teatr
MAGAZYN KULTURALNY
02 stycznia 2016

SZACUNEK DLA MILCZENIA

Jerzy Trela jest jedną z takich postaci, które nie tylko zasługują, ale wręcz domagają się, żeby ich sztuka była omówiona szerzej - rozmawiamy z Beatą Guczalską, autorką książki TRELA, która ukazała się ostatnio nakładem Wydawnictwa Marginesy.

Wydawnictwo Marginesy - materiały prasowe

MAGAZYN: Już na początku muszę wyznać, że Jerzy Trela jako aktor jest mi szczególnie bliski. Moje pierwsze poważne, choć wciąż dziecięce doświadczenia z zawodowym teatrem były związane właśnie ze spektaklem, w którym Trela występował. Mam tu na myśli Damy i huzary – spektakl Kazimierza Kutza z 2001 roku, który zobaczyłam kilkanaście lat temu.

BEATA GUCZALSKA: Miała Pani szczególną okazję, żeby się zetknąć z Jerzym Trelą w roli komediowej – co nie jest typowe. Widzowie przeważnie kojarzą go z wielkimi teatralnymi rolami dramatycznymi albo przynajmniej z rolami filmowymi z gatunku mrocznych, poważnych. Natomiast mało kto wie, że Jerzy Trela ma ogromny talent komiczny i w ogóle jako aktor komediowy zaczynał. Jego znajomi pamiętający pierwsze przedstawienia w Teatrze Stu z lat 60. wspominają, że w ogóle nie wyobrażali sobie Treli w innej roli niż aktora komediowego. Ale ja też pamiętam te Damy i Huzary. To było naprawdę zabawne przedstawienie! Było widać, że aktorzy między sobą się świetnie bawią. Jerzy Trela występował tam w ansamblu aktorek ogromnie z nim zżytych, zaprzyjaźnionych, z którymi wielokrotnie grywał. Ta ich radość, energia przenosiły się na publiczność.

Skąd pojawił się pomysł na tego typu książkę? Nie jest to bowiem typowa biografia, biografia człowieka, ale raczej biografia artysty. A co więcej, życie artysty staje się pretekstem do przedstawienia zarysu historii teatru ostatnich kilku dziesięcioleci, takim małym studium epoki przybliżającym czytelnikowi kontekst kulturalny, a właściwie kulturalno-polityczny.

Po pierwsze jeśli chodzi o bohatera książki, to wybór był absolutnie oczywisty. Zajmowałam się uprzednio sztuką aktorską, napisałam książkę o aktorach pod kątem przemian pokoleniowych i było dla mnie absolutnie jasne, że Jerzy Trela jest jedną z takich postaci, które nie tylko zasługują, ale wręcz domagają się, żeby ich sztuka była omówiona szerzej. W książce Aktorstwo polskie. Generacje poświęciłam mu około dziesięciu stron i to było zdecydowanie za mało. Wielu aktorów ma swoje monografie różnego typu. Są wywiady-rzeki, są książki portretujące, a Jerzy Trela tego właściwie nie miał. Wprawdzie, przyznaję tu uczciwie, ukazała się mała książeczka mająca bodaj osiemdziesiąt kilka stron autorstwa Krzysztofa Miklaszewskiego, krakowskiego dziennikarza, popularyzatora kultury. Jednak był to dosłownie zeszycik, więc trudno tutaj mówić o ujęciu szerszym, monograficznym. Jerzy Trela również dlatego wcześniej nie doczekał się książki, ponieważ jest nastawiony bardzo sceptycznie, ostrożnie do wszelkich publikacji biograficznych, które są w jakikolwiek sposób sensacyjne, plotkarskie…

Celebryckie…

Tak. Dotyczą życia prywatnego. A co kto lubi jeść, a gdzie spędza wakacje, czy ma pierwszą żonę, czy drugą… On tego wszystkiego nie znosi i bardzo nie chciał, żeby książka dotyczyła tego typu spraw. W związku z tym w jego przypadku było jasne, że jeśli on ma się zgodzić na jakąkolwiek współpracę, rozmowy, to książka nie może dotyczyć właśnie biografii, w sensie biografii życiowej, dotyczącej szczegółów prywatnych, intymnych itd. Szczerze mówiąc, byłam z tego powodu bardzo zadowolona, ponieważ w gruncie rzeczy te wszystkie szczegóły życiowe nie są wcale ciekawe.

