sztuka
MAGAZYN KULTURALNY
11 lutego 2016

KURATOR-TRICKSTER

Na przełomie grudnia 2015 i stycznia 2016 roku w Zachęcie - Narodowej Galerii Sztuki - odbyła się prezentacja projektu „muzeum” w cudzysłowie Marka Sobczyka, wystawa o tyle intrygująca, co onieśmielająca swoim rozmachem. Ktoś mógłby wręcz powiedzieć – denerwująca swoim impetem… Porządek ukryty w chaosie, czy może chaos jedynie pozorny? W gąszczu prac wykonanych odmiennymi technikami i za pomocą różnych mediów można było wytropić pewną metodę.

MAREK SOBCZYK „MUZEUM” W CUDZYSŁOWIE, wernisaż 5.12.2015, fot. Marek Krzyżanek

Projekt „muzeum” w cudzysłowie Marka Sobczyka prezentowany w Zachęcie to próba zmierzenia się artysty z demonem nadprodukcji w sztuce. Co jednak ciekawe, antidotum na nadprodukcję ma być nadmiar: artysta podał na ogromnym talerzu wielorakie prace prezentujące się w jednej przestrzeni niczym dość ciężkostrawne danie. Do „muzeum” w cudzysłowie należy jednak podejść ze szczególnym nastawieniem, jako do dzieła totalnego, powstającego już od dziesięciu lat, gdzieś na peryferiach – towarzyszącego rozważaniom teoretycznym i malarstwu, medium stanowiącym wizytówkę Sobczyka. Obrazy na tej wystawie były jedynie dopełnieniem instalacji: konfrontowały je, stanowiły uzupełnienie opowieści snutych przez artystę, który niejednokrotnie zdawał się złośliwie chichotać zza swoich trashowych dzieł, wyśmiewając oczekiwania widza wobec tej nieoczywistej, przewrotnej twórczości.

Muzeum jest w projekcie Sobczyka wzięte w cudzysłów dwukrotnie – za pomocą samego cudzysłowu oraz tautologicznego opisu zawartego w tytule wystawy. Autor sugeruje zatem swoisty „powrót do muzeum” w instytucji, która swego czasu miała charakter właśnie muzealny. Nie zaprasza nas on jednak do muzeum-świątyni – jego projekt jest projektem otwartym, w którym analiza środków stylistycznych wybranych artystów prowadzi do nowych, zaskakujących kreacji. Co znamienne, Sobczyk jest w tym dziwnym „muzeum” nie tylko artystą, ale również kuratorem i krytykiem, co objawia bez ogródek w pełnych odniesień (i cudzysłowów) opisach towarzyszącym pracom. W kolejnych „eksponatach” podszywa się pod wybranych twórców, ujawniając relatywny charakter sztuki i jej instytucji. Artysta jest tricksterem, żartownisiem, dla którego cudzysłów stanowi najpotężniejszą broń. Wzięcie w cudzysłów dopuszcza bowiem budowanie nowych znaczeń, które dalekie są od dosłowności. Stąd, być może, z tego żartobliwego, a jednak zupełnie poważnego podejścia artysty, wynika totalność tego projektu – totalność drażniąca, ale i fascynująca w jakiś dziwny, pociągający sposób.

