sztuka
MAGAZYN KULTURALNY
04 lutego 2016

MARIA ANTONINA ROBI ZDJĘCIA POLAROIDEM

Kris Knight to kanadyjski malarz, którego twórczość koncentruje się wokół portretów. Artysta wzbrania się jednak przed nazywaniem go portrecistą, choć nie bez powodu wybrał sposób przedstawiania skupiający się na osobie portretowanego, stawiający go w centrum, tak byśmy mogli jak najwięcej się o nim dowiedzieć.

Kris Knight, Night Bloomer

Pomaga nam w tym tło, którym jest najczęściej różnorodna roślinność lub łagodny krajobraz. Knight sytuuje swoich bohaterów na tle wiejskich pejzaży, ale w każdej z tych wiosek mieści się cukiernia, gdzie można kupić pulchne bezy w pastelowych kolorach i zobaczyć sztywne góry bitej śmietany. Dominują tu różne tony różu i niebieskości, które w zestawieniu ze scenkami rodzajowymi bawiących się młodych mężczyzn nadają obrazom homoerotyczny wydźwięk.

Obrazy Knighta wyglądają tak, jakby Maria Antonina lekko oprószyła je pudrem, zdmuchując jego nadmiar z grubego pędzla. Skojarzenie nie jest bezpodstawne – inspiracją młodego artysty jest XVIII-wieczne malarstwo francuskie, w tym prace Élisabeth Vigée Le Brun, autorki najbardziej znanego portretu francuskiej królowej. Co ciekawe, twórczość kanadyjskiego malarza łatwiej porównywać z damskimi portretami z tego okresu niż z męskimi, co wynika z androgynizmu malowanych przez artystę postaci.

Głównym bohaterem obrazów Krisa Knighta jest chłopak o subtelnych rysach, w którym kochają się wszystkie dziewczęta. Zachwyca je jego delikatna twarz, tak dziwnie podobna do ich własnej. Zaróżowione policzki i rumiana cera nie tylko w nich wzbudzają emocje. Poruszają również najgrubsze struny bliźniaka Humberta Humberta (bohatera „Lolity” Nabokova), który w końcu porzucił myśli o podstarzałej już Dolores Haze. Chłopak idealnie ją zastępuje – jego spojrzenie kusi i zachęca. Czasem jest kpiące, a czasem zimne, co kompletnie obezwładnia Humberta i tym samym sprawia, że nie może on dotknąć chłopaka. To właśnie tworzy koktajl sprzecznych emocji, które mężczyznę doprowadzają do szału i rozpaczy.

Modele kanadyjskiego artysty to delikatni chłopcy na progu dorosłości. Wciąż tkwią w młodzieńczej niewinności, ale równocześnie są świadomi swojego piękna, a tym samym – władzy. Pragną eksperymentować ze swoją seksualnością, poznawać jej słodki smak. W swoim pogranicznym stanie są niepokojąco zmysłowi. Większość z nich ma pełne, czerwone, gotowe do pocałunków usta. Kontrast czerwieni warg i policzków – erotyzmu oraz bieli skóry – dziewiczości, jeszcze bardziej uwydatnia ten stan. Z drugiej strony, kolory te powodują, że portretowane osoby wyglądają jakby płakały, albo zmarzły. Czekamy tylko na gęstą parę z ust, by upewnić się w naszych przypuszczeniach. Może i jest im zimno, ale przypatrując się bliżej, zauważamy, że coś czai się za tym rumieńcem czy niezdrowym błyskiem w oku. Sam Knight twierdzi, że malowane przez niego postaci mogą być pod wpływem różnych środków odurzających.

Wszyscy portretowani przez artystę stoją po stronie natury romantycznej, groźnej, niepokojącej. Wspólnie z nią stanowią pewną całość, co potęguje wrażenie, że posiadają jakąś tajemnicę. Chociaż kwiat, który często pojawia się na tle portretu, nie jest atrybutem męskości, bywa mroczny, rozkwita dopiero po zmierzchu. Wszystko to składa się na nieco baśniowy obraz twórczości Knighta. Są to baśnie kanadyjskie, zrodzone w głębokim śniegu i niskiej temperaturze, od której różowieją policzki i czerwieni się nos. W jednej z opowieści bohaterowie piją, by się rozgrzać, a efekt palącego gardło trunku jest zauważalny w ich gorących spojrzeniach. W tym świecie króluje natura piękna i tragiczna, z której narodzili się wszyscy bohaterowie. Ich losy są nierozerwalnie złączone z grozą i dzikością sił przyrody. W cyklu „All babes are wolves” portrecista naznaczył swoich modeli rysem dzikości, nieokiełznania. Mają w sobie coś zwierzęcego, co widać tylko w ich spojrzeniach, bo twarze, mimo  pajęczyny zarostu rozciągniętej pod nosem, wciąż pozostają delikatne. Ich otoczenie również przybiera inne, ciemniejsze kolory. Wszyscy wyglądają jakby zaraz mięli przemienić się w wilkołaki lub wampiry i wyruszyć na nocny żer. Myśląc o lolitkach czy nimfetkach mamy przed oczami dziewczynki świadome swojej seksualności. Te sportretowane przez Kanadyjczyka nie są bezbronne. To wilczyce o zimnym, nieporuszonym spojrzeniu, których rozświetlone twarze mogą zwieść.

W cyklu z 2015 roku „Never-Never” Knight manipuluje wizerunkiem modeli. Wielu z nich odwróconych jest tyłem, co wydaje się kompletnym paradoksem, ma oczy zasłonięte fantazyjnymi motylami i kwiatami albo spuszczony wzrok. Można odnieść wrażenie, że chłopcy czegoś się boją lub wstydzą, że jedyne, co mają do stracenia to swoją tożsamość. Może to być również gest Humberta, któremu tylko spojrzenie tej męskiej lolity zabrania się zbliżyć. Portretowani w jakimś sensie wydają się nieobecni, śpią, czy też sprawiają wrażenie martwych. Malarstwo Knighta jest pełne dychotomii – dorosłość przeplata się z dzieciństwem, piękno z groźbą, magia ze światem realnym. Niekiedy jego fantastyczne uniwersum przekształca się w rzeczywiste historie z życia typowego nastolatka, który kluczy między pragnieniem samotności i admiracji. Nie wie kim jest i kim chciałby być, wciąż szuka, głęboko zapatrzony w siebie.MARIA ANTONINA ROBI ZDJĘCIA POLAROIDEM

Dla Gucciego artysta stworzył kwiatowy wzór, sięgając do dziedzictwa starożytnego Rzymu – wybrał takie rośliny, dzięki którym kobiety wpływały na mężczyzn przez ich lecznicze, trujące i uwodzicielskie właściwości. Knight w całej swojej twórczości łączy delikatność, miękkość barw i kresek z mrocznymi, tajemniczymi akcentami. Widać to tym bardziej w „zaczarowanym ogrodzie” Gucciego.

ARTYKUŁ UKAZUJE SIĘ W RAMACH KOLABORACJI MAGAZYNU KULTURALNEGO Z GRUPĄ LASEM. 

następna
strona
poprzednia
strona
przejdź do strony: 12

Zobacz także