I tu odpowiada Pani na kolejne pytanie, które chciałam zadać. Pytanie o to, czy brak takich elementów nie zubaża biografii? Nie sprawia, że jest ona mniej atrakcyjna, mniej inspirująca dla czytelnika?SZACUNEK DLA MILCZENIA

Życie prywatne jest podobne u każdego z nas. Mamy jakieś żony, mężów, dzieci, psy – to jest oczywiste. Natomiast tym, co naprawdę ciekawe, jest życie artystyczne: sposób, w jaki aktor funkcjonuje, na czym polega jego twórcze życie. I myślę, że ciekawsze jest dla czytelnika to, że może dowiedzieć się, co znaczy być aktorem, niż jak aktor spędza wolny czas, bo z grubsza możemy sobie to wyobrazić. Ponadto wiele osób nie zdaje sobie sprawy z tego, że znani aktorzy, którzy mają duży dorobek, to są ludzie spędzający większość swojego życia w zawodzie – w co liczą się próby, spektakle, zdjęcia, uczenie się tekstów itd. I to jest właściwe życie aktora.

Wrócę jeszcze na moment do życia prywatnego, bo jednak pojawia się ten wątek w Pani książce, właściwie przewija się gdzieś w tle. Można przeczytać na przykład o ważnych wydarzeniach z życia Jerzego Treli, zobaczyć zdjęcia z prywatnego archiwum…

Ostatni rozdział, dość krótki, dotyczy właśnie spraw prywatnych. Zresztą na życzenie Jerzego Treli temat ów został wyraźnie wydzielony. Ta część jest, powiedziałabym, dość powściągliwa. Cała reszta dotyczy życiorysu artystycznego, który zaczynam od wczesnego dość etapu, czyli od nauki w krakowskim Liceum Plastycznym. Przyglądam się, co Jerzego Trelę kształtowało, z kim się zetknął już jako bardzo młody człowiek. Natomiast jeśli chodzi o relacje artystyczne, trudno powiedzieć, czy bliski związek z wybitnym reżyserem jest wyłącznie zawodowy, czy również – w jakiejś mierze – prywatny.

Nie da się chyba tego też jednoznacznie rozgraniczyć…

Dokładnie tak. Dotyczy to również partnerów, z którymi się występuje. Akurat w Starym Teatrze zespół żył w dość bliskich relacjach. Czy relacja z kolegą, bardzo bliskim przyjacielem, z którym się gra, z którym się chodzi potem na obiad, wódkę pije, jest relacją prywatną, czy zawodową? I taką, i taką – w pewnym sensie. To się wszystko przenika. W związku z tym wierzę, że właściwie wystarczy pisać o artyście, żeby pokazać wizerunek człowieka.

Jak wyglądał proces pracy nad książką? Czy udało się zawrzeć wszystko, co pani planowała lub choćby większość?

Życiorysy wybitnych artystów są ogromnie bogate i to, co znajdzie się ostatecznie w książce, jest kwestią wyboru. Praca nad książką jest zawsze pewnym wyborem. Oczywiście, że można by rozmawiać z większą ilością osób, zamieścić jeszcze więcej epizodów. Ten wybór jest nieodmiennie bolesny dla samego autora. Coś trzeba wybrać i wiadomo, że każdy, kto przeczyta książkę, będzie mieć jakiś niedosyt. To jest absolutnie wpisane w ten projekt. Nikt nie powie: „O to jest jakaś pełnia!”. Ale tak już musi być. Myślę, że ten niedosyt jest częścią odbioru i trzeba się na niego świadomie zdecydować, a nawet podchodzić do tego pozytywnie – bo coś jeszcze pozostaje do powiedzenia.

