literatura
MAGAZYN KULTURALNY
06 stycznia 2016

ODDAĆ DUCHA DZIEŁA

Zofia Zaleska w książce „Przejęzyczenie. Rozmowy o przekładzie” przywraca właściwe miejsce bohaterom polskich czytelników literatury światowej. Tłumacze, wśród których trudno o nazwiska z pierwszych stron gazet, opowiadają o trudach pracy translatorskiej, a tym samym tworzą wokół siebie mit, który czytelnik z czasem przechwytuje na własny użytek.

W dwunastu rozmowach z wybitnymi polskimi tłumaczkami i tłumaczami jak mantra powraca jedno stwierdzenie: "Dziś kompletnie nie docenia się roli tłumaczy w kształtowaniu języka polskiego". A właściwie kompletnie się ich nie docenia. Jak słusznie zauważa Ireneusz Kania, praca nad przekładem to stanie na straży języka. Oprócz często pedantycznej pracy z niejednym słownikiem tłumacz pilnuje bogactwa językowego, które przekłada się na autorski obraz jednostki. "Tandetny język produkuje tandetne myślenie, tandetne myślenie z kolei narzuca i indukuje tandetny język, a wszystko razem produkuje tandetnego człowieka, to znaczy człowieka nieautentycznego".

Częstym tematem Przejęzyczenia staje się sytuacja tłumacza na rynku pracy. W polskim wydaniu kapitalizmu upatruje się umasowienia zawodu translatora, zaniku dobrej szkoły współpracy z redaktorem czy wreszcie bylejakości w przekładach, która jest wynikiem ograniczonego i wciąż coraz bardziej ograniczanego czasu. I miejscami można zarzucić takiemu postawieniu sprawy sentymentalizm, ale kiedy kolejna tłumaczka lub tłumacz przyznaje, że nie przełożyli oni konkretnej pozycji ze względu na złe warunki pracy proponowane przez wydawnictwa, to smutno się robi i żal, że nie będzie nam dane doświadczyć wielkiej literatury.

Czytanie przenikliwych ilustracji przepełnionych świadomością misji sprawowanego zawodu, a dodatkowo entuzjazm w rozwiązywaniu literackich zagadek sprawiają, że trudno nie docenić mądrości poszczególnych rozmówców. Idzie za tym z pewnością wdzięczność za mrówczą pracę, dzięki której rzeczywistość może być znacznie mniej rzeczywista.

Humorystyczny fragment nie na zachętę. Carlos Marrodán Casas mówi, Zofia Zaleska dopytuje.

"- (…) Teatr i poezja nie wymagają takiego kieratu, jakiego wymaga proza. Do tłumaczenia powieści trzeba siadać codziennie przez długie miesiące, to jest żmudne do bólu. Trzeba być bardzo zdyscyplinowanym. Zauważ, że w tym zawodzie jest więcej kobiet niż mężczyzn.

- A co to ma do rzeczy?

- Kobiety są bardziej zdyscyplinowane, nie wstaną, dopóki nie skończą pracy. Myślę, że poza talentem oczywiście, osiągają tak wiele na tym polu właśnie dzięki swemu zdyscyplinowaniu. Wniosek z tego, że Boy-Żeleński był kobietą, bo nie wiem, jak on to wszystko zdążył przetłumaczyć".

ZOFIA ZALESKA. PRZEJĘZYCZENIE. ROZMOWY O PRZEKŁADZIE

WYDAWNICTWO CZARNE 2015

następna
strona
poprzednia
strona

Zobacz także