literatura
MAGAZYN KULTURALNY
27 maja 2016

POMOCY ŻADNEJ PSIAKREW, PSIAKREF

Zofia Stryjeńska była sama. Przynajmniej od jakiegoś czasu, i na kartach swojego pamiętnika. Miała też skłonności do emocjonalnej spontaniczności i konwulsyjnych napadów pracy. Andżelika Kuźniak „Stryjeńską. Diabli nadali” kreśli sylwetkę malarki z wojennym brudem za paznokciami, eleganckiej kobiety w oryginalnych kapeluszach, wreszcie żony, kochanki i matki.

Angelika Kuźniak, STRYJEŃSKA. DIABLI NADALI, Wydawnictwo Czarne 2016

Stryjeńska zaczyna rysować w sklepie ojca. Mamy rok 1905. Dostaje się na Akademię Sztuk Pięknych w Monachium pod męskim przebraniem. Wytrzymuje semestr, Francuzi mają czuja do kobiet. Cięcie. W 1925 na Wystawie Światowej w Paryżu zdobywa wszystko, co można. Stryjeńska jest już marką. Cięcie. Rok 1943. Ofiara rozwiązań wojennych i europejska nomadka. Ucieka przed duchami. Dwa cięcia w życiu Zofii Stryjeńskiej to wojny światowe. Dwukrotne wyrwy w rzeczywistości zmieniły jej widoki na przyszłość. Gorzka historia Stryjeńskiej ani przez chwilę nie przestaje taką być. Niespotykany humor bohaterki wprowadza w czytelniku ferment poznawczy, który ostatecznie nie wpływa na lepsze samopoczucie.  

„Stryjeńską. Diabli nadali” można też potraktować jak biografię społeczną, szkic z pierwszej połowy XX wieku. Zofia Stryjeńska, która w końcu przemówiła, chwyta kurtuazję za fraki i trzęsie nią wedle uznania. Jej zapiski są pełne „grubych wpadunków”, „zachmurzonych gęb”, „bitwy seksów” i „astm pieniężnych”. Ostatnia dolegliwość towarzyszyła Stryjeńskiej od początku dorosłego życia; po wojnie spirala zadłużeń uniemożliwiała pracę twórczą malarki. Jej krytykancki stosunek do instytucji niedzielnych obiadków i kontestacja płciowych podziałów ról społecznych nie wykluczały dbałości o etykietę i dobre maniery. Te ostatnie stały się tematem nieczytanego właściwie wcale „Światowca”, którego wydała pod pseudonimem profesora Hillara. Był to kolejny element „pogoni za mamoną”. Pierwsza połowa XX wieku byłaby biedą towarzyszącą szaleńczym nadziejom i spektakularnością projektów rządzących i rządzonych przy równoczesnym kultywowaniu nierówności płciowych. Stryjeńska przyznała, że na Ołtarzu Sztuki złożyła „trzy istnienia ludzkie – moje dzieci”.

Czytać „Stryjeńską. Diabli nadali”. Nie ze względu na nominację do tegorocznej nagrody NIKE czy wzmożoną promocję książki. Czytać, bo „pomocy żadnej psiakrew, psiakref” nie było i nie będzie. Trzeba zatem stanąć ramię w ramię z Zochą, solidarnie pamiętać.

Angelika Kuźniak, Stryjeńska. Diabli nadali

Wydawnictwo Czarne 2016

następna
strona
poprzednia
strona

Zobacz także