literatura
MAGAZYN KULTURALNY
26 stycznia 2016

MUSZYŃSKI KRZYWDZI

Ceniony reporter Andrzej Muszyński napisał złą powieść. Zachwyt wielu mówi sporo o naszych gustach.

Andrzej Muszyński, Podkrzywdzie, Wyd. Literackie 2015

Andrzej Muszyński w swojej książce poszedł ścieżką najmniejszego oporu. Jako styl wybrał realizm magiczny, który często jest celem samym w sobie, mającym urzekać swoim wyrafinowaniem. W związku z tym należy zwrócić uwagę na jakość pisarskiego języka Muszyńskiego. Problematyczne jest to, że Podkrzywdzie napisane jest prozą tandetną, lukrowaną, nastawioną na efekt, a nie niesienie istotnych znaczeń.

Wielu czytelników książka Muszyńskiego urzekła. Świat, który został w niej przedstawiony, wielu określiło mianem fascynującego. To na pewno zasługa języka — zręcznego i kwiecistego, obfitującego w rozbudowane porównania i metafory. Czy książka, która wzbudza tak skrajne emocje, musi być z definicji pozycją ważną? Chyba nie dostrzegamy, jak złudna jest to logika. W niektórych Podkrzywdzie obudziło tęsknotę za światem, który gdzieś nam uciekł, który się skończył, a jego zręby pozostają jeszcze w pamięci.

Kwintesencją nieuzasadnionej egzaltacji czytelników i recenzentów jest pozytywne zestawienie prozy Muszyńskiego z twórczością Brunona Schulza. Porównanie takie powinno uchodzić za bluźnierstwo, ponieważ przepaść dzieląca obu pisarzy jest naprawdę szeroka.

„Przyglądając się ze zrozumieniem wsi, wypiliśmy jednym haustem po szklance zimnego kompotu, z której dna bombardowały wściekle nasze twarze kulki agrestu, jak garście wydłubanych, natarczywych i bezmiernie wścibskich oczu”.

Powyższy cytat wydaje się reprezentatywny dla całej książki. To nie jest wyjątek - w całej książce spotkamy tysiące podobnych.

Bliżej końca następuje gwałtowne odejście od realizmu magicznego na rzecz stylu aspirującego do miana współczesnej młodej prozy. Co ważne, zdania niezmiennie brzmią niewłaściwie.

„Może dotrwamy do dnia, gdy z laptopikiem na kolankach odpalimy tiwi, a nad wyraz sławna prezenterka w nad wyraz modnym żakiecie ogłosi „Szanowni państwo, dziś skończył się świat. Wszyscy zdążyli odpisać na maile. Póki co wstajemy, dzwoni telefon, a więc budzik. […] w telewizji śniadaniowej przerwa na reklamę maści, która łagodzi obyczaje odbytu”.

Zabiegu Muszyńskiego można bronić, argumentując, że jedna z konwencji jest nieco ironiczna, i takie kiczowate odpryski-zdania są tego kosztem, a może nawet i narzędziem. Niestety twierdzenie to z góry jest skazane na bycie fałszywym, ponieważ trzeba by wtedy przyznać, że cała książka jest ironiczna, a autor bawi się w swoim wyrachowaniu naszym kosztem i śmieje się, że naiwnie weszliśmy w zastawione przez niego sidła tandety.

Wydaje się, że w istocie Muszyński nie należy do grona autorów przebiegłych, nie wstąpił do pocztu wybitnych polskich trolli - po prostu chciał stworzyć dobrą książkę co, trzeba podkreślić, mu nie wyszło. Dlaczego?

Muszyński nie miał pomysłu na książkę. Coś mu gdzieś świtało o nostalgii za utraconym wiejskim rajem, coś o krytyce współczesnej, beznamiętnej i błyskawicznej cywilizacji. Jednak ze swoją refleksją nie zaszedł dużo głębiej. Niewątpliwie koncept książki zasadza się na zestawieniu dwóch wymienionych wcześniej narracji, tak by podkreślić wagę straty magii świata wiejskiego. Problem z tym zamiarem jest taki, że jest pomysłem banalnym, opierającym się na prostej kompozycji. Dlatego założony przez autora cel można osiągnąć znacznie mniejszą liczbą słów. Tym samym Muszyński zmusza czytelnika, by w drodze do pointy przejść przez ponad 150 stron. Nie idzie tu o to, że „właściwe” jest pisanie wyłącznie konkretne, takie, które ma na celu jak najszybsze dotarcie do rozwiązania. Opis wsi zawarty w Podkrzywdziu jest pustosłowiem, lirycznym bełkotem, któremu nie przyświeca żaden cel ani nie przysługuje jakaś funkcja. Jeżeli miałby być traktowany jako opis dla opisu i przez swoją estetykę czysto bezinteresownie na nas oddziaływać, to jedyne, czym powinniśmy się kierować w trakcie lektury, powinna być litość. Byłby to znak naszego dobrego wychowania, które uznaje, że za bezinteresowne podarunki, choćby te zupełnie nietrafione, wypada podziękować.

Dlatego sukces tej książki wiele mówi o nas samych, o tym, że łatwo nas uwieść tanimi zabiegami. Poszukujemy piękna, które nas oczaruje. Bierzemy tylko to, co z wierzchu, to, co najłatwiej dostępne. Rozkoszujemy się, płyniemy w opisach świata, który gdzieś nam „uciekł”, skończył się, nie zważając na to, że czytane opisy są głęboko niedoskonałe, korzystające z wypróbowanych sposobów. Używa się wielu słów, których znaczeń już nie znamy, tworzy się konstrukcje zdaniowe, jakich nigdy byśmy nie stworzyli, gromadzi wymyślne epitety.MUSZYŃSKI KRZYWDZI

Dlaczego nas to tak urzeka? Czy nam naprawdę uciekła jakaś rajska sielanka? Czy nasza wieś wyobrażona istnieje poza sferą dobrze znanych mitów? Czy my rzeczywiście chcemy w to wierzyć? Wydaje się, że żyjemy w świecie odczarowanym, gdzie nie ma miejsca na utwierdzanie się w przekonaniu o istnieniu świata nieistniejącego. Większość czytelników ma świadomość fałszywości tych wyobrażeń, ale i tak chętnie ulega tej „pięknej” opowieści. Ma to swoje źródła w naszej potrzebie podtrzymywania pewnych mitów. Ucieczka w świat wyobrażeń jest konieczna i – co więcej – rzeczywiście potrafi być piękna. Jednakże uciekajmy w dobre opowieści, w lepsze sny niż ten stworzony przez Muszyńskiego. Szkoda na to czasu.

ANDRZEJ MUSZYŃSKI, PODKRZYWDZIE

WYDAWNICTWO LITERACKIE 2015

następna
strona
poprzednia
strona
przejdź do strony: 12

Zobacz także