkę momentami jest niezwykle zmysłowa, wręcz podniecająca. Choć reżyser łamie w końcu erotyzm tej sekwencji, złamanie to następuje „po”, a nie „w trakcie”. Tymczasem ja, na ciemnej sali kinowej, zastanawiam się, czy może chodziło o to, by wywołać we mnie dziwne, wstydliwe uczucie podniety z cudzego cierpienia. Czuję się jak Robert – mnie również brakuje  zmysłu udziału.

Promocja filmu również wskazuje na pewien brak wrażliwości lub dystans wobec Zagłady – film  reklamowany jest jako „szalony, perwersyjny i ekscytujący”. Przymiotniki te zupełnie pomijają traumatyczną, historyczną warstwę filmu. Być może jest to zmotywowane chęcią zaskoczenia widzów, a może dystrybutorzy po prostu uznali, że do kina przyciąga bardziej seks, niż Zagłada. Jest w tym pewnie wiele prawdy.

NOC WALPURGII, POLSKA 2015

REŻYSERIA: Marcin Bortkiewicz

ZDJĘCIA: Andrzej Wojciechowski

MUZYKA: Marek Czerniewicz

SCENARIUSZ: Marcin Bortkiewicz i Magdalena Gauer

OBSADA: Małgorzata Zajączkowska, Philippe Tłokiński

DYSTRYBUCJA: AURORA FILMS

następna
strona
poprzednia
strona
przejdź do strony: 12

Zobacz także