peryferia
MAGAZYN KULTURALNY
12 grudnia 2015

„Jestem przeciwieństwem doskonałości”

O Bohaterze, codzienności zanurzonej w świecie mediów społecznościowych, komunikacji za pomocą memów i melancholii, która ciąży ku światłu rozmawialiśmy z Małgorzatą Halber.

Małgorzata Halber, fot. Joanna Frota Kurkowska

MAGAZYN: Podobno nie lubisz już wracać w wywiadach do swojej poprzedniej książki – Najgorszego człowieka na świecie - dlatego, że o Bohaterze  wolisz mówić jako o czymś zupełnie osobnym.

MAŁGORZATA HALBER: Dla mnie Bohater to właściwie zupełnie osobny byt, który powstał niezależnie od tamtej książki. Oczywiście ma wspólnego autora, ale Bohater powstał w zupełnie innych okolicznościach i jest specyficznym tworem o całkowicie odmiennej formie. Bohater to nie jest literatura. Pewnie jakiś historyk sztuki mógłby powiedzieć, że to coś „interdyscyplinarnego”. Bardzo chciałam, żeby na kołonotatniku nie było mojego nazwiska, ale wydawnictwo nie wyraziło na to zgody.

Pamiętasz moment, w którym Bohater pojawił się w Twoim życiu?

To była taka chwila, kiedy bardzo się cieszyłam, że mogę się realizować jako dziennikarz. Miałam wiele pomysłów: z jednej strony chciałam zrealizować nocną audycję z telefonicznym udziałem słuchaczek, z drugiej zrobić też audycję w ZOO. Miałam tych pomysłów sporo. W tym samym czasie pisałam też scenariusze, zajmowałam się pisaniem o muzyce do portalu T-Mobile Music... Jednak z różnych przyczyn żaden z nich nie wypalał. Z tego powodu zaczęłam czuć straszną bezradność i bezsilność.

Zawsze rysowałam. I zawsze się zajmowałam, powiedzmy, sztukami plastycznymi. Trzy lata temu memy dopiero zaczęły się pojawiać jako forma komunikacji. Bardzo mnie korciło, żeby zrobić z nią coś zupełnie innego. Z tych zainteresowań powstał właśnie Bohater – to forma podyktowana przez mem, ale analogowy. Rysowanie pozwala na większą ilość właśnie analogowego „brudu”, który zawsze bardzo mnie pociągał.

Kiedy wymyśliłam Bohatera jako rysunek (przyśnił mi się i narysowałam go od razu po przebudzeniu), to od razu wiedziałam, że mógłby powiedzieć dokładnie to, co miałam w głowie: wszystko to dlatego, ze mam niską samoocenę. Pomyślałam też, że jako rysunek jest tak wdzięczny, że może wyrażać też treści, dzięki którym zyska swoją własną jakość. Stwierdziłam, że to powinna być seria. Od razu założyłam fanpage na Facebooku, który robiłam anonimowo. Bardzo mi się podobało, że nikt nie wie, kto jest autorem tych rysunków: nikogo nie interesowało, czy to rysuje chłopak czy dziewczyna, skąd on jest itd. Tylko treść mówiła o twórcy.

A skąd imię – Bohater?

Wiesz, już dokładnie nie pamiętam. Trudno nazwać to imieniem, to dla mnie raczej nazwa. Z przekory. Bo on jest w swoim wizerunku wszystkim tym, czym właśnie nie jest bohater.

Z drugiej strony, kiedy mówi się „Bohater”, aż prosi się o dopowiedzenie - „...naszych czasów”.

Niektórzy tak o nim myślą. Ale mam wrażenie, że to zbyt „pomnikowe”, a w Bohaterze najbardziej podobało mi się właśnie coś zupełnie przeciwnego.

Czy w jakimś sensie ten antybohater-Bohater wyraża współczesność?

Taka interpretacja zupełnie nie należy do mnie. Tym niech się zajmują krytycy, psychologowie społeczni. Mogę być może wyczuwać coś, co jest nastrojem społecznym i mogę nadać temu formę, ale nie jestem od teoretyzowania.

Czyli Bohater może być czułą struną społeczną?

Powiem inaczej. To, co dla mnie jest cechą właściwą, integralną tego rysunku to to, że jest prosty, jest średni, który się nie stara, który jest jakoś... niezborny. Kiedy kazano mi coś napisać na tylną okładkę (swoją drogą byłam tym załamana – jak to, m u s i być coś na tylnej okładce?), to napisałam właśnie: Niniejszy zbiorek jest jak codzienne życie. Ani nie jest niesamowicie dobry, ani dramatycznie zły. Jest średni.

