literatura
MAGAZYN KULTURALNY
24 lutego 2016

POGRZEBAĆ KAJDANY

Zapraszamy do lektury fragmentu książki Adama Hochschilda „Pogrzebać kajdany”, w której pokazuje, jak potrzebne było zniesienie niewolnictwa i gdzie ten proces się zaczął.

materiały prasowe

Król cukier

Składy niewolników na afrykańskim wybrzeżu, okręty przewożące przez Atlantyk skutych kajdanami jeńców, niepewny los byłych niewolników, londyńskie sądy – wszystko to prowadzi nas do świata „trójkątnego”, atlantyckiego handlu ludźmi. Wciąż jednak niewystarczająco zgłębiliśmy powody, dla których musiało minąć tyle czasu, zanim narodził się ruch abolicjonistyczny. Musimy zrozumieć, jakie miejsce Indie Zachodnie zajmowały w wyobrażeniach Brytyjczyków o świecie. O tym rejonie powinniśmy myśleć jak o Bliskim Wschodzie XVIII wieku. Dziś siłą napędową geopolityki jest ropa naftowa. Wtedy najważniejszym towarem – towarem, o którym myśleli wszyscy, był cukier, a ze wszystkich zamorskich posiadłości najważniejsze były wyspy tak znakomicie nadające się do jego uprawy. Jak pisał pewien ważny francuski pisarz tamtych czasów ojciec Guillaume-Thomas de Raynal, bogactwa Karaibów były „głównym powodem tego szybkiego ruchu, który napędza wszechświat”. Kiedy brytyjski Parlament wyznaczył ogromną nagrodę dla pierwszej osoby, która rozwiąże starożytny problem tak nurtujący Johna Newtona i innych żeglarzy, czyli to, jak określić na morzu długość geograficzną, zwycięska metoda miała być zbadana i zweryfikowana przez statek Królewskiej Marynarki Wojennej płynący „przez ocean, z Wielkiej Brytanii do jakiegokolwiek [...] portu w Indiach Zachodnich”. W połowie XVIII wieku Zjednoczone Królestwo importowało sto tysięcy okseftów[1] cukru rocznie. Z tego powodu w 1773 roku wartość brytyjskiego importu z samej tylko Jamajki wynosiła więcej niż ze wszystkich trzynastu kolonii na kontynencie. W tym samym roku import z Grenady ośmiokrotnie przewyższał ten z całej Kanady. W ciągu całego wieku ponad sześćdziesiąt procent wszystkich niewolników przywiezionych do obu Ameryk trafiało do stosunkowo niewielkiego rejonu Karaibów. Cukier był królem.

Podczas gdy niewolnicy harowali w upale na polach trzciny cukrowej, biali właściciele i zarządzający wielkimi plantacjami nadzorcy żyli w ostentacyjnym luksusie, zamieszkując legendarne „wielkie domy”, ulokowane w centrum każdej posiadłości. Jeśli tylko było to możliwe, to plantatorzy wznosili wielkie domy na przewiewnych wzgórzach przy brzegu morza, czasami na końcu drogi obsadzonej cedrami albo palmami kokosowymi. Dalej poszukując chłodzących wiatrów, właściciele urządzali pokoje mieszkalne i jadalnie na piętrze oraz budowali werandy, na których ustawiano bujane fotele. W najelegantszych domach pokoje okładano boazerią, z drewna rzeźbiono łóżka i poręcze majestatycznych schodów, a przed słońcem chroniły żaluzje. Używając łupin kokosów, niewolnicy na kolanach polerowali na wysoki połysk mahoniowe podłogi. Wyposażenie domów w większości pochodziło z Anglii – od nocników po kieliszki.