A w procesie eliminacji, które wątki zdecydowała się Pani usunąć? Braku których wątków w ostatecznej wersji książki Pani najbardziej żal? Czy może są to jakieś konkretne historie, czy może zdjęcia?

Właściwie trudno mi powiedzieć. Fotosów jest dużo. Kiedy się jednak zna aktora ze sceny, z filmów, to ma się wrażenie, że ten fotos jest bardzo bladym odbiciem roli. Trochę mi żal, że musiałam się ograniczyć w wyborze ról, bo chętnie bym coś jeszcze napisała.

Chociaż jest coś, co ciągle nie daje mi spokoju… Za mało napisałam właśnie o komediowych rolach Treli. Ja je uwielbiam. Niektórzy je znają, inni mniej.

W dziewięćdziesiątych latach Jerzy Trela robił mnóstwo spektakli Teatru Telewizji, i to wybitnych. To był czas, kiedy wybitni reżyserzy z Kazimierzem Kutzem na czele tworzyli spektakle Teatru Telewizji. Czasem były to przeniesienia z teatru, ale częściej samodzielne produkcje. I tam oprócz wielu wybitnych ról dramatycznych Jerzy Trela zagrał kilka ról komediowych. Jedna z nich była w spektaklu Rodzina według tekstu Antoniego Słonimskiego, a druga w Zemście Aleksandra Fredry w reżyserii Olgi Lipińskiej. W Zemście była cudowna obsada: Cześnika grał Jan Nowicki, jego służącego Dyndalskiego – Jerzy Bińczycki, po drugiej stronie tego zamku, który dzieli mur, był Rejent czyli Trela, a między nimi krążyła piękna Podstolina – Anna Dymna.

Czyli właściwie wszystkie osoby, które od lat się przyjaźnią, spotykają zawodowo.

To było cudowne przedstawienie, ciepłe, pełne pozytywnych emocji. Natomiast drugi z tych spektakli, o których mówię, Rodzina, został wyreżyserowany przez wspomnianego Kazimierza Kutza. Nie wiem, jak Kutz namówił w ogóle Trelę na taką rolę. Gdyby ktoś przeczytał tę sztukę, to powiedziałby, że Trela jest ostatnim, który może ją zagrać. Trela gra tam bowiem podupadłego finansowo hrabiego-uwodziciela, jest bon vivantem. Zajmuje się jakimiś szalonymi eksperymentami, ale głównie uwodzi różne kobiety, których urokom nie jest w stanie się oprzeć. Cała intryga oparta jest na tym, że pojawiają się dorośli ludzie, którzy są jego domniemanymi synami. To jest szalenie zabawne! I Trela gra postać zupełnie inną od tych, do których przywykliśmy w jego wykonaniu.

Tak, trochę żałuję, że nie mogłam więcej napisać o komediowych rolach, czy raczej komediowych środkach. Bo on komediowych środków używa też w innych, nawet tragicznych rolach, np. kiedy grał słynną rolę Chilona Chilonidesa w Quo vadis, były tam sceny, w których używał środków komediowych, sceny śmieszne.

Podjęła się Pani analizy aktorstwa Jerzego Treli – zadania według niektórych wręcz niemożliwego do zrealizowania. Czy byłaby Pani w stanie podsumować, ująć w kilku słowach styl gry Treli, podać jakieś słowa kluczowe charakterystyczne dla Treli jako aktora? Czy w ogóle da się zamknąć grę aktora w kilku słowach?

