film
MAGAZYN KULTURALNY
22 stycznia 2016

LEKCJA WĘGIERSKA, JAKIEJ CHCEMY!

Władze kraju zapowiadają, że w najbliższych latach w Polsce powstanie dużo kina historycznego. Sporo też ostatnio słychać w polityce odwołań do węgierskiego stanu rzeczy. Gdyby to wszystko dało efekt w postaci filmów na poziomie „Syna Szawła”, pierwsi wstalibyśmy, żeby bić brawo.

Syn Szawła, Węgry 2015 - dystrybucja: Gutek Film

Ale zostawmy już tę politykę czy raczej mój kompleks związany z „naszym” kinem historycznym (inna sprawa, że produkcje pokroju „Bitwy pod Wiedniem” powinny być piętnowane przy każdej możliwej okazji).

„Syn Szawła” jest niesamowity pod każdym względem. Forma wybrana przez László Nemesa wydaje się jedną z lepszych decyzji w historii filmów o Holokauście. Kamera towarzyszy głównemu bohaterowi przez cały film, niemalże orbituje wokół Gézy Röhriga, ale jej ruchy nie dają wrażenia regularności. W niektórych momentach może wydawać się, że główny bohater czuje nasz oddech na szyi, w innych - że obserwujemy całą akcję ukryci, ale nigdy dalej niż kilka metrów od Szawła. Oglądając film Nemesa, stajemy się jego częścią. Zaczynamy czuć Auschwitz każdą komórką naszego ciała i duża w tym zasługa autora zdjęć - Mátyása Erdélyego.

Nie ma tu miejsca na pompatyczność, na tanie chwyty. Dla Gézy Röhriga, poety, którego Nemes poznał dobrych kilka lat temu podczas swojego pobytu w Stanach to pierwsza rola na wielkim ekranie. Ciężko w to uwierzyć, bo postać Szawła jest zagrana perfekcyjnie. Wierzy się w każdy jego odruch, nawet najmniej racjonalny. Nie wiem, gdzie László Nemes nauczył się przekazywać tak silne emocje, nie uciekając do wielkich, filmowych sztuczek, gdzie nauczył się czynić film piekielnie realistycznym i poetyckim zarazem. Może dzięki asystowaniu Béli Tarrowi, a może to jego unikalny talent, który po ostatnich latach nabierania warsztatu eksplodował w „Synu Szawła”?

Film Nemesa warto zobaczyć z kilku powodów. Po pierwsze - to film na wskroś antywojenny, czyli szczególnie ważny w dzisiejszych czasach. Po drugie, to film, który nie ocenia. Każdy w nim jest oprawcą i ofiarą. Nie liczy się narodowość czy rasa, wszystko się miesza w piekle wojny, każdy cierpi, każdy przegrywa. Po trzecie, to film o człowieczeństwie, które potrafi się obudzić w najtrudniejszych i najbardziej fatalnych momentach. Kawał świetnego kina, czego dowodem liczne laury ze Złotą Palmą i Złotym Globem na czele. Oscar to już w tym przypadku chyba czysta formalność. Bez względu na werdykt członków Akademii, „Syn Szawła”na trwale zapisze się na kartach historii światowej kinematografii. 

SYN SZAWŁA, Węgry 2015
REŻYSERIA: László Nemes
SCENARIUSZ: László Nemes, Clara Royer
ZDJĘCIA: Mátyás Erdély
MUZYKA: László Melis
MONTAŻ: Matthieu Taponier
DYSTRYBUTOR: Gutek Film
OBSADA: Géza Röhrig, Levente Molnár, Urs Rechn, Todd Charmont, Jerzy Walczak, Gergö Farkas, Balázs Farkas, Marcin Czarnik, Sándor Zsótér, Kamil Dobrowolski, Uwe Lauer, Christian Harting
następna
strona
poprzednia
strona

Zobacz także