muzyka
MAGAZYN KULTURALNY
28 marca 2016

Jazgot krakowskich nocy

Na słowo freejazz reakcje są różne – od skrzywienia, zdziwienia, aż po mimikę wyrażającą błogość. Nie da się ukryć, że jest to w muzyce gatunek specyficzny.

Paal Nilssen-Love with Ballister at Club W71, Weikersheim, Wikimedia Commons

Mechanizm poznawania konkretnego artysty często wygląda tak: po przesłuchaniu albumu jeden raz powracamy do niego, po czym możemy z niego wyłuskać te utwory, które szczególnie przypadły nam do gustu, które odsłuchujemy namiętnie i często bez opamiętania. W trakcie tego procesu następuje zagłębianie się w biografię muzyka bądź zespołu, przez co - a jest to nieuniknione - oczekujemy na występ na żywo. Po koncercie dokonuje się spełnienie i bożyszcze, które patronowało nam dotąd w codziennych obowiązkach, niestety zaczyna się lekko od nas oddalać. Sprawa ma się inaczej, kiedy mechanizm zostaje wywrócony do góry nogami i poznajemy trio złożone z Petera Brötzmanna, Steva Swella i Paala Nilssena-Love po ich występie w lutym 2015 roku w Alchemii.

Można sobie wyobrazić zachowanie kogoś, kto poznaje wyżej wymienionych muzyków, czyli niekwestionowanych bogów freejazzu, po ich wizycie w Polsce. Zdezorientowanie? Złość? Frustracja? Pewnie wszystko to można wymieszać i okrasić wiązanką słów ładnych, acz uchodzących za wulgarne. Na szczęście, istnieją w Polsce wydawnictwa, takie jak krakowskie NotTwo Records, które konsekwentnie, przez lata, nagrywa jazzowe koncerty. Ostatni wydany przez tę wytwórnię album to rejestracja projektu Krakow Nights, który jest niezwykłym kąskiem dla koneserów ostrego brzmienia. W skład trio, stworzonego z inicjatywy Steva Swella, wchodzi Peter Brötzmann oraz Paal Nilssen-Love. Pierwszy z nich to legenda europejskiej sceny freejazzowej, a jego album Machine Gun z roku 1968, nagrany z siedmioma innymi muzykami (m.in. Evan Parker, Willem Breuker, Peter Kowald), którzy w późniejszych latach sami stali się ,,reprezentacją” Europy w muzyce improwizowanej, określa się już jako inspirację dla kolejnych pokoleń. Zresztą, sama data wydania, czyli rok 1968, nie jest bez znaczenia, ponieważ wskazuje ona na powiazania z marksizmem, ideami nowej lewicy, a przede wszystkim z założoną w Niemczech Frakcją Czerwonej Armii, z którą sympatyzował, przy jednoczesnym braku aktywnego udziału w akcjach RAF’u, sam Brötzmann. Scena freejazzowa gruntu lepszego, niż rewolucyjny, lewicujący i anarchistyczny, znaleźć nie mogła. Dziwić się takiej sytuacji jednak nie sposób, bo jak negować porządek i mieszczański ład, jeśli nie za pomocą krzyku i ostrych dźwięków?

Projektu Krakow Nights nie można kojarzyć jedynie z Brötzmannem; byłaby to ujma dla takiego bębniarza, jak Paal Nilssen-Love, który do muzyki co roku wnosi, i przestać na szczęście nie może, kolejne wyborne płyty z takimi artystami, jak Arto Lindsay, Lasse Marhaug, Massimo Pupillo. W świecie jazzu i pokrewnych gatunków znany jest najbardziej z kolaboracji z Matsem Gustafssonem i Ingebrigt Håker Flaten, z którymi stworzył w 2000 roku w Sztokholmie zespół The Ting. Z kolei Steve Swell to muzyk należący do amerykańskiej jazzowej śmietanki, bo jeśli ktoś grał z Anthonym Braxtonem lub Johnem Zornem, to można go śmiało ulokować wśród utalentowanej elity. Tym bardziej, że czołowe magazyny piszące o jazzie często określają go jako najlepszego puzonistę pstatnich lat.

Obraz, który wyłania się z opisu tria, jest kuszący. Jeśli ktoś wcześniej nie zetknął się z freejazzem, chociażby tym reprezentowanym przez Ornetta Colemana, Pharoaha Sandersa, Sun Ra, Charlesa Mingusa,czy też - zaglądając kątem oka na domowe podwórko - Tomasza Stańko, może się poczuć lekko oszukany tym, co znajdzie na nagraniu z koncertu w Alchemii. Nie chcę rozwodzić się na tym, dla kogo freejazz i wszelakie improwizacje w muzyce jest znośny, bo mogłabym otrzeć się o snobizm. O ile lo-fi, dream pop i minimal techno można nazwać nurtami wywołującymi mieszane uczucia, bo z założenia mają one relaksować i pozwolić myślom dryfować w rejony marzeń sennych, o tyle nurty te, w muzyce określane mianem eksperymentu, można łatwo opisać radykalnymi kategoriami. Nie oszukujmy się - niektóre gatunki w muzyce oscylują na mocnych i ostro sprecyzowanych granicach. Takich przypadków jest sporo i każdy, kto interesuje się muzyką i lubi ją podglądać z różnych stron, ma kilka gatunków, od których ucieka. Freejazz jest radykalny; przez złośliwych może być nazywany pseudomuzyką i gatunkiem dobrym dla kogoś, kto nie potrafi grać na niczym, ale chce zaznać blasku sławy. Sprawa jest bardziej skomplikowana, ale myślę, że takie językowe utarczki będą pojawiać się w ustach tych, do których nie przemawia mocna improwizacja w jazzie. Koncertowy album Brötzmanna, Swella i Nilssena-Love to zapis zderzenia trzech artystów o odmiennym muzycznym doświadczeniu. Różnica wieku między nimi mogłaby być, w teorii, pewnym ograniczeniem, ale jazzmani pokazują jak można ominąć konwenanse i stworzyć coś niezwykłego. Oneiric Memories to przedsmak tego, co mają do zaoferowania giganci freejazzowej sceny europejskiej. Przede wszystkim jest to ekstremalna improwizacja, której nikt nie chce spowolnić. Już od początku, na którym trio wchodzi z dźwiękami niemal równocześnie, nie ma czasu na oddech. Pojawia się on zdecydowanie później, bo przy kolejnych utworach, gdzie pauzy się oczekuje, ale jednocześnie pragnie jej usunięcia. Tak jest w przypadku Full Spectrum Response, utworu kunsztownego i ukazującego, jak szeroki wachlarz możliwości ma do zaoferowania trio. Jest to dzieło popisowe: zaczyna się spokojnie dzięki lekkim uderzeniom perkusyjnym, następnie wchodzi Brötzmann ze swoim saksofonem i od tego momentu oczekuje się zdecydowanego kopnięcia, zgrzytu i zmielenia ciszy z rykiem dęciaków, ale muzycy konsekwentnie przedłużają powolne, przeplatane ciszą dźwięki.Jazgot krakowskich nocy

Album Krakow Night, wchodząc na półki sklepowe z początkiem stycznia, świetnie rozpoczął rok 2016, i jeśli mowa o muzycznych eksperymentach, stworzył niemałą konkurencję dla europejskich jazzmanów. Jest to na pewno świetna alternatywa dla tych, których męczą już odtwarzane po raz kolejny kompozycje Matany Roberts albo nowego projektu Matsa Gustafssona.

następna
strona
poprzednia
strona
przejdź do strony: 12

Zobacz także