Panuje takie przekonanie, że sztuka aktorska jest nie do opisania. Oczywiście nie jest do opisania o tyle, że żaden opis nie będzie stanowił ekwiwalentu. To jest jasne. Ale czy na przykład dałoby się opisać czyjąś sztukę malarską bez oglądania obrazów? Też nie. W związku z tym jestem przekonana o tym, że każda sztuka w jakiejś mierze jest nie do opisania, ale coś jednak możemy powiedzieć. Nie będzie to może ekwiwalent, ale jakiś rodzaj przybliżenia. Jeśli chodzi o Jerzego Trelę, to nie jest on aktorem, jak to niektórzy mówią, transformistą – że lubi się przemieniać, zmieniać wygląd, sposób poruszania się, stosować charakteryzację, która zmienia go nie do poznania. Są aktorzy, którzy uwielbiają się tak przemieniać. Natomiast Trela tego właściwie nie robi. Wszystko, co chce o postaci powiedzieć, robi jakoś ze środka i wydawałoby się, że pewnymi nieznacznymi przesunięciami. Nie jest aktorem niuansów, nie jest szczególarzem – nie zbiera sobie różnych zewnętrznych drobiazgów na temat postaci, charakterystycznych gestów, tików nerwowych, i tak dalej. On tę postać bierze jakoś od środka i bierze ją do siebie, jakby do wewnątrz i działa niejako w jej imieniu. Wytwarza efekt głębokiej prawdy postaci, choć nie stosuje zewnętrznych transformacji. W jakiś sposób różnicuje swoje role, ale nie poprzez zewnętrzną charakteryzację czy chwyty, które do tej postaci przybliżają. Trela jest aktorem, który gra twarzą i głosem.

Oba te elementy są bardzo charakterystyczne.

Zgadza się. Trela w mniejszym stopniu gra całym ciałem. Właściwie twarz i głos są tym, co skupia uwagę i jest głównym kanałem przekazu. Twarz, na której maleńkie zmiany już są odczuwalne, i głos. Gest, ruch są mniej przez niego wykorzystywane. Reszta pozostaje tajemnicą.

Z tą tajemnicą, głosem i mimiką wiąże się jeszcze milczenie, niezwykle ważne w procesie tworzenia roli czy w kontaktach międzyludzkich w życiu Jerzego Treli. Tak jak powiedziała Anna Dymna w wywiadzie zamieszczonym na końcu Pani książki: „Trela szanuje słowa”. Mnie się wydaje, że szanuje milczenie.

Tak, to jest wielka umiejętność: zrobienie efektu milczeniem. Tylko wielcy aktorzy to potrafią. Zawsze jest tak, że aktorzy wchodzący do zawodu, otrzymując rolę, denerwują się, że jest zbyt mała, bo zawiera niewiele tekstu, mało kwestii. Sądzą, że niewiele jest do zagrania. A doświadczeni aktorzy wiedzą, że milczenie jest ogromnym środkiem wyrazu, tylko trzeba umieć milczeć, wywołać tę pauzę, wywołać to skupienie, żeby nawet kiedy człowiek milczy, wszyscy na niego patrzyli.

Jak się pisze książkę, kiedy osobiście zna się jej bohatera?

Nie mogę powiedzieć, że ja dobrze znam Jerzego Trelę.

Czyli nie było w tym przypadku choćby problemu braku dystansu?

Nie, nie było. Myślę, że Jerzy Trela dopuszcza blisko siebie tylko wąskie grono osób. Jest cudownym człowiekiem, wspaniale się z nim rozmawia, ale nie czuję, że ja jestem dopuszczona do jakiejś bliskiej komitywy. I myślę, że taka komitywa powstaje w przypadku, kiedy on z kimś gra – wówczas jest się po jednej stronie, trzeba sobie pomagać, ufać. Cały świat ludzi piszących, którzy są wokół teatru, wokół filmu, to jest świat, który on traktuje z pewnym respektem, ale i z dystansem.

Świat zewnętrzny.

Jako świat zewnętrzny, który jest godzien dialogu, ale niekoniecznie zbyt bliskiej komitywy. To nie jest aktor, który się zaprzyjaźnia w tym sensie, że chodź tu, pogadamy. Ma zbudowany wokół siebie dystans ochronny. Nie jest to pancerz, ale właśnie pewien rodzaj dystansu, który jest trudny do sforsowania. Więc brak dystansu absolutnie nie był dla mnie problemem.

A jak Jerzy Trela zareagował na to, że pisze Pani o nim książkę?

To wymagało jego zgody. Byłam w tej komfortowej sytuacji, że wydawca znalazł mnie i poprosił o napisanie książki. Ale Wydawnictwo Marginesy, które wydaje książki o artystach, ma takie założenie, że bohaterowie zawsze współpracują z autorami na etapie przygotowania książki. To jest wydawnictwo, które współpracuje z autorami i artystami. W. związku z tym pani Hanna Grudzińska zwróciła się do mnie, a następnie do Jerzego Treli o zgodę na taką książkę i on się zgodził.