„Jestem przeciwieństwem doskonałości”

Trochę kokieteria?

To nie jest kokieteria. Tak po prostu jest – te obrazki nie są wybitne. Czuję, że nie ma tutaj efektu WOW, ale z drugiej strony czuję też, że coś w nich jest. Możesz to nazwać kokieterią, może to rzeczywiście trochę zachowawcze...

Jak tylko zobaczyłam postać Bohatera, czułam, że on jest przede wszystkim bardzo dziecięcy - nie boi się przyznawać do swoich myśli. Tak jak dzieci, które trzeba dopiero nauczyć, że nie wolno o czymś mówić. Myślę, że w tym sensie Bohater może spełniać funkcje społeczne. Nie trzeba być studentem psychologii ani chodzić przez dwa lata na psychoanalizę żeby wiedzieć, że w każdym z nas jest ta część dziecięca, która niezbyt może się realizować, kiedy stajemy się dorośli. To jest w nas, tylko że w takiej ogólnej, społecznej narracji dominuje silna intelektualizacja. Nie mówimy o swoich doświadczeniach – czujemy, że raczej powinniśmy wydawać ocenę. Może w tym sensie Bohater jest społeczny – po ilości subskrypcji, udostępnień i ludzi, którzy to lubią, okazało się, że to w coś trafia. To było dla mnie  zaskakujące. Zupełnie tego nie planowałam.

Dlaczego Bohater tak szybko – bo jak powiedziałaś, prawie od razu – trafił do mediów społecznościowych? Wydaje się, że masz co najmniej ambiwalentny wobec nich stosunek.

Mam krytyczny stosunek raczej wobec kierunku, w którym rozwijają się media społecznościowe. Mechanizm social media świetnie opisał Spinoza. Każdy z nas ma taki pierwiastek, który określał jako conatus essendi, co mój profesor tłumaczył jako „pierwiastek jestestwa”. To coś, co każe nam na poziomie biologicznym, ale też intelektualnym, pomnażać swoją obecność w świecie. Dostaliśmy teraz do tego narzędzie, które te jestestwo pozwala pomnażać jeszcze bardziej w dowolnie wybranych zakresach.

Od samego początku byłam wielką entuzjastką social mediów. To dodatkowa przestrzeń komunikacji w czasach, kiedy naprawdę ciężko jest nam rozmawiać. O wiele łatwiej jest coś napisać niż powiedzieć. Dlatego zaznaczyłam, że to wszystko zaczęło się 3 lata temu, bo przez ten czas bardzo dużo zdążyło się wydarzyć. Fajne jest to, że można założyć fanpage, który jest kompletnie kuriozalny (pierwsza grupa, którą założyłam, nazywała się „Brzydzę się stóp”). Jeżeli na Facebooku była strona Biedronki, to dlatego, że to było zabawne, a nie dlatego, że to forma marketingowej komunikacji. Sama mam ich wiele, więc nic dziwnego, że Bohater trafił na Facebooka.

Memy się też urynkowiły. Nie powstają już samorzutnie, tak jak to było na początku. Myślę też, że nie jesteśmy przyzwyczajeni, że mogą być czymś, co niesie ze sobą większą wartość – nazwijmy to kreatywnym korzystaniem z mediów społecznościowych.  Rozmawialiśmy kiedyś ze znajomymi o Kierkegaardzie. Ponieważ bardzo mu zależało, żeby mieć jak najszerszą publiczność, to stwierdziliśmy, że pewnie teraz robiłby właśnie memy. Nie ma lepszego sposobu  na szerokie dotarcie do odbiorcy, a dobra filozofia powinna raczej syntetyzować pojęcia.

Jestem wielką fanką osób z tzw. „pokolenia millenialsów”, bo mają zupełnie inny aparat pojęciowy. Potrafią dostrzec wartość w czymś takim jak mem i wiedzą, że kultura wysoka może być miejscem strasznego folkloru i kiczu, który jest nam sprzedawany za pieniądze podatników.

To dlaczego Bohater ostatecznie (znowu) trafia na papier? Nie bałaś się, że coś, co doskonale daje sobie radę w Internecie, poza nim może stracić sporo ze swojego uroku?

