literatura
MAGAZYN KULTURALNY
09 marca 2016

ODDAJMY AIDS MILITARYSTOM

„Chorobę jako metaforę. Aids i jego metafory” można potraktować jako pewne kontinuum wszystkiego tego, co zajmowało Sontag. Myślicielka krzyczy z trzewi, nie zgadza się na symboliczne naznaczanie chorych, wreszcie apeluje o rozsądek.

Susan Sontag, Choroba i metafora. AIDS i jego metafory, Karakter 2016

Dzięki wydawnictwu Karakter otrzymujemy dwa kultowe eseje Susan Sontag, w których autorka kolejny raz  dowodzi, że społeczny system znaczeń może być często krzywdzący. Dodatkowo służy on politycznym manipulacjom, które w swej językowej formie są na tyle subtelne, że często nie sposób ich dostrzec. „Chorobę...” powinno się jednak czytać również historycznie. Sontag przytacza ogrom przykładów na potwierdzenie tezy o zbieżności postrzegania AIDS dzisiaj z postrzeganiem syfilisu i trądu dawniej, oraz opozycji gruźlica - rak. Analogie i kontrasty wynikają według Sontag z niewiedzy na temat poszczególnych chorób. Dzisiaj, po zwalczeniu gruźlicy czy syfilisu, metafory ówczesnych epidemii stają się nieaktualne.

Trudno o całościowe ujęcie myśli Sontag, a wielkie uproszczenia byłyby w przypadku erudycji amerykańskiej myślicielki nie na miejscu. W „Chorobie...” jest gęsto od odniesień do dzieł Manna, Camusa, Stendhala, Freuda, Boccaccia, Hugo, Franka Lloyda Wrighta, Artauda czy Gombrowicza. A ta lawina nazwisk nie przytłacza, ale uzasadnia i naprowadza na kolejne tropy interpretacji. Spacer z Sontag po literackiej mapie świata jest na tyle wyczerpujący, że trudno o zarzut niedosytu.

Warto jednak nakreślić krótki manifest, jaki chorująca na raka myślicielka spisuje, sama będąc naznaczona społecznie. Obecnie nowotwór i AIDS można nazwać chorobami kosmicznymi, w których "obcy" narusza to, co znane, podzielane, wewnętrzne. Pochodzenie z zewnątrz obu chorób nie jest jednak tak oczywiste. Z AIDS ta metafora jest dużo bardziej intuicyjna; to przecież choroba czarnych, biedoty i homoseksualistów; "ich", a nie "nas". "Oni" są na tyle egzotyczni dla klasy średniej, że początkowo trudno o utożsamienie się. Rak to inwazja „obcych” komórek niepochodzących z wewnątrz. Sontag nie zgadza się na militaryzację choroby, będącej zjawiskiem, które stwarza konieczność stawienia oporu, walki z wrogiem. Porażka obciąża pacjenta, a nie osiągnięcia medycyny, które w przypadku raka i AIDS są nieskończenie małe.

Myślicielka, pisząc o metaforze AIDS, wskazuje na zjawisko neocelibatu, które jest  odpowiedzią na „niewinne” lata 70. w Stanach Zjednoczonych. Przymus ograniczenia miał wówczas dotyczyć sfery seksualnej i spożywania narkotyków (w tym czasie wśród klasy wyższej szalenie popularna stała się kokaina). Celibat, o którym pisze Sontag, miał przybierać na sile i pojawiać się również w sferach, gdzie panowała wstrzemięźliwość. Jest to swoista reakcja na medyczne zdiagnozowanie wirusa HIV, jednak, jak zaznacza sama autorka, narzucany celibat w żadnej mierze nie przyczynił się do zmniejszenia skali zakażeń. Była to jedynie społeczna próba obrony przed trudnym do zdefiniowania wrogiem.

Wartka narracja Sontag sprawia, że jej demaskacja społecznej hipokryzji uwiera, a ostatecznie skłania do zmiany postrzegania choroby. Jednak by manifest miał większą siłę rażenia, warto przywołać dwa fragmenty, które oddają charakter piśmiennictwa autorki i nawołują do zredefiniowania sposobu używania języka choroby. Może warto zmienić trwale też swój.

„Również leczenie ma posmak militarny. Radioterapia posługuje się metaforami wojny powietrznej; pacjentów „bombarduje się” zabójczymi promieniami. Chemioterapia to wojna chemiczna z użyciem trucizn. Celem kuracji jest „zgładzenie” komórek rakowych (w miarę możliwości bez zgładzenia przy tym pacjenta)”.ODDAJMY AIDS MILITARYSTOM

„Nie, podejście „totalne” nie jest wcale bardziej pożądane w medycynie niż na wojnie. Również kryzys wywołany przez AIDS nie stanowi niczego „totalnego”. Nie jesteśmy ofiarami inwazji. Ciało to nie pole bitwy. Chorzy nie są ani nieuniknionymi ofiarami, ani też nieprzyjaciółmi. My – medycyna, społeczeństwo – nie zostaliśmy upoważnieni, by walczyć, nie przebierając w środkach… Co się zaś tyczy metafory, tej militarnej, parafrazując Lukrecjusza, powiedziałabym: oddajmy ją militarystom”.

SUSAN SONTAG, CHOROBA I METAFORA. AIDS I JEGO METAFORY

TŁUMACZENIE: JAROSŁAW ANDERS

WYDAWNICTWO KARAKTER 2016

następna
strona
poprzednia
strona
przejdź do strony: 12

Zobacz także