Połowa sukcesu.

Wiem, że już były podejścia do książki o Treli, ale nie znam szczegółów i nie chcę spekulować, z jakich powodów te książki nie powstały. Rozmawialiśmy z Jerzym Trelą, jednak większość mojej pracy była oparta na zbieraniu, analizie jego dorobku, czytaniu recenzji, oglądaniu spektakli. Bez współpracy z nim książka mogłaby powstać, ale miałaby inny kształt.

A czy Jerzy Trela ingerował w trakcie prac? Czy nanosił jakieś zmiany, korekty w wersji finalnej?

Nie, zastrzegł sobie jedynie, że rozdział dotyczący rodziny chce przeczytać. I w tym przypadku ustaliliśmy, co może się tam znaleźć, o czym chce powiedzieć, a o czym nie chce. Nie było jakiegoś sprawdzania mnie. Ja starałam się w moim poczuciu rzetelnie przekazać to, o czym mi mówił, starałam się wyczuć, na czym mu zależy. Na pewno nie powstałby rozdział noszący tytuł Partnerzy, gdyby nie rozmowy z nim. Zauważyłam, że ogromnie mu zależy, żeby pokazać nie tylko jego partnerów scenicznych i zawodowych, ale przede wszystkim jak bardzo praca aktora jest uzależniona od partnerów. To była wyraźnie jego inspiracja. Nie powiedział mi: „Niech pani napisze taki rozdział”, ale na tyle często nawiązywał do sytuacji odnoszących się do wspólnego grania i do osiągnięć we współpracy z poszczególnymi reżyserami, że uznałam ten wątek za wart wyodrębnienia w osobnym rozdziale.

Czy planuje jeszcze Pani książki tego typu, biografie artysty? A jeśli tak, to czy ma Pani już jakieś pomysły, kto mógłby być kolejnym bohaterem?

To zależy od wielu czynników. Po pierwsze musiałby się znaleźć wydawca, po drugie bohater, bohaterka, którzy będą tym zainteresowani. Rynek wydawniczy ma określone reguły. Bardzo lubię długie i dokładne wchodzenie w czyjąś twórczość, oglądanie, gromadzenie materiałów – więc z wielką chęcią napisałabym coś jeszcze, ale o kim, trudno mi teraz powiedzieć.

Rozumiem. A jeśli nie pisanie o aktorach, aktorstwie, to co?

Mam dwa duże plany, czy też wyzwania związane z reżyserami. Przed laty zajmowałam się twórczością Jerzego Jarockiego. Pierwszą książkę napisałam właśnie o Jerzym Jarockim, ale to było kilkanaście lat temu. Po napisaniu tej książki dalej byłam w dość bliskiej relacji zawodowej z Jarockim, dużo z nim rozmawiałam, pisałam o jego przedstawieniach. Teraz, po jego śmierci, mam wrażenie, że przydałaby się praca obejmująca cały jego dorobek. A ponadto mam wrażenie, że przydałaby się nowa monografia Konrada Swinarskiego. Mamy do dyspozycji wspaniałą książkę pani Joanny Walaszek, ale została ona napisana u schyłku lat osiemdziesiątych, opublikowano ją w 1991 roku. Od tego czasu pewne rzeczy się upubliczniły, mamy też inne spojrzenie na różne kwestie, obyczajowe i polityczne. Myślę, że to jest niezwykła postać, o której trzeba by napisać na nowo. I to są moje wielkie marzenia: móc napisać o Jerzym Jarockim i Konradzie Swinarskim. Ale czy się spełnią? Zobaczymy.

Tego życzę Pani i nam, czytelnikom, również. Dziękuję za rozmowę.

Dziękuję.

***

BEATA GUCZALSKA, TRELA

WYDAWNICTWO MARGINESY 2015

następna
strona
poprzednia
strona
przejdź do strony: 123456

Zobacz także