literatura
MAGAZYN KULTURALNY
04 stycznia 2016

TOM TRZECI, CZYLI PIERWSZY

Trzeci tom „Mojej walki” jest w całej serii przełomowy. Oczywiście przełom polega u Knausgårda na subtelnościach. Jeśli je pominąć, jest to wciąż ta sama powieść, i może nie warto byłoby o niej pisać po raz trzeci, gdyby nie to, że może właśnie od tej części warto zacząć.

Dla porządku myśli warto przypomnieć, że mowa tu o norweskim pisarzu, Karlu Ovem Knausgårdzie, który w 2009 r. postanowił porzucić swoje pisarskie przyzwyczajenia, zaczął pisać szybko (po 20 stron dziennie), bez poprawek, o sprawach, które akurat wydały mu się interesujące. Okazało się po pierwsze, że najbardziej interesuje go on sam, a przy okazji, że to świetny wybór: krytycy, pisarze i czytelnicy zachwycili się jego epicką, interesująco nudną, wyczerpującą, wiwisekcyjną (by wymienić tylko kilka epitetów, jakie zwykło się jej przypisywać w recenzjach) autobiografią.

Mówiąc ściślej: Knausgård zbudował swoją literacką pozycję na dwóch pierwszych z sześciu tomów. Nie oznacza to, że pozostałe nie były równie wielkim sukcesem (bo były – i wciąż są), ale pisarz sam przyznawał w wywiadach, że od trzeciego tomu coś się zmieniło, „stracił rozpęd”, który odzyskał rzekomo dopiero w ostatnim tomie. Co więc się zmienia?

Tom pierwszy składał się z dwóch części. W pierwszej narrator-bohater opisywał swoje perypetie z czasów, gdy miał kilkanaście lat; w drugiej wspominał, jak jako dorosły mężczyzna sprzątał dom po swoim ojcu-alkoholiku. W drugim tomie Karl Ove zaczyna omawiać swoją teraźniejszość i odbiega od niej już znacznie mniej niż w pierwszym – czytelnik poznaje dorosłego narratora, który rozstaje się z żoną, aby związać się z inną kobietą. Można więc spodziewać się, że chronologia tomów powieści, mimo że z pewnymi wahaniami, ma standardowy kierunek: z początku opisuje zdarzenia odleglejsze w czasie, a kończy na najnowszych.

Trzecia część Mojej walki łamie ten porządek. Zaczyna się bowiem od tego, co J.D. Salinger w pierwszym zdaniu Buszujacego w zbożu nazwał "wszystkimi tymi bzdurami w guście Davida Copperfielda": rodzice Knausgårda, gdy ten ma osiem miesięcy, wprowadzają się do mieszkania na wyspie Trom. Następnie Karl Ove, starszy o ledwie kilka lat, szczegółowo oprowadza czytelnika po swoim dzieciństwie; kilkadziesiąt stron później zaczyna dojrzewać, więc opisuje i to: pierwsze przyjaźnie, kłótnie, miłości, upokorzenia. Czas powieści płynie tak, jak płynął w życiu bohatera.

I choć nie oznacza to, że również narrator jest z początku siedmiolatkiem, to jego zmiana w stosunku do poprzednich części jest odczuwalna. O ile bowiem początkowo to dojrzały Knausgård odkrywał swoje wspomnienia, o tyle w części trzeciej pełni on raczej rolę komentatora próbującego rekonstruować swój sposób myślenia, stan emocjonalny i światopogląd sprzed lat. Widać to choćby w scenie biegu na nartach, podczas której mały Karl Ove celowo przewraca się, by nie sprawić przykrości swemu ojcu, gdy ten ewidentnie radzi sobie gorzej.

Ojciec (czy raczej: tata) Knausgårda jest zresztą w powieści postacią centralną. To kolejna różnica pomiędzy tym tomem a poprzednimi: mimo że już na pierwszych stronach pierwszej części dało się wyraźnie wyczuć, jak wielki miał wpływ na życie rodzic Karla Ovego, opowieść nie skupia się wokół ich relacji. Tom trzeci jest pod tym względem dojrzalszy i odważniejszy. To, co dotychczas tworzyło nie do końca wyrażone tło dla życia bohatera, zostaje nazwane wprost:

„Jedynym naprawdę nieprzewidywalnym elementem w tym życiu, powtarzającym się przez kolejne jesienie, zimy, wiosny i lata, był mój ojciec. Bałem się go tak, że nawet przy największym wysiłku woli nie jestem w stanie oddać tego strachu. Uczuć, jakie wobec niego żywiłem, nigdy później nie doznałem, nawet się do nich nie zbliżyłem”.TOM TRZECI, CZYLI PIERWSZY

Można odnieść wrażenie, że cała Moja walka jest sprawozdaniem z psychoanalizy. Dwa pierwsze tomy wyczerpują chaotyczny, asocjacyjny ruch myśli, w którym autor sam zastanawia się, o co mu chodzi; tom trzeci jest już mniej impulsywny, bardziej uporządkowany i przez to psychologicznie ciekawszy. Obfituje w obserwacje i sądy, jakich dotychczas brakowało:

„(…) tata usiłował ogołocić nasze życie ze wszystkiego, co nie miało bezpośredniego znaczenia dla danej sytuacji: jedliśmy, ponieważ musieliśmy, a czas poświęcany na jedzenie nie miał w sobie żadnej wartości”.

Tom trzeci wprowadza więc w cyklu istotne zmiany: po pierwsze rozpoczyna bardziej uporządkowaną chronologię, opisując życie Karla Ovego po kolei, od samego początku. Po drugie – zmienia perspektywę narracji: znanego z dwóch pierwszych części dojrzałego autora wspominającego swoje życie zastępuje rekonstruktorem własnego młodzieńczego umysłu. W końcu po trzecie, nazywając wprost trudną relację z ojcem Knausgårda, jasno zarysowuje temat powieści, która zyskuje dzięki temu na psychologicznej głębi.

Dlaczego więc nie potraktować tego tomu jako pierwszego? Oczywiście został napisany jako trzeci w kolejności, ale wydaje się, że w lekturze Mojej walki można z powodzeniem zastosować klucz chronologiczny – zacząć od części trzeciej, czyli od narodzin i dzieciństwa, następnie zająć się pierwszą, traktując ją (a zwłaszcza zawartą w niej scenę porządkowania mieszkania po zmarłym) jako odejście od tematu taty. Na ustalenie dalszej kolejności trzeba będzie jednak poczekać: mimo dzielnej pracy tłumaczki Iwony Zimnickiej, polski czytelnik jest na razie w połowie cyklu. Karl Ove natomiast założył w międzyczasie wydawnictwo skupiające się na promocji wschodzących talentów, pisze scenariusz do filmu na podstawie Mojej walki, a do traum związanych z trudnym rodzicielstwem odnosi się na stronach trzeciego tomu tak:

„Żyję, mam własne dzieci, a w związku z nimi zawsze zależało mi w zasadzie na jednej jedynej rzeczy, mianowicie na tym, żeby nie bały się własnego ojca.

Nie boją się. Wiem to na pewno”.

Karl Ove Knausgård, Moja walka, księga 3

Tłumaczenie: Iwona Zimnicka

Wydawnictwo Literackie 2015

następna
strona
poprzednia
strona
przejdź do strony: 12

Zobacz także