Moment, w którym teraz jesteśmy, jest bardzo ciekawy, bo następuje swego rodzaju „przecinacie się treści”. Mój narzeczony też wydał w październiku książkę ze swoimi obrazkami internetowymi, Kuba Mansztajn i Rafał Żabiński wydali Make Life Harder. Wszyscy dostaliśmy propozycje z wydawnictw. Każdy z tych twórców powie Ci to samo co ja – to jest eksperyment.  Jesteśmy ciekawi, jak te treści mogą funkcjonować poza Internetem.

Wiem, że ten zeszyt może funkcjonować inaczej, bo bierze się z moich zainteresowań formą komunikacji poprzez papier, vlepki. Często robię coś takiego: zawsze mam w kieszeni dużo paragonów i noszę przy sobie długopis i flamaster. Kiedy jadę tramwajem i się nudzę, to piszę na jednym z tych paragonów coś, co mi przychodzi do głowy i je tam zostawiam. Z tekstami do Bohatera bywa różnie, nie zawsze to tak intuicyjne wymyślanie tekstów jak w tym wypadku. To fajne, gdy nagle ktoś zmęczony po pracy może znaleźć taką kartkę. Może nie zwróci na nią uwagi, ale może jednak tak? Mam wrażenie, że Bohater wyjściowo wyrasta z takiej zinowej, vlepkowej kultury.

Bohater jednak ostatecznie zaistniał jako obrazek, który wyświetla się w newsfeedzie i trochę na fali facebookowej sympatii został wydany.

Nie do końca. O tym, żeby go wydać jako zeszyt, myślałam już od dawnadlatego, że ludzie mnie o to prosili. Newsfeed ma swój temporalny charakter. Dogrzebanie się do treści sprzed miesiąca jest trudne, a sprzed dwóch lat jest niemożliwe.

Nie bałam się też z tego względu, że od początku wiedziałam, jak to ma być wydane. Wiedziałam, że ta forma będzie interaktywna. W angielskim jest takie słowo jak scavenger, którego najlepszym odpowiednikiem w języku polskim będzie chyba odpadkowiec. To jest właśnie mój rodzaj estetyki i dlatego Bohater tak wygląda. Zależało mi, żeby można było wyrywać kartki albo żeby na końcu znalazł się notatnik. Z przyczyn stricte edytorskich w końcu musieliśmy zrezygnować z tego drugiego. Żeby weszło tyle obrazków, ile chciałam, po prostu się nie zmieścił.

Co ostatecznie weszło do kołonotatnika? Wybierałaś obrazki na zasadzie „lubię/nie lubię” czy wybrałaś konkretny klucz?

Jest ponad 600 obrazków z Bohaterem. Selekcję robiłam 3 albo 4 razy. Najpierw odrzucałam te, które są słabe i ewidentnie nic nie wnoszą, powtarzają się. Wybrałam ostatecznie obrazki, które najbardziej oddają treść Bohatera, chociaż to jedna z jego cech – powtarzanie się właśnie. Taki ma charakter, no i pewne stany cały czas mu towarzyszą, więc to zrozumiałe. Wybrałam te, które lubię, bo są bardzo abstrakcyjne, albo które mają ciekawą formę graficzną.

Czy w tworzeniu kołonotatnika kierowałaś się jeszcze jakąś regułą? Chodzi konkretnie o kompozycję.

To było bardzo trudne, ale ostatecznie wyszło tak, jak powinno wyjść - trochę jest tu kompozycji, ale też sporo przypadku. To się wiąże z facebookową narracją, gdzie wszystko jest przypadkowe. Pierwsze obrazki nazwałabym „programowymi”. Nie bez powodu Foka jako drugi bohater pojawia się dopiero w pewnym momencie. Na końcu znalazły się te obrazki, które może nie są „najweselszymi”, to chyba nie jest najlepsze słowo, ale na pewno są tymi najbardziej afirmatywnymi.

Na to zwróciłam właśnie uwagę: że im bliżej końca, tym zbliżamy się bardziej...

...ku światłu. Tak właśnie miało być. Moja redaktorka powiedziała tylko „ale super, mamy bohaterkę!” i zaproponowała formę kołonotatnika. Swoją drogą bardzo się cieszę, bo samo to słowo jest wspaniałe. Jest super-retro, a jednocześnie jest zimne, trochę wyprane z emocji. Tak jak wyrazy „nabiał” czy „odzież”, które określają żywe, istotne rzeczy i katalogują je w pewien zimny sposób.