Plantatorzy znani byli ze swoich obfitych posiłków. „Nigdy nie widziałam takiego jedzenia i picia! – pisała lady Nugent, żona gubernatora Jamajki, z której dziennika możemy się wiele dowiedzieć. – Na dzisiejszym przyjęciu pito i jedzono [...], jak nigdy dotąd – filiżankę herbaty, filiżankę kawy, puchar bordeaux, kolejny wielki kieliszek ponczu, potem madery, sangaree (sangrii), mięsa na zimno i ciepło, gotowane i pieczone, ryby na ciepło i zimno, marynowane i nie, papryczki, imbirowe słodkości, kwaśne owoce, słodkie galaretki”. To było śniadanie. Obiad, podany przez bosych niewolników odganiających muchy palmowymi liśćmi, był jeszcze większy.

Bogaci plantatorzy spędzali wiele czasu, podejmując gości i składając wizyty, które mogły trwać nawet kilka tygodni. Pewien podróżnik pisał o Jamajce:POGRZEBAĆ KAJDANY

Kiedy śniadaliśmy, zobaczyłem z daleka rząd niewolników ku domowi się zbliżających. Mieli na głowach coś, czego rozpoznać nie byłem w stanie, ale pan wyjął lunetę [...] i powiedział mi, że to tylko orszak z ekwipażem [...].

Rano, wcześnie wielce, wysłano kilkunastu niewolników więcey, oboyga płci. Na głowach mieli pudła, ciężkie pakunki, w których nieśli większość ubrań gości. Pod tym ładunkiem owe biedne istoty wlekły się dwanaście, piętnaście, czasem nawet dwadzieścia czy dwadzieścia pięć mil, żeby przy gotować toalety dla swoich pań, których przybycie miały zapowiedzieć [...].

Godzinę po przybyciu ekwipażu dostrzegłem kolejną grupę, w którey – iak się wkrótce okazało – była sama wielmożna pani oraz iey rodzina. [...] Orszak kilku koni, ieden za drugim. Iest taka tu zasada, że przed damami winien iechać dżentelmen, więc najpierw kroczył młody Chewquid, dziedzic, potem Bob Chewquid, potem pani Chewquid, po niey córka naystarsza, po tem wierzchem dwie koleyne córki, potem trzech Murzynków na mułach, następnie krępy Murzyn dziatki niósł. Damy miały na głowach białe i zielone kapelusze. Twarze owinęły chusteczkami, które zawiązały na nosach – zwykła ochrona przed słonecznym żarem [...] .

Najstarszy syn iechał na pięknym ogierze wyhodowanym na wsi, jakiego nie powstydziłby się żaden angielski ieździec [...] .

Pochód dotarł wreszcie na piazzę [kryty ganek], wszyscy bez tchu, łapali powietrze, ocierayąc się chusteczkami. Po pierwszych powitaniach damom  wskazano ich pokoye, a panowie zayęli mieysca na piazzy [...] .

Kiedy tylko panowie usiedli, ieden z nich przeraźliwie zagwizdał na palcach i natychmiast przybiegł murzyński chłopiec: kiedy tylko się zyawił, dżentelmen, który zagwizdał, krzyknął: „Ognia!”, na co chłopiec odbiegł tak szybko, iak przybiegł i wrócił po minucie z kawałkiem podpalonego drewna. Kapciuchy były otwarte, tytoń przygotowany, końcówki obcięte: wtedy Murzyn podał wszystkim ogień [i] zakurzyli cygara.


[1] Dawna miara objętości płynów, z niemieckiego Oxhoft (świńska głowa), po angielsku hogshead. W zależności od płynu oznaczała różną wielkość, ale w przypadku cukru, podobnie jak wina, wynosiła 52,5 imperialnego galona – każdy taki galon to 4,54 litra (przyp. tłum.).

Adam Hochschild, Pogrzebać kajdany. Wizjonerzy i buntownicy w walce o zniesienie niewolnictwa

Przekład: Piotr Tarczyński

Wydawnictwo Czarne 2016

seria: Historia

seria

następna
strona
poprzednia
strona
przejdź do strony: 12
To jest artykuł z serii CZYTELNIA MAGAZYNU

Zobacz także