literatura
MAGAZYN KULTURALNY
02 kwietnia 2016

ZARAZA

Kolejna premiera w klasycznej serii Dowodów na Istnienie. Faktyczny Dom Kultury poszerza się o „Zarazę”. Reportaż Jerzego Ambroziewicza to opowieść o epidemii ospy, która wybuchła we Wrocławiu w czasach, gdy większość lekarzy nie pamiętała już nawet, jak wyglądają objawy tej choroby. W Czytelni Magazynu fragment na zachętę!

Jerzy Ambroziewicz, Zaraza, Dowody na Istnienie 2016

Wbiegłszy po dwa schodki, wszedł do gabinetu dyrektora, w którym zastał kilku lekarzy. Po ilości dymu i zduszonych niedopałków w popielniczkach widać było, że debatują już długo. Powitano Arendzikowskiego z pewnym zakłopotaniem.

– Mamy dwa przypadki ciężkiej wiatrówki. Chcielibyśmy je z panem przekonsultować – powiedział dyrektor.

 – Ospa wietrzna? W jakim wieku są dzieci?

– Spore. Jedno ma nawet czterdzieści kilka lat.

– Wiatrówka u dorosłego człowieka?

– Ten chory jest lekarzem – wtrąciła doktor Alicja Surowcowa.

– Pan wie, nie należymy do kategorii zwykłych pacjentów. Ustawiczna styczność z najprzeróżniejszymi wirusami i bakteriami może dać niespodziewane efekty, jak choćby ten przypadek – wiatrówka u doktora Zawady.

– Jaki jest jego stan?

– Gdyby był dobry, nie fatygowalibyśmy pana w sobotnie popołudnie.

– Kto jeszcze zachorował poza doktorem?

– Kilkuletni chłopiec, leży w sąsiedniej sali.

– Czy jesteście pewni, że to wiatrówka?

– Wszystkie objawy wskazują, że tak.

– No to nic groźnego.

– Jest jednak coś w tym wszystkim, co nas niepokoi – wtrąciła doktor.

– Dowiedzieliśmy się, że kilka dni temu w szpitalu Rydygiera umarła pielęgniarka mająca podobne objawy.

– Na wiatrówkę?                                                                                    

– Nie, tam było podejrzenie o białaczkę.

– Chciałbym obejrzeć chorych.

– Proszę bardzo, będę panu towarzyszył – powiedział dyrektor i poprowadził doktora korytarzem do sali, w której leżał Zawada.

Na widok chorego lekarza Arendzikowski znieruchomiał. Po chwili się opanował i obaj z dyrektorem zbliżyli się do jego łóżka. Zawada, zobaczywszy dyrektora,  wyraził dziwne dla Arendzikowskiego życzenie:

– Panie dyrektorze, już od paru dni błagam o lusterko, czy tak trudno w waszym szpitalu o kawałek szkła?

– Wybaczcie, kolego, nie mam przy sobie, siostra wam przyniesie.

– Jak się pan czuje? – spytał Arendzikowski niezbyt pewnym głosem.

– Powoli wracam do siebie. Tylko jakbym miał nie swoją twarz. Znajomi, którzy tu przychodzą, gdy spojrzą na mnie, mają przerażone oczy, jakby chcieli się cofnąć, uciec stąd. Czy ja wyglądam tak strasznie? Powiedzcie.

– Wygląda pan, kolego, normalnie, naprawdę nie ma powodu do obaw.

Kiedy wyszli z pokoju, zamknęli drzwi i odeszli kilka kroków, dyrektor zatrzymał doktora, jak gdyby chciał od niego usłyszeć cokolwiek, zanim wejdą do gabinetu wypełnionego lekarzami.

– Jakie jest pańskie zdanie? (…)

– Moim zdaniem to nie jest wiatrówka – powiedział doktor Arendzikowski.

– A co?

– To wygląda na prawdziwą ospę.

– Pan się myli, to niemożliwe, myśmy już też brali to pod uwagę, ale skąd nagle ospa w Polsce? I to gdzie, we Wrocławiu? W Gdańsku, w Szczecinie, owszem, rozumiem, w Warszawie też, Okęcie, międzynarodowy port lotniczy, lecz w naszym spokojnym mieście… Niech pan, doktorze, zastanowi się nad tym. Będę ostatni, który uzna, że te przypadki mają coś wspólnego z ospą prawdziwą. Pan wie, co to znaczy pochopnie powiedzieć nagle ludziom, którzy spokojnie chodzą po ulicach, że w mieście jest zaraza?

Jerzy Ambroziewicz, Zaraza

Seria: Faktyczny Dom Kultury

Wydawnictwo Dowody na Istnienie 2016

następna
strona
poprzednia
strona
To jest artykuł z serii CZYTELNIA MAGAZYNU

Zobacz także