Wykorzystanie​ przez Sobczyka​ stylistyk stosowanych przez artystów takich jak Tadeusz Kantor, ​Marcel Duchamp czy Gerhard Richter, a następnie dokonanie ich wielopoziomowych permutacji, każe zastanowić się nad rolą samego autora w procesie tworzenia tej wystawy-instalacji. Sobczyk jest bowiem kolejnym artystą w bogatej historii artystów-kuratorów, którzy wykorzystują formułę wystawy do stworzenia wielopoziomowej narracji – dotyczącej ich własnej twórczości, czy też będącej krytyką instytucji sztuki. Wydaje się, że artysta właśnie tę ostatnią formułę eksploatuje najbardziej, nawiązując bezpośrednio do koncepcji muzeum i tworząc parafrazy dzieł uznanych artystów. Już poprzez dobór nazwisk, ich staranną selekcję, a także koncepcyjne powiązanie poszczególnych prac w przestrzeni, tworzy on własną historię sztuki, staje się „arbitrem smaku”. Warto w tym kontekście przywołać podobne wystawy tworzone przez artystów, które były, z jednej strony, krytyką instytucjonalną, z drugiej zaś polegały na przedefiniowaniu idei wystawy sztuki. Możliwości zgromadzenia w muzeum swoistej, autorskiej kolekcji sztuki wykorzystywali między innymi tacy artyści jak Andy Warhol w Raid the Icebox (1969), Fred Wilson w Mining the Museum (1992) czy Meschac Gaba w Muzeum Współczesnej Sztuki Afrykańskiej (zapoczątkowane na przełomie lat 1996/1997).

Ze względu na wykorzystanie w pokazywanych pracach cytatów z innych artystów, można mówić o podwójności realizacji Sobczyka. Każda pojedyncza praca jest autorskim komentarzem, zawłaszczającym oryginalną stylistykę twórcy (może się więc kojarzyć z praktykami appropriation art); jednocześnie zbiór tych prac zostaje zaprezentowany jako kontinuum: artysta wiele razy w komentarzach do prac pisze o tym, że jedna odnosi się do drugiej, zatem istnieje tutaj ciąg przyczynowo skutkowy. Wystawa jest zatem równocześnie instalacją, bytem, który należy odbierać jako całość, jako jedną realizację.KURATOR-TRICKSTER

Zadając sobie pytanie o to, czym jest owo Gesamtkunstwerk oparte na zasadach kolażu i błędnego koła referencji, należy chyba odpowiedzieć, że więcej niż o historii sztuki współczesnej mówi nam ono o artyście, jego fascynacjach i inspiracjach, ale także o jego artystycznych dziwactwach i traumach. Wszak opisy poszczególnych prac to majstersztyk, którego nie powstydziliby się kuratorzy krakowskiego MOCAK-u. Artysta częstuje nas w nich wolnym strumieniem świadomości, za którym bezwolnie podążamy i dajemy się wciągnąć w świat anegdot i skojarzeń. To, co należy mu jednak przyznać, to fakt, że niezwykle trafnie uchwycił on w swoim dziele pewne cechy stylu artystów, a także ciekawe elementy z ich życiorysów, o których nie przeczytamy w książkach z historii sztuki. Sobczyk kpi sobie z definicji, teoretycznych rozważań i z modernistycznego paradygmatu sztuki – zdając się na własną (rozległą) wiedzę, serwuje nam projekt, który wkraczając na teren krytyki artystycznej i burząc relacje w świecie sztuki, wychodzi poza ramy „dzieła sztuki”. Wielowarstwowy efekt tej operacji to wystawa-instalacja, mało jednak mająca wspólnego z pracami chociażby Liama Gillicka, który pozwala widzowi na dookreślanie swoich przestrzennych fantazji. Dzieło Sobczyka jest dziełem skończonym, które za nic ma osobę widza, trudzącego się odszyfrowywaniem kolejnych znaczeń. Powiedzmy sobie szczerze, nie o znaczenia wszak tutaj chodzi, a o wyprowadzenie nas, odbiorców, na manowce. Nie dajmy się nabrać! Dajmy się nabrać!

MAREK SOBCZYK: „MUZEUM” W CUDZYSŁOWIE,

05.12.2015 – 31.01.2016

Zachęta – Narodowa Galeria Sztuki

współpraca: Hanna Wróblewska, Julia Leopold

projekt ekspozycji: Małgorzata Sadowska, Anonimowi Architekci.

następna
strona
poprzednia
strona
przejdź do strony: 12

Zobacz także