peryferia
MAGAZYN KULTURALNY
27 lutego 2016

W poszukiwaniu moralnej maszyny

Frank Lloyd Wright żył i projektował w czasach zmiany. Urodził się w drugiej połowie dziewiętnastego wieku i bliskie mu były problemy i fascynacje tego okresu. Pojawiło się Nowe. Nowe myśli i technologie. Miasto, masa, maszyna.

Frank Lloyd Wright

Szukał architektury właściwej dla swoich czasów, szukał miejsca dla człowieka w czasie wzrostu, konsumpcjonizmu, industrializacji i skoku technologicznego. Szukał architektury prawdziwej i moralnej (chociaż to słowo ani razu w książce nie pada).

Rozbudowany wstęp autorstwa Neila Levine'a osadza tekst w kontekście historycznym i środowiskowym. Pokazuje relacje Wrighta z europejską awangardą i modernizmem. Levine czyta „wykłady” przez Corbusiera, porównuje z „W stronę architektury” i pokazuje, jak Amerykanin próbuje pokazać siebie jako prekursora modernizmu.

Wright ilustruje wykłady grafikami przedstawiającymi swoje projekty, są to jednak grafiki wykonane w latach trzydziestych – w formie bardzo nowoczesne, narysowane w ostrych skrótach perspektywicznych z kontrastowymi, praktycznie czarnymi cieniami – datowane jednak na początek wieku. Nie tylko w sposobie ilustracji Wright markuje swoje pierwszeństwo. Przepisuje też swój wykład z przeszłości dotyczący maszyny, który ma pokazać jak bardzo był w tej fascynacji pierwszy.

Czytanie Wrighta przez Corbusiera jest jakimś kluczem, ale nie wiem, czy tego typu etykietowanie jest niezbędne. Możemy autonomicznie prześledzić modernistyczne wątki przewijające się w wykładach. Jak już wspomniałem, Wright poszukuje architektury prawdziwej i właśnie ta prawdziwość będzie mocno modernistyczna.

Prawda przejawia się formie, formie wynikającej z funkcji i z technologii. To już oczywiste dzisiaj twierdzenie w okresie walki ze stylizacjami jest nowoczesnym postulatem. Mamy cały wykład poświęcony Gzymsowi, w którym Wright rozprawia się ze stylami. Obnaża fasadowość dekoracyjności i ornamentu, przynajmniej tego, który nie wynika ze struktury. A na strukturę kładzie nacisk. To ona ma stanowić o charakterze architektury, to ona ma stanowić jej współczesnego ducha, ona wreszcie ma wynikać ze szczerego zastosowania materiału. W tej szczerości jest ukryta druga część poszukiwanej przez Wrighta prawdy.

Materiał ma być użyty zgodnie ze swoją naturą, a może się to wreszcie wydarzyć dzięki MASZYNIE. Maszyną jest zachwycony i przerażony. Z całej opowieści, bo o cyklu sześciu wykładów można mówić jako o opowieści prowadzącej nas od diagnozy do utopii, wyłania się obraz głębokiej ambiwalencji.

Maszyna jest dobra, maszyna jest teraźniejszością i przyszłością. Maszyna pozwala wydobyć prawdziwy charakter materiału. Zaczynając wycieczkę w Japonii, Wright pokazuje nam zgodne z materiałem i technologią, a więc piękne użycie drewna obrabianego pod kątem naturalnych cech, w sposób uwydatniający jego organiczne piękno i zachowujący właściwości konstrukcyjne. Dalej znajduje piękno i prawdę w przemysłowej produkcji szkła i stali. Stal stanowiąca konstrukcję jest adekwatnie wypełniana szklanymi, przezroczystymi taflami.

Architektura jest wyrazem kultury – twierdzi Wright – ona pokazuje swoją cywilizację, pokazuje to, co jest ważne i co charakterystyczne. Architektura musi więc w tym momencie być architekturą maszynową. Na poziomie maszynowej produkcji materiałów i uczciwych konstrukcyjnie budynków maszyna jest dobra. Ale albo kultura nie jest wystarczająco dobra, albo nie dorosła jeszcze do rewolucji w architekturze początku dwudziestego wieku i maszyna pokazuje swoją drugą, gorszą twarz.