Jeżeli pierwszy obrazek jest „programowy”, to ostatni jest już przeznaczony tylko do czytelnika. No właśnie, kim w takim razie jest czytelnik Bohatera? Chodzi mi bardziej o pewną wrażliwość, do której może trafiać. W ostatnim wywiadzie sam Bohater powiedział, że nie jest nihilistą. Spróbuję więc zapytać z innej strony – czy jest melancholikiem?

Zdecydowanie. Ale to nie jest tak, że jeżeli jest się melancholikiem, to nie można się śmiać. Wręcz przeciwnie. Ja się śmieję tylko z rzeczy, które mnie bolą. Bohater jest trochę dla wrażliwców, których coś gniecie, którym coś przeszkadza. To nie są przecież obrazki o depresji – jest w nich też złość, niezadowolenie.

Z jaką stratą więc Bohater usiłuje się uporać?

Jestem totalną egzystencjalistką, a Sartre jest moim ulubionym filozoficznym ziomkiem. Wierzę w to, że w egzystencję jest wpisana strata. Tak samo Proust, którego siedem tomów książki nie jest o niczym innym jak o rozczarowaniu każdą płaszczyzną dorosłego życia. Miłością, aspiracjami... tym wszystkim, czym mógłby być właśnie Bohater. Ale jest nie tylko rozczarowany. Często jest też zdziwiony: tym, że na przykład wychodzi na miasto i okazuje się, że wszyscy go lubią. Jest tu też miejsce na bunt i złość na bezsensowne mnożenie teorii i hipotez, kiedy Foka na którymś z obrazków mówi: „Nie nie nie nie nie dla mężczyzn w okolicach trzydziestki, którzy chcą Ci opowiedzieć jaka jest Polska. Nie”. Bohater też w pewnym momencie mówi: „Chciałbym być Bogiem żeby wiedzieć, jak się wszystko skończy”. To jest namysł nad upadkiem cywilizacji! Z różnych przyczyn jesteśmy chyba pokoleniem, które powinno pójść na terapię. Te powody wynikają chyba z szybkości komunikacji i rozwoju technologii. Nie ma bata, żebyśmy nie byli zagubieni.

Powiedziałaś na samym początku naszej rozmowy, że Bohater to nie jest literatura. Jednak trochę jego magia polega nie tylko na samej warstwie wizualnej, ale także na zdaniach, które są wyrwane z codzienności.

Boję się trochę słowa literatura. Powiedziałabym raczej, że interesuję się językiem. Dla mnie użycie słowa „kołonotatnik” nie jest przypadkowe. Literatura to dla mnie język, którym opisujesz doświadczenie. W tym sensie jest mi bardzo miło, że tak mówisz, bo czuję, że waga, jaką do języka przywiązuję, jest zauważalna. Moimi mistrzami są Proust, Białoszewski, wiesz: codzienne życie, które opisujesz w taki sposób, który rozsadza wszystkie dotychczasowe narracje.

Minął już rok od czasu twojego debiutu. Czy Bohatera możemy uznać za kontynuację twojej poprzedniej książki? Nie chodzi mi tylko o wspólnego autora, a raczej o rodzaj misji, o które pisał Jakub Zgierski w recenzji dla Dwutygodnika: „Małgorzata Halber jest więc na misji pokojowej. Pokoleniowej. Terapeutycznej. Cywilizacyjnej. Chce wprowadzić nowe prawo — do bycia słabym i smutnym”.

Mogę się pod tym spokojnie podpisać. Tyle, że to jest misja którą realizuję na bardzo wielu polach. Bardzo dobrze wiem, czego chcę. Nie po to pisałam książkę przez sześć lat, nie po to rysowałam te rysunki przez dwa lata zupełnie anonimowo, żeby miało to być tylko przypadkiem. Często spotykam się z taką sztuką, która mnie nie obchodzi właśnie dlatego, że ktoś, kto to zrobił, nie ma w sumie pojęcia po co i dlaczego. Moją misją, czy może ideą bardziej, jest nieustanne wkładanie patyka w koturnową narrację. Jak masz ochotę siedzieć w domu, to w nim siedź. Jak masz ochotę jeść węglowodany, to jedz czipsy. Rób to, na co masz ochotę.

MAŁGORZATA HALBER, KOŁONOTATNIK Z BOHATEREM

WYDAWNICTWO ZNAK LITERANOVA 2015

następna
strona
poprzednia
strona
przejdź do strony: 12345

Zobacz także

header_image

ON

26 lutego 2016