W poszukiwaniu moralnej maszyny

W rozdziale Tyrania wieżowca miasto szczerzy kły i kąsa mieszkańców zagęszczeniem. Urbanistyka podporządkowana zostaje konsumpcyjnemu dyktatowi zysku, a ludzie toną w korkach i pokojach bez okien. Miasto jest maszyną, ale wykończoną hochsztaplersko nakładanymi elewacjami z kamienia, pseudo-renesansową kopułą wyrażającą władzę i wąskimi ulicami wypełnionymi samochodami. Nie ma tu śladu po wielbionym pięknie smukłych maszyn, pędzących pojazdów, parowców i całej estetyki streamline. Nie ma prawdy i moralności, architektura tworzona jest masowo i przemysłowo, ale z dala od piękna i natury.

Człowiek zostaje sprowadzony do numeru bloku, klatki, budynku, wszystkich takich samych i równie nijakich. Modernizm w wydaniu Corbusiera Wright lekceważąco nazywa tekturowymi pudełkami urozmaiconymi od czasu do czasu krzywizną i bezmyślnym powielaniem dwóch wartości: płaszczyzny i masy, pokazuje brak trzeciej jakości – głębi.

W tym momencie dochodzimy do kulminacji (Wright budował wykłady według zasad protestanckiego kazania, nauczony od swojego ojca pastora, my też zakończmy tę analizę „podsumowaniem – zebraniem ziarna oddzielonego od plew w obie dłonie i przekazaniem go wiernym”), czyli prezentacji architektury organicznej, bo przecież o to w całym cyklu się rozchodzi. To architektura organiczna ma być rozwiązaniem problemu niemoralnej maszyny, ona ma być odpowiedzią na odhumanizowany modernizm, ona ma być pieśnią przyszłej (albo współczesnej?) szczęśliwej cywilizacji.

Wright wymienia dziewięć zasad architektury organicznej, ale tak jak zaznacza we wstępie E. Baldwin Smith, głównym celem autora nie jest zaprezentowanie konkretnej recepty na dobry budynek, ale zwrócenie uwagi na bardziej elementarne zasady, które będą realizowane w każdej sytuacji odmiennie.

Architektura organiczna powinna być bliska człowieka i bliska natury. Istotna jest maszynowa praca z materiałem, funkcja sprzężona z formą, ale równie istotna jest ludzka skala. Wnętrza zyskują przestrzenność – pokoje wydzielane są jedynie tam, gdzie trzeba, kuchnia łączona jest z salonem. Bryła budynku nawiązuje do sytuacji, do środowiska i kultury. Domy prerii mają być horyzontalne i osadzone na niziutkim cokole, ściany przecięte pasami okien, a wnętrza – funkcjonalne.

Epilogiem książki jest ostatni rozdział – Miasto, który jest też wstępem do przyszłości świata Wrighta. Architekt rysuje utopię neoindustrialną. Maszyny zostały okiełznane i pracują dla dobra ludzkości, ludzie mieszkają poza miastami w domach z dostępem do światła i powietrza, wieżowce nie tworzą śmiercionośnego zagęszczenia, tylko porozrzucane są po obszarach wiejskich, a to wszystko połączone jest siecią autostrad z węzłami stacji, sklepów, samochodowych teatrów, kin i miejsc spotkań. Kulturę odbieramy przez radio i telewizję, a do przebrzmiałych miast przyjeżdżamy maksymalnie na trzy dni w tygodniu w godzinach pracy, resztę czasu spędzając w sposób prawdziwie godny człowieka.

Idee przedstawione przez Wrighta nie są niczym nowym, w końcu publikacja została wydana prawie sto lat temu. W treści odbija się duch nowoczesności początku wieku, zachłyśnięcie przemysłem i rewolucyjnymi ideami, ale widać też rozdarcie architekta między przynależnością do modernistycznej awangardy a indywidualizmem. A utopia? Pięknie Wright opisał rozlewanie się miast, ale niestety tak dobrze to nie działa...

Frank Lloyd Wright, Architektura nowoczesna. Wykłady

Tytuł oryginału:

Modern Architecture: Being the Kahn Lectures for 1930

Tłumaczenie: Dariusz Żukowski

Wydawnictwo Karakter 2016

następna
strona
poprzednia
strona
przejdź do strony: 12

Zobacz także